<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>łukasz orbitowski.pl</title>
	<atom:link href="http://orbitowski.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://orbitowski.pl</link>
	<description>Pisarz, publicysta. Luke Skywalker polskiej fantastyki. Rozdarty między siłownią i knajpą miłośnik kina i gier konsolowych.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 06:37:01 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>wywiadzik audio</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/05/wywiadzik-audio/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wywiadzik-audio</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/05/wywiadzik-audio/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 May 2012 06:37:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1637</guid>
		<description><![CDATA[]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=WEXLnm8Mciw"><img src="http://img.youtube.com/vi/WEXLnm8Mciw/2.jpg"></a></p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=WEXLnm8Mciw">Click here</a> to view the video on YouTube.</p>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/05/wywiadzik-audio/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>wywiad dla dwutygodnika</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/05/wywiad-dla-dwutygodnika/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wywiad-dla-dwutygodnika</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/05/wywiad-dla-dwutygodnika/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 07:27:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1633</guid>
		<description><![CDATA[AGNIESZKA SOWIŃSKA: Napisał pan na swoim blogu: „Książka, może to idiotycznie zabrzmi, powinna mieć papier, okładkę, powinniśmy ją czytać w spokoju. Każde dzieło sztuki – obojętnie czy to «Czarodziejska góra», czy komiks o Batmanie, czy płyta Master’s Hammer, ma zakodowany sposób w jaki powinna być przyswajana. I warto się do tego dostosować. ŁUKASZ ORBITOWSKI: Ja [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>AGNIESZKA SOWIŃSKA: Napisał pan na swoim blogu: „Książka, może to idiotycznie zabrzmi, powinna mieć papier, okładkę, powinniśmy ją czytać w spokoju. Każde dzieło sztuki – obojętnie czy to «Czarodziejska góra», czy komiks o Batmanie, czy płyta Master’s Hammer, ma zakodowany  sposób w jaki powinna być przyswajana. I warto się do tego dostosować.<br />
</strong></p>
<p>ŁUKASZ ORBITOWSKI: Ja się oczywiście nie wycofuję i zaraz spróbuję to jakoś rozwinąć, ale wydaje mi się, że przywykliśmy traktować nieco zbyt poważnie słowa pisarzy.</p>
<p><strong>Jako niezmienne?</strong></p>
<p>No właśnie. A przecież jak wpisuję coś na bloga, to się poddaję chwili. Na blogu czasem usiłuję wywrzeć przesadne wrażenie. Albo jestem smutny, albo chcę kogoś rozzłościć, albo mam kaca, albo mi się coś po prostu ubrdało i brnę w tę paranoję, choć coś z tyłu głowy wali… Także teraz, kiedy z panią rozmawiam, próbuję być trochę zabawny i efektowny, przerysowuję pewne opinie.<br />
Opowiem na przykładzie. W „Widmach” jest taka scena, gdy jeden z bohaterów widzi przez okno pogrzeb Bieruta. I jeden z kolegów po piórze napisał do mnie: „stary, czy ty naprawdę chcesz to napisać, po tym wierszu Rymkiewicza, po Smoleńsku?”. A ja to pisałem wcześniej, jeszcze przed Smoleńskiem. I myślę: o rany, o rany boskie święte.</p>
<p><strong>W międzyczasie rzeczywistość dodała nową interpretację.</strong></p>
<p>I tu mamy właśnie pięknie pokazanie, w jaki sposób książka odrywa się od autora i od rzeczy, które „autor chciał powiedzieć”. W tym momencie „Widma” nie należą już do mnie. To bardzo ważna rzecz dla mojego rozumienia literatury.</p>
<p><strong>Niech pan nie mówi takich rzeczy! Pisarz też człowiek, musi za coś jeść.<br />
</strong></p>
<p>Nie myślę o kwestiach prawnych: kochani, ściągajcie, kopiujcie moją książkę, tylko róbcie mi przelewy. Chodzi o to, że każdy może ją nie tylko czytać tak, jak sobie chce, ale również dokonywać reinterpretacji. Najgorsza rzecz, jaka może mnie spotkać, to odczytanie tej książki 1:1. Także mam tutaj apel do wszystkich czytelników moich książek i czytelników książek w ogóle, by za bardzo nie brali sobie do serca wypowiedzi twórców, artystów, chociażby z tego powodu, że z reguły twórca jest głupszy od swojego dzieła.<br />
