tydzień z głowy (562)

Posted on 8 lipca 2019

Krótki wpis o umieraniu

rats

Trochę za dużo śmierci w moim życiu. Pamiętam, jak rok temu Maciek Parowski niespodziewanie przyszedł na spotkanie autorskie. Ciągnął na piwo, nie poszedłem bo miałem zajętości. Byłem pewien, że jeszcze się napijemy. Wyszło inaczej. Śpieszmy się pić piwo z ludźmi, tak szybko odchodzą.

Żałuję swojego młodzieńczego malkontenctwa i czarnowidztwa. Wstyd mi trochę za wczesne książki, takie czarne i smutne, tak pełne trupów.

Śmierć jest prosta i straszna. Nie płynie z niej żadna lekcja, nie kryje się w niej żaden sekret, nie będzie pouczenia. Gdy ktoś bliski walczy o życie mam ochotę prosić o cud. Ale Boga nie ma. Cuda się nie dzieją.

Powinniśmy kochać życie i cieszyć się nim jak tylko to możliwe. Lata zajęło mi dojście do tak prostego wniosku. Zwiedzajmy świat. Nie marnujmy czasu na bzdury. Spędzajmy czas z rodzicami i dziećmi. Chodźmy na to cholerne piwo z przyjaciółmi, póki jeszcze można, póki są przyjaciele. Wydaje mi się, że ta radość życia jest czymś głęboko mądrym i rozsądnym. Aż dziwne, że widujemy tylu zafrasowanych filozofów.

Być może nawet w tej radości, w miłości do życia kryje się jakiś obowiązek wobec naszych umarłych. Nie wiem tego na pewno – umarli niczego przecież nie potrzebują, bo są umarłymi, czy też mówiąc precyzyjniej, nie są już wcale. Ale czasem, gdy zdarzy mi się coś dobrego, mówię o tym mojemu ojcu, którego przecież też już nie ma. Próbuję żyć życiem, które by mu się podobało.

Ta radość życia, apetyt na nie, bierze się przecież z grozy i śmierci. Inaczej nie byłaby prawdziwa.