Tydzień z głowy (566)

Posted on 5 sierpnia 2019

Koniec niewinności

_DSC0231 

Kupiłem sobie rumbę. Właściwie nie sobie tylko dziewczynie. Mieszkamy razem, ale to ona odkurza. Ja, na przykład, obsługuję zmywarkę. Taki podział pracy. Jestem nieprzejednanym przeciwnikiem odkurzaczy i najchętniej nie miałbym żadnego, ale przecież nie wybieramy sobie rzeczy tylko rzeczy, tylko rzeczy nas wybierają. Wie o tym każdy, kto zetknął się z reklamą spersonalizowaną.

No i jeździ mi po mieszkaniu takie płaskie kurestwo. Warczy. Kręci się, ale i kręgi zatacza, jak spłaszczony księżyc. Ruchy mojej rumby są chaotyczne, to znów zapętlone. Nie zdołaliśmy jej bowiem zaprogramować, mimo złączenia wysiłków. Rumba nie zmapowała mojego mieszkania. Co to konkretnie oznacza? Moja rumba jest niewidoma. Mam na chacie ślepą rumbę.

Ślepa rumba krąży w ciemności i pałaszuje kurz. Futro, popiół, paprochy znikają w jej wiecznie głodnych, nieruchomych ustach. Nocą, gdy wyrwany ze snu przemieszczam się przez cichy dom uświadamiam sobie, że gdzieś tam, w ciemnościach czyha rumba, której los odebrał oczy.

Być może kiedyś odwiedzi nas jakiś elektryczny cudotwórca i przywróci rumbie wzrok. Póki co, rumba radzi sobie całkiem nieźle, jak wielu nieszczęśników, którzy zdołali się zaprzyjaźnić ze swoim kalectwem.

Patrzę na tę francę, na ten zbyteczny złom (doprawdy, mogłem tańczyć z miotłą) i coraz lepiej rozumiem, jak niewiele zostało z tego chłopaka, który chciał podpalić świat i rzucał się na ludzi w knajpach. Kiedyś byłem wściekły. Dziś jestem co najwyżej rozczarowany życiem, ale i w tym rozczarowaniu mieszka promień słońca. Domagałem się swoich racji za wszelką cenę. Dziś naprawdę wolałbym, aby rację mieli inni. Nienawidziłem życia. Teraz je kocham, ponieważ muszę. Ponieważ wypada.

Jestem człowiekiem, który kupił sobie ślepą rumbę.