<strong><br />
Ale książka najpierw istnieje w konkretnej osobie.</strong></p>
<p>Tak. Ale podczas „uprawiania alchemii słowa”, żeby zacytować Parandowskiego, coś w mojej osobie, w moim jestestwie sprzęga się i koncentruje w sposób zupełnie nieosiągalny w innych sytuacjach. Rozmawiając z panią, nie byłbym w stanie zdobyć się na myśli, czy też sposób ich wyrażania, który – mam nadzieję – wychodzi mi podczas pracy twórczej. To jest trochę jak z tą tabliczką ouija do automatycznego pisania. Siadam do pisania i nagle rączki zaczynają same z siebie uderzać w klawisze. Ale pani pytała o coś innego. </p>
<p><strong>Tak. O sposób odbioru zakodowany w dziele. Jak na przykład powinno się czytać „Widma”?</strong></p>
<p>Z nabożnością (śmiech). Ja sobie wyobrażam, że ktoś tę książeczkę będzie czytał w spokoju. Już sam jej format sugeruje…</p>
<p><strong>Właśnie – kogo dziś stać na przeczytanie „książeczki”, która ma 644 strony? Trochę ciężka do torebki&#8230;</strong></p>
<p>Dlaczego ktoś nie miałby usiąść sobie w fotelu, wyciągnąć kopytka na jakimś podnóżku, sięgnąć po – nie chcę za bardzo demoralizować czytelników – jedną butelkę czerwonego wina i sobie popijać to winko, włączyć jakąś muzykę do tego i czytać? Wydaje mi się, że powinniśmy tak sposób ukształtować naszą codzienność, by znalazło się miejsce na spokojną lekturę. Unikałbym przenoszenia sposobu obcowania z kulturą, który wyrósł z internetu i z oglądania teledysków, na literaturę.</p>
<p><strong>Ale czy to się da oddzielić? Ukształtowały już nasz sposób percepcji.</strong></p>
<p>Ja przynajmniej próbuję. Książka ma nam coś do dania, jakiś świat zawierający potencjał, którego nie dostrzeżemy, jeżeli będziemy to czytali na kompie, pomiędzy pudelkiem, twitterem i jakimiś fikołami, które lecą sobie w tle. Chyba nie o to chodzi. Choć oczywiście taka lektura jest możliwa.</p>
<p><strong>Może dłuższe skupienie, którego wymaga od nas książka, to przeżytek?</strong></p>
<p>Czy w świecie pornografii jest sens walczyć o miłość? Prawdopodobnie nie ma, ale próbujmy. Ja życzliwie odnoszę się do internetu, lubię oglądać teledyski, lubię szybką kulturę. Nie chciałbym, żeby z naszej rozmowy wynikło, że książki są ważne, a teledyski głupie. Na przykład uwielbiam sobie pograć w strzelankę na konsoli, uwielbiam zobaczyć fajnego blockbustera – o! Tylko nie zawężajmy się do tego. Raz jest czas na to, raz na coś innego. Czym innym jest zdobycie kogoś, czym innym szybki numerek w bramie na potańcówce. To bardziej satysfakcjonujące. Chociaż numerek w bramie też ma pewien urok – jestem jak najdalszy od dezawuowania doniosłej roli numerka w bramie. Ale jeżeli ktoś będzie tylko takie życie wiódł, to nie będzie to życie dobre.</p>
<p><a href="http://www.dwutygodnik.com/artykul/3513-czytelnia-swiaty-zlozone.html" title="wy\d"><strong>ciąg dalszy</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/05/wywiad-dla-dwutygodnika/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>tydzień z głowy (191)</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/05/tydzien-z-glowy-191/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=tydzien-z-glowy-191</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/05/tydzien-z-glowy-191/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 May 2012 08:13:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1630</guid>
		<description><![CDATA[Nadchodzący tydzień będzie typowym tygodniem, oto jego przebieg. W poniedziałek wstanę między siódmą a ósmą (zawsze wstaję o tej godzinie), wypiję kawę, poszwendam się przez godzinę po sieci i popiszę dzienniczek kopenhaski (ten porządek utrzyma się przez resztę tygodnia). Następnie zasiądę do poprawiania i układania dużej, niedawno ukończonej partii „Krótkich żyć kpiarzy i szyderców”, co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nadchodzący tydzień będzie typowym tygodniem, oto jego przebieg.</p>
