porusza i prowokuje...

w podróży

Urbi & Orbi w TVP Kultura

Posted on 8 maja 2008

Wbrew podejrzeniom, plotkom i niesnaskom, naprawdę byliśmy z Jarkiem  w Paryżu i prawie naprawdę zebraliśmy masę fascynujących materiałów, które umożliwiły nam nasycenie tej powieści treścią. Materiał z tej przemiłej ekskursji nakręcony przez Piotrka Kielara i jego ekipę zostanie wyemitowany dzisiaj (08.05.2008) o godzinie 23.30 w szerokim paśmie oglądalności TVP Kultura. Przepraszam, że informuję o tym tak późno, ale… nie mam puenty, jestem pijany i utknąłem w Kętach, czego sobie i Państwu życzę.

Piąte i siódme

Posted on 4 kwietnia 2008

Pyrkon w Poznaniu jest jednym z najfajniejszych konwentów w Polsce, właściwie co roku można by składać w ofierze jakiś inny, żeby tylko koziołkom dalej się chciało (jak sądzę, Pyrkon żywi się konami krakowskimi, Krakonem i Constarem). Cieniem na uroczym pobycie położył się fakt buchnięcia mi lapa w pociągu. Oczywiście moja wina, bo, choć schowałem do dobrze i nie wyjmowałem, uznałem za roztropne zostawić bagaż i udać się do Warsu. Zniknął wraz z czterema współpasażerami.

Nie piszę tego by obwieścić światu, jaki ze mnie baran. Dopiero wczoraj przypomniałem sobie inną przygodę, też nie śmieszną, za to dziwną, której doświadczyłem dwa lata temu. Również wracając z Pyrkonu pociągiem. Otóż, w Katowicach wsiadł do przedziału handlarz piwem i właśnie piwo chciał sprzedać, a chwiał się tak, jakby sam był swoim najlepszym klientem. Przystałem na transakcję i facet wręczył mi puszkę czymś paskudnie oblepioną. Poprosiłem więc o czystą, wywołując jego wściekłość – pociąg szykował się do odjazdu. Cztery złote piechotą nie chodzą, więc pogrzebał w torbie, między szmatami błysnęła czyściutka puszeczka. Pociąg ruszył, nabierał prędkości. Facet porwał należność i popędził korytarzem. Wyskoczył i zabił się na miejscu.

Nie widziałem samego skoku, współpasażer mówił, że ów pijany man walnął łbem o coś – pociąg jeszcze nie opuścił stacji – no i nie było czego zbierać. Pociąg zahamował z piskiem, bagaże pospadały. Na peronie mundurowy trącał czubkiem buta nieruchome ciało. A ja siedziałem, trzymając czystą puszkę piwa i czując się odpowiedzialnym za śmierć, której w żadnym razie nie byłem winny. Nie wiem nawet jakie piwo to było, no name z Tesco czy czegoś. Powiedziałem, że go nie wypiję, więc współpasażer się skusił.

Ludzie nie chcą wierzyć w tę historię, ale zaręczam, że jest prawdziwa.

Rok temu, z Pyrkonu wracałem pociągiem ze Szczepanem Twardochem i siedzieliśmy w towarzystwie jakiegoś przebrzmiałego pisarza który, nie podawszy nazwiska, wspominał wielozerowe nakłady z początku lat dziewięćdziesiątych. Był straszny, ale nie tak jak śmierć. Mam nadzieję, że za rok Poznaniacy zaproszą mnie znowu, a któryś przyjmie mnie już na zawsze, żebym nie musiał wracać.

Newer Posts