Tydzień z głowy (563)

Posted on 15 lipca 2019


Zdjęcia w Hiszpanii

 IMG-2654

Madryt to majestatyczne miasto, podobne trochę do Londynu, czy nawet nowojorskiej Piątej Alei. Wesoły tłum przetacza się między olbrzymimi kamienicami. Zauważam kilka legowisk rozłożonych na chodnikach. Bezdomni mają materace, walizki i książki. Towarzyszą im potulne psy. Czasem taki oddala się, zostawiając cały swój, bezwartościowy świat. Nikt go nie pilnuje.

Nieopodal mieści się ulotne targowisko. Handlarze sprzedają ciemne okulary, słomkowe kapelusze, torebki, takie rzeczy. Towar leży rozłożony na kwadratowych płachtach. Do każdego rogu takiej płachty przyczepiono łańcuch. Cztery łańcuchy zbiegają się w dłoni właściciela tego interesu. Gdy pojawi się policja, albo przedstawiciele innych służb porządkowych wystarczy jeden ruch. I stoisko znika.

Jedziemy do dawnej rezydencji generała Franco, dyktatora Hiszpanii. To kilkupiętrowy pałac osadzony na szczycie kamienistego wzniesienia (przy okazji odkrywam nowe słowo, oznaczające spory głaz, brzmi ono „kamerdolec”). Wspinam się po nim, gdyż normalną drogę zamknięto. Spod willi rozciąga się widok na daleki Madryt, miasta, miasteczka i delikatną linię chmur przy samym horyzoncie. Myślę sobie, że w tym miejscu zapisana została wielka próżność. Franco wychodził na taras i z wysokości spoglądał na kraj, który należał do niego.

A nie zostało prawie nic. Aby dostać się do środka, wspinam się po ścianie, potem po gzymsie trzymając się krat, ku upatrzonej wcześnie dziurze w deskach, którymi zabito okno. Wewnątrz butelki, brud, mnóstwo graffiti. Mogę tylko domyślać się, czemu służyły kolejne pomieszczenia. Znajduję resztki kaplicy, biblioteki z kominkiem. Część ścian i podłóg zniknęła. Stopy podparto, żeby nie runęły. Wracając, zastanawiamy się w jaki sposób dostarczano tam wodę. Franco musiał mieć pompownię, czy coś w tym stylu. Ciekawi mnie tez czy góra jest wydrążona, czy mieści się tam winda i tunel jak w filmach o Bondzie, by dyktator mógł błyskawicznie uciec w razie jakiegoś niebezpieczeństwa.

Tyle zostało po tym facecie. Przyjmował tutaj możnych przyjaciół, jadł najlepsze jedzenie i pił wykwintne alkohole. Zresztą sam nie wiem co tutaj dokładnie robił. Mogę się tylko domyślać. Spaliłem skręta w jego salonie. Wysikałem się w bibliotece i poszedłem kamienną ścieżką, gdzie czekała prosta kolacja i wino stołowe.