<p>W poniedziałek wstanę między siódmą a ósmą (zawsze wstaję o tej godzinie), wypiję kawę, poszwendam się przez godzinę po sieci i popiszę dzienniczek kopenhaski (ten porządek utrzyma się przez resztę tygodnia). Następnie zasiądę do poprawiania i układania dużej, niedawno ukończonej partii „Krótkich żyć kpiarzy i szyderców”, co powinno zająć mi czas do dwunastej, maksymalnie dwunastej trzydzieści. Udam się na trening i do łaźni parowej, co zajmie dwie godziny. Wrócę do domu. Napiszę swoją część cyklicznego tekstu do „Lampy”, który ciągniemy razem z Urbaniukiem jak kurwa na morfinie. Zrobię sobie obiad, będzie piąta. Poczytam książkę do siódmej (książka ma związek z „Krótkimi życiami…”, które nieodwołalnie wchodzą w etap końcowy), następnie zobaczę odcinek, może dwa odcinki serialu „The Bridge”, na potrzeby tekstu do „Gazety Wyborczej”. W międzyczasie zjawi się A i nastanie noc.</p>
<p>We wtorek, od dziesiątej, będę pisał swoją książkę, co zajmie czas do pierwszej. Czas pomiędzy pierwszą a trzecią chciałbym póki co przemilczeć, obiecuję, że do niego wrócimy. Nastanie godzina trzecia. Ponieważ „The Bridge” został obejrzany wcześniej, mogę napisać wspomniany tekst do „Gazety Wyborczej”. Godzina piąta, obiad, lektura. Godzina siódma – pogram na konsoli, najprawdopodobniej w ostatnią część „Ninja Gaiden III”, co nie jest do końca pewne, bo może jednak zdecyduję się na „The Walking Dead”, grę wywiedzioną z serialu i o cotygodniowej, serialowej cykliczności. Nie wiem, w co pogram, i martwię się tym już teraz. W międzyczasie zjawi się A i nastanie noc.</p>
<p>W środę, od dziesiątej, będę pisał swoją książkę, co zajmie czas do pierwszej. Pójdę na trening (bieganie, suwnica, przysiady, wykroki, dwugłowy, łydki, brzuch), ale nie pójdę do łaźni parowej. Kupię butelkę wódki i jakieś sery.  Wrócę do domu. Napiszę felieton, nastanie piąta, więc obiad i oglądanie materiałów tubkowych do długiego tekstu dla „Gazety Wyborczej”; materiałów tubkowych na ten konkretny temat jest jak gówna w lesie, więc będę oglądał i notował długo, na pewno A i noc zjawią się wcześniej i mnie obejmą, do dziesiątej jak nic. Zobaczymy później odcinek serialu.</p>
<p>W czwartek od dziesiątej będę pisał swoją książkę, co potrwa do dwunastej, gdyż tego dnia zacznę wcześniej i spróbuję popracować składniej, tylko po to, żeby rzucić się na długi tekst do „Gazety Wyborczej”; mam czas do czwartej, gdyż w rejonach czwartej trzydzieści na dworcu głównym w Kopenhadze powinien pojawić się Hrabia z dziewczyną. Pójdę ich odebrać. Będziemy w domu po piątej, zamówimy pizzę i napijemy się wódki. Noc wraz z A zjawią się jak zwykle i przyniosą coś ze sobą, pójdziemy spać jak zwykle, jak każdego dnia, wedle północy.</p>
<p>W piątek będę miał kaca, więc obudzę się wcześniej od innych, w mieszkaniu goście, więc poczekam z czymkolwiek, aż A wstanie i zabierze ze sobą dzień do pracy. Odpowiem na zaległe e-maile, roześlę odcinek dzienniczka, zrobi się dziesiąta i poderwie gości, zjemy śniadanie, a potem ich przeproszę: muszę popracować. Pójdę go kawiarni. Dokończę długi tekst do „Gazety Wyborczej”, strzelę kleksa do rubryczki growej, ale „Krótkich żyć kpiarzy i szyderców” pisał już nie będę, skoro książka jest na ukończeniu, mogę jeden dzień pisania skreślić. Około czwartej pójdziemy na obiad i spacer po Kopenhadze. Pokażę gościom mój ulubiony cmentarz i sklep z komiksami. Goście lubią komiksy. Gdy A i noc zarządzą wieczorne obrządki, będziemy oglądali filmy, dłużej niż zwykle. Nawet do drugiej, w mrok.</p>
<p>W sobotę będę miał przejebane, jak zawsze obudzę się wcześniej od innych, najpóźniej o dziewiątej, i nie znajdę sobie miejsca – śpią w sypialni, śpią w dużym pokoju, czytać o poranku nie umiem, nie będę tłukł w klawiaturę komputera przy biurku, więc najprawdopodobniej wezmę lapciaka, słuchawki i coś sobie spokojnie zobaczę w łóżku, wściekając się i dysząc na sam fakt soboty, który to dzień odrobinę wymyka mi się z rąk. Jak znam ludzi, wedle dwunastej  będziemy już zebrani, a po pierwszej wyruszymy na jakąś wyprawę duńską, co posiada ten walor, że w Danii nie ma niczego do oglądania. Niemniej wrócimy późno, nastanie noc, A będzie prowadziła samochód. Potem obejrzymy film. Będziemy palili w kuchni papierosy.</p>
