Tydzień z głowy (567)

Odzip

278161

Minął tydzień nic nie robienia. Oczywiście byłem bardzo zajęty.

Zaniosłem obrazy do oprawy. W ogóle, dziwna sprawa z tymi obrazami. Przysięgałem sobie, że nie będę miał w domu żadnych dzieł sztuki. Takie przekonanie wyniosłem z młodości. Miałem w domu tylko dwa obrazy mojego taty, które podarował mi, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Po jego śmierci zatrzymałem trzeci i ten właśnie był nieoprawiony. Do tego doszła praca naszej przyjaciółki, grafika dla Julka i trochę drobiazgów. Zaniosłem do oprawy, licząc, że będzie ładnie. Otóż nie jest. Ramki mają swoją grubość. Obrazy porozłaziły się na ścianach, wiszą bez ładu i składu, nie mogę na to patrzeć, zaś działania się boję.

Posprzątałem nosorożcom. Mam już prawie dziewięćdziesiąt nosorożców, ustawionych na czterech półkach (do stadka zaliczają się wizerunki nosorożców rozwieszone po całym domu, dziara na łapie, trzy duże pluszaki i nosorożec ogrodowy bez dupy, pod oknem). Kurzą się na tych półkach. Podczas sprzątania przecieram każdego nosorożca mokrą szmatką, a potem ustawiam je w odmiennej konfiguracji. Moje nosorożce żyją i rozmawiają ze sobą, gdy śpię. Problem w tym, że te z dolnej półki nie mogą konwersować z tymi z górnej. Mają za daleko. Może jeszcze te ustawione na dwóch sąsiadujących ze sobą półkach jeszcze jakoś się usłyszą, ale tego też nie mogę być pewien. Tak to jest z tymi nosorożcami. Przed chwilą zastanawiałem się, czy po mojej śmierci będą żyły dalej, czy umrą wraz ze mną.

Wymyślałem sobie film z kolegą. Szło całkiem przyjemnie. Siedzieliśmy sobie w kawiarni, albo na barce czy jeszcze tam gdzieś, świeciło słońce, a kolega czuł się wyraźnie gorzej ode mnie, co stanowiło całkiem miły akcent dnia. W pracy twórczej najbardziej lubię właśnie ten moment nieskrępowanego fantazjowania, lepienia fabuły, sytuacji, bohaterów. W gruncie rzeczy najszczęśliwszy byłbym, gdybym mógł na tym poprzestać. Wyobrażam sobie siebie nawet w roli zawodowego dostarczyciela idei dla innych artystów. Siedzę w knajpie i wymyślam sobie: temu kryminał, temu tomik wierszy, jeszcze komuś powieść zaangażowaną na cito, zainteresowany wrzuca grosz do kapelusza i rozstajemy się uszczęśliwieni – on bo dostał coś, czego nie mógł wydobyć z siebie, a ja bo coś wymyśliłem i nie muszę w tym dłubać.

Przez ten tydzień spędziłem więcej czasu z dziećmi. Odpaliłem „Dark souls 2” i nawet dobrze mi idzie. Zrobiłem kilka bardzo ciężkich treningów. Przeczytałem dwie niezłe książki. Wypiłem pół butelki whisky i trochę piwa. Uczyłem się robienia zdjęć. Oglądałem głupie filmy. Czuję, że coś we mnie rośnie, że otwieram się, że jeszcze będę pisał.