porusza i prowokuje...

o2.pl

Ładne, cholerne drobiazgi

Ludzie słyną z tego, że popełniają okropności, a czynią ich tyle, że gdyby okropności im odjąć, sami by przepadli lub pogubili się zupełnie. Najróżniejsze to niegodziwości, właściwe zwłaszcza niewiastom. Mowa o sprawdzaniu daty ważności w supermarketach, przymierzaniu osiemnastu sukienek, szczebiotaniu na widok towarzyszki, wyjadaniu ukochanemu z talerza najpyszniejszych kawałków, nadymaniu się bez podania przyczyny tej zmiany objętości, wiciu gniazdka oraz okropności tak strasznej, że aż strach ją wypowiedzieć: rozkładaniu wokół siebie ładnych drobiazgów w rodzaju porcelanowych kotków, buteleczek z grubego szkła, domków, księżyców, dreamcatcherów i bezimiennych farfocli, które sprawiają, że facet czuje się osaczony.

Można by pomyśleć, że istnieje złośliwy demon, zapewne w postaci prześlicznego kocięcia, który trudni się wyrobem takiego tałatajstwa, które następnie podrzuca do domów jak kukułcze jajca. Być może też, w rzeczach ładnych kryją się połamane męskie serca.
Wspominam tu anonimowych nieszczęśników, którzy polegli przez te cudeńka, nowoczesny odpowiednik myszy Popielowych i nikt łzy nie uronił. Ginęli w mieszkaniach pełnych ładnego drobiazgu, przez drobiazg przygniecieni, całe sterty blaszanych pudełeczek i figurek srebrnych, przez fale korali oraz wisiorków, tsunami ludowych łyżeczek, wir powietrzny złożony ze szklanych kulek. Znajdowano ich z różowym świecznikiem wciśniętym między skruszałe resztki zębów: wśród drobnego piękna twój krzyk zawsze będzie samotny.

reszta w Kafeterii

Do serca przytul chlora

Posted on 25 lipca 2008

W mrocznych początkach mojej przygody z ogólniakiem pisałem wiersze, wzdychając platonicznie do co bardziej uduchowionych koleżanek – zresztą, iść mi zaczęło, kiedy zerwałem z poezją. Zdumiewały mnie wówczas dziewczęta, powiedzmy szesnastoletnie, prowadzące się z menelami po trzydziestce. Facet wydziarany po rzęsy, o sznytach głębokich jak rów mariański, do tego starszy niż wszechświat, obłapiający przeszczęśliwą koleżankę z ławki robił na mym nastoletnim mózgu piorunujące wrażenie.

Mam pewnego kolegę, który najpierw zaniemógł psychicznie na skutek nieznanego mi, straszliwego wydarzenia, następnie obrócił się w ruinę. Palił rzeczy straszne, nieliczne zęby w pysku zżerała próchnica, spasł się potwornie, a ciesząc się błogosławieństwem renty czas, który zwyczajowo poświęcamy pracy lub nauce, całościowo przeznaczył na śmierdzenie. Niemniej, kręciły się koło niego dziewczyny co najmniej urodziwe, do tego wyraźnie zadowolone z szansy zaoferowania swoich wdzięków.

Ci dwaj wspaniali mężczyźni wypełniają definicję chlora. Chlor jest osobnikiem odrażającym, naćpanym bądź urżniętym, abnegatem w przypadkowych ciuchach, do tego pięknym jak naciek na ścianie, słowem, ujawnia się jako odnoga filtracyjna, za sprawą której Matka Natura zatrzymuje złe geny. Takich ludzi nie zaprasza się na wigilię ani nie wsiada się z nimi do windy.

Reszta tutaj

jest to drugi z serii felietonów dla Kafeteria.pl pt „męskim okiem”.

I ty możesz zostać Gosiomaniakiem!

Posted on 14 lipca 2008

(…)
Lecz tutaj jest, jak jest – jak śpiewał Paweł Kukiz – i Gosię też mamy, jaką mamy. Wyszydzając ją, szydzimy z całego naszego popu, którego słabość ucieleśniła się właśnie w tym dziewczęciu o blond włosach, a ponieważ jesteśmy konsumentami popkultury, nabijamy się z siebie i z własnej małości. Ta dziewczyna nie wzięła się znikąd, więcej, uważam, że ten kraj zasługuje na nią i na nikogo więcej. Gosia Andrzejewicz powinna grać na stadionach i w pizzeriach przynajmniej sześć koncertów dziennie, śpiewać hymn na igrzyskach i pieśni dla piłkarzy, robić kawałki dla wszystkich partii politycznych z okazji wyborów i wieców, odwiedzić każde przedszkole, zapełnić każdą stację radiową swym aksamitnym głosem, a nade wszystko dokonać cudu rozmnożenia i wystąpić na wszystkich sylwestrach jednocześnie. Kraj, w którym gwiazdorzy sobie Feel i wykreowano Tolę, który wysłał Isis Gee na Eurowizję, po prostu nie powinien dostać niczego innego, ale Gosię właśnie.

całość na o2.pl 

Jak zostać gwiazdą – samouczek. Razem z Jarkiem Urbaniukiem.

Posted on 3 czerwca 2008

Swego czasu pisaliśmy o tym, jak bardzo w zostaniu gwiazdą pomagają koneksje rodzinne. Przykładów było wiele, od sukcesu Toli Szlagowskiej, aż po sytuacje, kiedy skomasowany wysiłek najbliższych nie wyniósł miernot na parnas, bo po prostu pewne rzeczy nie przejdą, do czasu (Maja Sikorowska). Wbrew pozorom nie tylko dzieci znanych osób stają się ludźmi znanymi. Telewizja i gazety słusznie sugerują, że gwiazdą może zostać dowolna baba ze szczotką czy chłop na schwał (bynajmniej nie Pudzian, który może pochwalić się zarówno wdziękiem, jak i sukcesami). Skoro wiadomo, że się da, koniecznie trzeba wiedzieć, jak to osiągnąć.