<p>W niedzielę wstanę przed wszystkimi i napiszę odcinek „Tygodnia z głowy”, tak jak piszę go teraz. Potem pogramy na konsoli. O drugiej pójdziemy z A na trening, który potrwa do czwartej, po czwartej pozostanie skrawek niedzieli: czyli spacer spokojny, czyli filmy, czyli konsola ponownie. Tak mniej więcej przebiegnie nadchodzący tydzień. Mógłbym opisać go dokładniej, wyłuszczyć kolejne kwadranse i nasycić je treścią, tego jednak nie zrobię. Co ze spontanicznością, zapyta ktoś, gdzie miejsce na spontaniczność w twoim życiu, Łukasz? Takiej osobie przypominam grzecznie, że we wtorek mam dwie godziny, pomiędzy pierwszą a trzecią po południu, o których powyżej wspomniałem. Przeznaczę je na coś spontanicznego.</p>
<p>Noblesse oblige. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/05/tydzien-z-glowy-191/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>łowisko książek o &#8222;widmach&#8221;</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/05/lowisko-ksiazek-o-widmach/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=lowisko-ksiazek-o-widmach</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/05/lowisko-ksiazek-o-widmach/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 May 2012 07:57:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[Widma]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1628</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;U Orbitowskiego Warszawa i jej mieszkańcy nie tylko tkwią w alternatywnym czasie. W tej powieści historia zatacza łuk i przetacza się jak walec po pozornie ocalonym mieście. Miażdży domy, zabiera kończyny, drąży dziury w czaszkach, rozpływa w nicość tych, którzy nie mieli się nigdy narodzić. W „Widmach” nie dochodzi do Powstania Warszawskiego, ale przetrwanie stolicy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;U Orbitowskiego Warszawa i jej mieszkańcy nie tylko tkwią w alternatywnym czasie. W tej powieści historia zatacza łuk i przetacza się jak walec po pozornie ocalonym mieście. Miażdży domy, zabiera kończyny, drąży dziury w czaszkach, rozpływa w nicość tych, którzy nie mieli się nigdy narodzić. W „Widmach” nie dochodzi do Powstania Warszawskiego, ale przetrwanie stolicy okazało się nietrwałe i zależne od tajemniczego pudełka schowanego w starej skrytce. To troszkę tak, jak byśmy czytali ponurą baśń o magii, którą najlepiej omijać szerokim łukiem, bo inaczej wydarzy się nieszczęście. I z góry wiadomo, że &#8211; tak jak w „Śpiącej królewnie” królewska córka znajdzie wrzeciono i ukłuje się w palec &#8211; ktoś to pudełko znajdzie i otworzy. Skąd, dlaczego, jak? &#8211; cisną się pytania na usta. Proza Orbitowskiego tym różni się od większości fantastycznych historii alternatywnych, że nie udziela łatwych odpowiedzi, niczego nie rozjaśnia. Nie jest rzeczywistością daną w określonym kształcie raz na zawsze. Prowadzi nas w kierunku, którego celu nie przeczuwamy.</p>
<p>Nie chcę iść za daleko i przypisywać autorowi intencji wzięcia udziału w sporze o słuszność czy niesłuszność Powstania Warszawskiego. Niemniej trudno nie zauważyć w jego książce daremności tej innej, równoległej linii historii, w której do zrywu (mniejsza o przyczyny) nigdy nie doszło. Młodzi żołnierze zyskali życie, ale nie wolność. Zabrano im bohaterstwo, a ubecja miała więcej osób do gnojenia. Utracili złudzenia, godność, a i tak nie uratowało to miasta, jego mieszkańców i całej Polski.</p>
<p>Przykład Krzysztofa Baczyńskiego, jednej z postaci powieści, zabiera ostatnie złudzenia. Krzyś to osoba chwiejna, nadwrażliwa, chimeryczna. Odeszła jego młodość, a wraz z nią młodzieńcza, romantyczna miłość. Pobyt w więzieniu za przynależność do AK nie zabił w nim może artysty, ale na pewno zamknął przed nim możliwość życia dzięki własnej twórczości. W dodatku Krzyś na siłę próbuje się bratać z robotnikami, planuje pisać książkę w duchu socrealizmu. Inną wyrazistą i przegraną postacią jest Janek – przepełniony cierpieniem i widzący (od dnia powstania, które skończyło się równie szybko, jak zaczęło) prawdziwą, widmową postać rzeczy i ludzi. Razem z nim na scenę wkracza Wiktor, milicjant stojący za nowym porządkiem, żyjący tylko dla niego aż do dnia, gdy wszystko zaczyna się walić. W jego przypadku kategorie „dobry”, „zły” przestają się sprawdzać. Budząca sympatię Hanię-pływaczka zadziwia miłością do nieudacznika Krzysia. Jest też i porzucona przez poetę zgorzkniała Basia, tracąca nie tylko męża&#8230;&#8221;</p>
<p>(&#8230;)<br />
