Tydzień z głowy (561)

Posted on 24 czerwca 2019

Ogień

 IMG_2436

Nie miałem szczęśliwego dzieciństwa, lecz wspominam je jako szczęśliwe. Z mnóstwa obrazów, które widziały moje małe oczy najmocniej osadziły się ogniska, palone z mamą i dziadkiem w Kuźni Raciborskiej. Jeśli tylko dzień był ciepły, co wieczór mieliśmy ognisko. Chodziłem po drewno do lasu. Najczęściej znosiłem suche sosny. Było ich od cholery. Dziwiłem się, że nie chcą się skończyć. Wybierałem je i następnego wieczoru ciągle znajdowałem nowe.

Rozpalałem ognisko, z mamą siadaliśmy na pieńkach, a potem nadciągał mój dziadek, człowiek niesłychanie poważny, a nawet ponury. Piekliśmy ziemniaki i kiełbaski. Nie potrzebowałem niczego więcej, o niczym nie marzyłem. Jako dziecko doświadczałem poczucia niewkomponowania w świat (jak dotąd nie przeszło), żyłem marzeniami, osadzałem się w fantazjach. Nad ogniem to wszystko znikało i byłem czystym szczęściem.

W tym tygodniu z bardzo różnych przyczyn rozpaliłem dwa różne ogniska. Jedno ze starym przyjacielem, drugie z całkiem nowymi przyjaciółmi. Myślę, że już to coś znaczy: potrafię zachować przyjaźnie i budować nowe. Mam czas dla przyjaciół, a oni mają też czas dla mnie.

Oba ogniska zwieńczyły długie i pracowite dni. Miałem przecież spotkanie autorskie (no dobrze, nie jest to najcięższy rodzaj pracy jaki można wykonywać). Szukaliśmy też miejsc na zdjęcia – spacerowałem, na przykład po dnie sztucznego zalewu, z którego częściowo spuszczono wodę. Białe drzewka, sterczące z spalonego słońcem gruntu budowały nierzeczywiste skojarzenia, jak z filmów Tarkowskiego. Potem usiedliśmy przy tym ogniu, piliśmy wódkę, Burbona, żarliśmy kiełbaski, karkówkę, sznycle, zależnie od tego, o którym wieczorze mówimy.

Przypomniałem sobie tamte ogniska w Kuźni Raciborskiej i prędko przestałem o nich myśleć. Ten wieczór – ogień, jedzenie, alkohol, przyjaciele – był czymś kompletnym i wystarczającym. Nie potrzebowałem niczego innego. Nie przyszło mi do głowy, bym mógł potrzebować, choć moje szczęście było zupełnie inne niż to, które poznałem jako dziecko. Było to szczęście człowieka dojrzałego, który wycierpiał swoje i wie, że życie w swej najgłębszej naturze jest czystą ciemnością.