Oto samouczek najprostszy z możliwych: jak się zakręcić, wskoczyć na medialną górkę, utrzymać się na chwilkę z okładem, uszczknąć coś z korytka.

Kim jest gwiazda w Polsce?

Gwiazdą w Polsce jest osoba, którą odpowiednio często widujemy w telewizji. Innej definicji nie ma i nie będzie. Zarazem powód obecności w tym pięknym medium jest w ogóle nieistotny, choćby dlatego, że status gwiazdy uzyskali tancerze i tancerki, obmacujący

 

jakichś dziwnych ludzi. Można oczekiwać, że niedługo gwiazdami zostaną paprotki, chomiki lub sprzęty domowe, jeśli ktoś odpowiednio często będzie je wpychał przed kamerę. Niekiedy dochodzi do popularyzacji jakiejś figury poprzez internet – tu oczywistymi przykładami są Ivan Mladek i Krzysztof Kononowicz. Sieciowa sława stanowiła w ich wypadku stadium pośrednie, trampolinę do stałej obecności na antenie ogólnopolskiej. Następny w kolejce jest Gracjan Roztocki, któremu życzymy owocnej kariery. Przyjmiemy jego sukces ze spokojem, ponieważ nie mamy telewizorów w naszych domach.

Reszta tutaj

Laudacja dla Pudziana

Polska rozpaczliwie potrzebuje bohaterów, wszelkiej maści Ordonów, Kordianów, Kolumbów i tym podobnych. W czasach pokoju bycie bohaterem jest utrudnione, na szczęście była komuna i strajki, a teraz każde skonsolidowane środowisko (od Frondy po Le Madame) ma swych herosów i męczenników.

Glebą dla bohaterów jest oczywiście sport. Jałowa to ziemia dla Polaków. Narodowa radość, czyli piłka kopana, leży i kwiczy, by raz na jakiś czas poderwać się do lotu i zaraz runąć jak wróbel z zawałem serca. Trudno zrozumieć przyczyny tej niemocy krępujące czterdziestomilionowy naród, gdzie mecze są świętem, a piłkę kopie każde dziecko. Bohaterem idealnym wydawał się Andrzej Gołota, boks jest bowiem popularny, a nasz mistrz lał wszystkich jak złoto. Niestety wszyscy wiemy, jak wyszło, i teraz można tylko dywagować, czy boks według Gołoty to zwiewanie z ringu i bicie po jajach, czy nasz bokser jako rozsądny facet zamiast płynąć pod prąd ruszył szerokim kanałem korupcji.

Reszta tutaj.

Frykowska

Posted on 13 marca 2008

Pan Bóg musi bardzo kochać Agnieszkę Frykowską. Sprawił, że urodziła się w Polsce, jedynym chyba kraju, w którym można zrobić karierę nawet wtedy, gdy się nie ma talentu do czegokolwiek. Gdzie indziej byłoby to kompletnie niemożliwe, nawet Paris czasem coś wypali, a przynajmniej nie trzyma z kryminalistami. Tymczasem Frytka – czy jak się teraz na nią mówi – do czegokolwiek się weźmie, koncertowo spartoli. I żeby jeszcze była to jakaś spektakularna klęska w stylu błaznów, którzy odpadają po eliminacjach w Idolu, a skąd – nuda, smęty, nijakość.

Dalszy ciąg na tej stronie: Pan Bóg kocha Agnieszkę Frykowską.

Dorota Rabaczewska skończyła 24 lata

Posted on 20 lutego 2008

Dorota Rabczewska skończyła dwadzieścia cztery lata i jest na samym szczycie. Robi za piosenkarkę, choć muzyka jest w jej wypadku najmniej istotna.

Jeśli się nie mylę, płyta Diamond Bitch (swoją drogą piękny tytuł) sprzedała się w ubiegłym roku w skromnych 40 000 egzemplarzy, co zresztą po części nie jest winą Doroty ani spłodzonych przez nią dźwięków, ale czkawką fatalnej kondycji polskiego rynku muzycznego.

Pytanie, czy nie doszło do przemieszania przyczyn i skutków, pozostaje otwarte, ale fatalny wynik ostatniej płyty zwyczajnie zdumiewa. Dziewczyna wyłazi z każdego kiosku i kanału telewizyjnego, strach przed otwarciem lodówki jest całkiem zasadny, słowem Polska znajduje się pod nieustannym ostrzałem i mimo tego dodobicia najnowsze dzieło piosenkarki wylądowało na 30. miejscu rocznego zestawienia ZPAV.

Dalszy ciąg na tej stronie: Sto lat, Diamentowa Suko!

Janusz Korwin-Mikke

Posted on 15 lutego 2008

 Nigdy nie będę pisał o polityce, ale akurat o Korwinie mogę. Ten zwariowany facet w muszce przecież żadnym politykiem nie jest – był w Sejmie raz, piętnaście lat temu, i to w czasach, gdy posłowali mężowie stanu w rodzaju Ibisza i Rewińskiego. Korwin przynależy do tego samego świata co Kuba Wojewódzki czy Doda. Jest częścią popkultury – podobnie jak cała jego partia, którą wszyscy internauci kochają przedziwną miłością niepozwalającą na przekroczenie progu wyborczego. Nawet jego ultrapopularny blog nie jest blogiem politycznym, ale platformą, gdzie Korwin-Mikke porusza tematy najróżniejsze.

Dalszy ciąg na tej stronie: Zwariowany facet.

Newer Posts