<a href="http://lowiskoksiazek.blogspot.com/2012/05/powala-bruka-zachwyca.html" title="lk"><strong>całość</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/05/lowisko-ksiazek-o-widmach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>tydzień z głowy (190)</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/05/tydzien-z-glowy-190/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=tydzien-z-glowy-190</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/05/tydzien-z-glowy-190/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 May 2012 05:46:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1625</guid>
		<description><![CDATA[Znowu siedzę przed komputerem i nie wiem, co napisać. Mój stan po części wynika z tego, że od paru miesięcy, prócz dzienniczka publicznego, którego kolejną odsłoną jest ten wpis, prowadzę dziennik sekretny, związany z moim pobytem w Danii i będący właściwie próbą uchwycenia mojego życia tutaj. Raz czy dwa razy wypuściłem jego fragmenty, ale, póki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Znowu siedzę przed komputerem i nie wiem, co napisać.</p>
<p>Mój stan po części wynika z tego, że od paru miesięcy, prócz dzienniczka publicznego, którego kolejną odsłoną jest ten wpis, prowadzę dziennik sekretny, związany z moim pobytem w Danii i będący właściwie próbą uchwycenia mojego życia tutaj. Raz czy dwa razy wypuściłem jego fragmenty, ale, póki co, więcej tego nie zrobię – inaczej dzienniczek ów straci swą urokliwą dla mnie sekretność, utraci swój charakter bezpretensjonalnego listu do przyjaciela.</p>
<p>Istnieje jakiś stan pisarski, jakaś szczególna przyjemność twórcza związana z wyzwoleniem od przymusu. Weźmy taką książeczkę „Krótkie życia kpiarzy i szyderców”, której drugą wersję w tej chwili dopinam. Ile tych wersji ostatecznie powstanie, trudno doprawdy stwierdzić. Rzeczeni „Kpiarze” zrodzili się za sprawą stypendium Ministerstwa Kultury, które otrzymałem prawie rok temu właśnie na napisanie (czy też rozpoczęcie pisania) tej książki, pracowałem więc w określonym rytmie, związany koniecznością. Bynajmniej nie narzekam, konieczność pisania, generowana przelewem bankowym, to przyjemna sytuacja, a ja jestem zawodowym pisarzem – pisanie koniecznością być musi. Dołóżmy do tego napięcie wynikające z pytania: „Czy to, co piszę, jest wystarczająco dobre na nową książkę?” i obraz sytuacji będzie w miarę pełen. Pracy, prócz emocji związanych z pracą twórczą, towarzyszą emocje o bardziej przyziemnym, ambicjonalnym, bądź czysto praktycznym charakterze. Tak właśnie powstają powieści, są wypadkową zamysłu, inteligencji, wiedzy, charakteru, ale i aktualnej kondycji życiowej autora. Mało tego, w ten sposób książki powinny powstawać. Niech pozostaną, tak jak są, efektem próby sił, świadectwem ducha człowieczego.</p>
<p>Ale istnieje i drugi typ pisania, właściwy blogerom (tak myślę), uzupełniający właściwą pracę pisarza. Dodajmy, bywa uzupełnieniem ważniejszym niż to, co uzupełnia. Nazwijmy go „zrzutem” – robię to właśnie w tej chwili. Siedzę i zrzucam siebie na edytor tekstu. Napisanie powyższych słów zajęło mi około piętnastu minut, drugie piętnaście minie i notka będzie skończona. Nie towarzyszy jej specjalny namysł, nic nie jest specjalnie zaplanowane, czasem wiem tylko, o czym napiszę, a co – dowiaduję się już podczas pisania. Jest to łatwe o tyle, że najczęściej podejmuję najbardziej fascynujący ze wszystkich tematów, czyli siebie samego.</p>
<p>Pisanie zrzutem zacząłem chyba z sześć lat temu, od bajek o kotach, które potem uzyskały formę książkową jako „Prezes i Kreska: jak koty tłumaczą sobie świat”. Szedłem do knajpki, kupowałem piwo i pisałem, aż piwo się skończyło, a bajka była gotowa. Potem, kiedy temat tych historyjek zamknął się nieodwołalnie, brakowało mi ich tworzenia i stąd, częściowo, wzięły się właśnie te cotygodniowe zapiski (drugą przyczyną była potrzeba narzucenia sobie rytmu, zrozumienia samego siebie tkwiącego na niesłychanie barwnym i groźnym życiowym zakręcie), potem zdarzyła się Dania i świetnie, proszę Państwa, zostałem diarystą. Alleluja, chwalmy Pana. Cudownie.</p>
<p>Co będzie, kiedy skończę „Krótkie życia kpiarzy i szyderców”? To akurat wiem. Będę poprawiał tę książkę, gdyż nigdy nie napisałem niczego w formie, która byłaby dla mnie zadowalająca. Poprawianie oznaczało kiedyś przepisywanie połowy książki, kłopot w tym, że w wypadku „Kpiarzy” już teraz przepisałem prawie całą książkę, więc doprawdy nie wiem, co jeszcze mi się przytrafi. W ciągu ostatnich lat tempo pracy było obezwładniające, powstały „Widma”, „Ogień”, na warsztacie „Kpiarze”, i naprawdę chciałbym nieco zwolnić. Zwolnienie w moim przypadku oznacza zajęcie się czymś innym. Może wreszcie zrobię scenariusz do komiksu, o czym myślę, odkąd pierwszy poważny komiks przeczytałem? Na pewno popiszę opowiadania, choć, jakbym się uparł, znalazłbym wpis sprzed trzech lat, kiedy to raduję się perspektywą spokojnego pisania opowiadań w najbliższym czasie. Film. O, to jest coś. Będę robił sobie filmy. Zawsze chciałem. Filmy to jest coś. A co piątek będę maszerował sobie na piwko do pobliskiej mordowni i pisał tekściki z nowego cyklu baśniowego, tym razem już tylko dla dorosłych. Bohaterem będzie Nosorożec. Chcę to zrobić od lat, może wreszcie się uda. Choć, jak rzekł niegdyś Urbaniuk, nadzieja jest matką bezwonnych.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/05/tydzien-z-glowy-190/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>tydzień z głowy (189)</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/04/tydzien-z-glowy-189/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=tydzien-z-glowy-189</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/04/tydzien-z-glowy-189/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Apr 2012 07:14:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1623</guid>
		<description><![CDATA[Przypominam sobie Zaratustrę Nietzschego, wielka i wspaniała książka. Dopiero zacząłem to przypominanie i przedzieram się, póki co, przez część pierwszą, stosunkowo najlepiej znaną: są tam rozpoznawalne fragmenty o nadczłowieku, trzech przemianach, śmierci Boga i o ludziach ostatnich. Uderza mnie kazanie konkurencyjnego mędrca, po prawdzie głupca sławiącego zalety spokojnego snu. Dziad ów ujawnia metody, za sprawą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przypominam sobie Zaratustrę Nietzschego, wielka i wspaniała książka. Dopiero zacząłem to przypominanie i przedzieram się, póki co, przez część pierwszą, stosunkowo najlepiej znaną: są tam rozpoznawalne fragmenty o nadczłowieku, trzech przemianach, śmierci Boga i o ludziach ostatnich. Uderza mnie kazanie konkurencyjnego mędrca, po prawdzie głupca sławiącego zalety spokojnego snu. Dziad ów ujawnia metody, za sprawą których zdołamy zasnąć spokojnie, przewałkonić nieświadomie całą długą noc: gromadź swoje cnoty, mówi, i nachylaj karku, unikaj chwały i nie garnij do ludzi, naprawdę, właściwy sens życia kryje się w błogości. Zaratustra śmieje się z tego kazania, ale i znajduje w nim pocieszenie: tacy mądrale przesnują się przez życie, zapewne jawa i sen im się zmieszają, przysną wreszcie i sami zmażą siebie z tego nieszczęśliwego świata.</p>
<p>Czytam ten fragment i myślę nad sobą i o własnej walce o sen. Od wielu lat, właściwie odkąd pamiętam – zmagam się z bezsennością. Dodajmy, teraz jest lepiej niż kiedykolwiek i zwykłem przesypiać całe noce, przynajmniej w Kopenhadze. Tę szczególną okoliczność tłumaczę miłością i morskim klimatem. Nietzschemu na pewno nie chodziło o przypadek jednostkowy, posługiwał się metaforą, ale czasem jest tak, że metafora nadaje się do wywrócenia i skondensowania właśnie w przypadek jednostkowy. Od zawsze poszukiwałem snu, zarazem czując, że w tym poszukiwaniu kryje się coś niegodnego, że powinienem reagować inaczej. Miałem rytuały senne z kąpielą i cyklem herbat obniżających ciśnienie, jadłem proszki, a wśród przyjaciół zdarzało mi się powiedzieć: „Ciekawe, czy dzisiaj będę spał”. Próbując zasnąć, myślałem o śnie, po nieprzespanej nocy prosiłem dzień, aby raczył dobiec końca. Nigdy nie zwalniałem, robiłem to, co musiało być zrobione, a to, co musi być zrobione, często dokonuje się wbrew spaniu – jak słusznie zauważa Zaratustra. Niepokój związany z pracą – aby demony piórem spętać, muszę je najpierw wygrzebać i puścić na swobodę. Radość z ludzi, z przyjaciół i syna jest nazbyt wielka, bym mógł tak po prostu zniknąć sobie na poduszeczce. Przyjaciele, syn, moja rodzina to nie tylko radości, ale i troska o nich. Troska zwykła pozbawiać snu. Całe życie, które wiodę, z zaskakująco niewielką liczbą podpórek, bez stałej pracy, bez tak zwanych ubezpieczeń, w groźnej perspektywie przyszłości bez słowa pisanego (a także, w bliskiej perspektywie nagłego krachu mojej własnej osoby), prócz fal uniesień zalewa oczy nocą ciemną. Tak to właśnie wygląda i będzie wyglądało. Sen albo brak snu, jakie to ma znaczenie? Czy marynarz rozmyśla o wietrze, zastanawia się: zawieje, nie zawieje? Wątpię. Przeklina wiatr, zmaga się z wiatrem, cieszy się jego powiewem i właściwie tyle. Nie zaprząta sobie nim głowy.</p>
<p>Dni bez snu bywają nieprzyjemne. Pamiętam to. Ale gdy spoglądam na swoje życie, w przeszłość, nie dostrzegam własnej bezsenności. Jakby pojawiała się tylko po to, aby zniknąć bez śladu. Widzę książki napisane i przeczytane, podróże, gry, filmy, czas z Julkiem i z innymi ludźmi, mógłbym tak wymieniać bez końca: co widzę, co widzę. Są to rzeczy wyraźne. Bezsenności nie ma, więc nie przesadzajmy z jej znaczeniem, dobrze? Postaram się o niej nie mówić ani nie myśleć. Znajduję w sobie dość siły, aby zerwać się z mokrego łóżka, walnąć kawulca i działać. Zawsze znajdowałem. Och i jeszcze to, z ludzi ostatnich: „Opuścili okolice, gdzie twarde było życie; potrzeba bowiem ciepła. Jeszcze miłuje się sąsiada i ociera o niego, potrzeba bowiem ciepła. Niedomaganie i nieufność wydają się im grzeszne – za tym idzie ostrożność. Głupcem ten, kto jeszcze potyka się o kamienie i ludzi. Nieco trucizny od czasu do czasu; to sprowadza przyjemne sny. I dużo trucizny na ostatek, gwoli przyjemnego umierania” (w przekładzie Sławy Lisieckiej i Zdzisława Jaskuły). </p>
<p>Napisałem. Jak często, siadając do tego dzienniczka, nie wiedziałem, jakie słowa znajdę i poukładam. Dom był cichy. A. spała w jednym pokoju, przyjaciele w drugim, ja rozbudzony i zadowolony krążyłem po mieszkaniu, przysiadłem przy komputerze. Teraz wszyscy z wolna wstają, rozciągają zaspane oczy, błyska pierwszy papieros. Donoszę kawę, zaczyna się dzień. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/04/tydzien-z-glowy-189/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>alan moore w gazecie wyborczej</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/04/alan-moore-w-gazecie-wyborczej/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=alan-moore-w-gazecie-wyborczej</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/04/alan-moore-w-gazecie-wyborczej/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Apr 2012 07:38:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1621</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Alicja z powieści Lewisa Carrolla wyrosła na piękną kobietę. Naga masturbuje się na łóżku, a potem składa pocałunek na powierzchni lustra. Dorotka już dawno wróciła z krainy Oz i uprawia publiczny seks z przypadkowo poznanym mężczyzną. &#8222;Co jak co, ale w Kansas to ja już nie jestem!&#8221; &#8211; wykrzykuje, gdy sprawa znajduje swój finał. Wendy, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Alicja z powieści Lewisa Carrolla wyrosła na piękną kobietę. Naga masturbuje się na łóżku, a potem składa pocałunek na powierzchni lustra. Dorotka już dawno wróciła z krainy Oz i uprawia publiczny seks z przypadkowo poznanym mężczyzną. &#8222;Co jak co, ale w Kansas to ja już nie jestem!&#8221; &#8211; wykrzykuje, gdy sprawa znajduje swój finał. Wendy, niegdyś koleżanka Piotrusia Pana, zdołała jednak dorosnąć. Trwa w wyziębionym małżeństwie, a gdy starzejący się mąż nie może już zaoferować spełnienia, szuka go gdzie indziej.</p>
<p>Te trzy postacie literackie spotykają się w austriackim hotelu, w przededniu I wojny światowej, i wikłają się w erotyczny trójkąt, otwarty zresztą na osoby dochodzące. Czy to film porno grający na resentymentach z dzieciństwa? Nie. Mowa o komiksie &#8222;Zagubione dziewczęta&#8221; Melindy Gebbie i Alana Moore&#8217;a.</p>
<p>Niejednorodna warstwa plastyczna tego dzieła nasuwa skojarzenia z dawnym malarstwem erotycznym, zaś szczegółowe potraktowanie biografii Alicji i pozostałych bohaterek zapewne wzbudzi kontrowersje. Wejście do krainy Oz u Moore&#8217;a jest inicjacją seksualną, a małoletnia Wendy przeżywa swój pierwszy raz z chłopakiem o imieniu Peter&#8230; Kolejne opowieści snute przez dziewczęta składają się na współczesny Dekameron pełen &#8211; jak i pierwowzór &#8211; licznych aluzji kulturowych. </p>
<p>Zdaniem Moore&#8217;a pornografia stanowi wyzwanie dla artysty i jest terytorium do zdobycia. Sztuka erotyczna nie podnieca, lecz wywołuje zachwyt, podczas gdy film porno działa dokładnie odwrotnie &#8211; zamyka drzwi do wyższych doznań. &#8222;Zagubione dziewczęta&#8221; mają łączyć zachwyt estetyczny z podnietą, są też kolejnym z szeregu karkołomnych zadań, jakich podjął się Moore. &#8221;</p>
<p><a href="http://wyborcza.pl/1,76842,11599496,__Zagubione_dziewczeta____Alan_Moore___czarodziej.html" title="am"><strong>całość</strong></a></p>
<p>zazwyczaj nie linkuję tutaj swoich tekstów z GW, gdyż nie mam głowy do tego, ale wobec uwiądu treści na blogasku, trzeba się podratować. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/04/alan-moore-w-gazecie-wyborczej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>widmowa esensja</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/04/widmowa-esensja/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=widmowa-esensja</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/04/widmowa-esensja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 05:33:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1618</guid>
		<description><![CDATA[Historyczna układanka rozłożona na kartach najnowszej książki autora „Świętego Wrocławia” ma swój początek pierwszego sierpnia 1944 roku. Warszawa szykuje się do powstania, polscy konspiratorzy gromadzą broń i w podnieceniu wyczekują sygnału na rozpoczęcie zmagań. Dochodzi do pierwszej konfrontacji, obie strony celują do siebie z karabinów i… nic się nie dzieje. Jakby za sprawą rzuconej klątwy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Historyczna układanka rozłożona na kartach najnowszej książki autora „Świętego Wrocławia” ma swój początek pierwszego sierpnia 1944 roku. Warszawa szykuje się do powstania, polscy konspiratorzy gromadzą broń i w podnieceniu wyczekują sygnału na rozpoczęcie zmagań. Dochodzi do pierwszej konfrontacji, obie strony celują do siebie z karabinów i… nic się nie dzieje. Jakby za sprawą rzuconej klątwy naboje nie chcą opuścić magazynków, granaty nie wybuchają, czołgi i miny okazują się niegroźne – skonsternowani Polacy i Niemcy dębieją, nikt nie wie jak się zachować w tych niespodziewanych okolicznościach.</p>
<p>Warszawa wychodzi z wojny bez szwanku, nie zostaje zniszczona w wyniku walk – jedynie nieliczni Polacy są świadkami podniebnego spektaklu, batalii stoczonej pomiędzy oddziałami aniołów i demonów, bijących się ponad głowami niedoszłych powstańców o losy narodu. Wtedy też rodzi się legenda Cudu Dnia Pierwszego, mistycznego wydarzenia, czczonego z religijno-mesjanistycznym zapałem, które otwiera nowy rozdział w historii Rzeczpospolitej Polski. Nowy, ale wcale nie tak inny, jak można by się tego spodziewać.</p>
<p>„Widma” to powieść roztaczająca wizję alternatywnego biegu dziejów, w specyficzny sposób adaptująca cechy fantastyki historycznej. To książka oparta z jednej strony na dogłębnym researchu zapewniającym przekonujące odmalowanie realiów powojennej Polski, a z drugiej – za sprawą wytrychów typowych dla fantastyki – modelująca świat przedstawiony wedle autorskich pomysłów, jego wyobrażeń o tym, co zmieniłoby się w Polsce, a co pozostałoby takie samo. Warszawa wychodzi cało z wojny za sprawą paktu z diabłem (choć nie do końca – nie będę zdradzał więcej) zawartego przez młodą Basię Drapczyńską, fakt mający kolosalne znaczenie dla stolicy – dla kraju jednak mniejsze, w powojennym układzie politycznym Polska zostaje bowiem państwem komunistycznym. Wszelkie zmiany dokonane w historii mają wymiar kosmetyczny, będąc wynikiem „nowych” okoliczności, np. Nowa Huta powstaje na obrzeżach Warszawy, a sprezentowany miastu Pałac Kultury nie zostaje wybudowany w centrum, ale w innej lokalizacji. Polska lat 50-tych to nadal państwo dotknięte reżimem komunistycznym, stalinowskim terrorem odmalowanym w najczarniejszych barwach. Orbitowski przedstawia interesujące podejście do historii alternatywnej jako konwencji literackiej; nawet zmiana tak istotnego wydarzenia (powstanie nie dochodzi do skutku) nie wykoleja następstwa dziejów, wszystko toczy się narzuconym rytmem. W tym przeświadczeniu zawarta jest spora doza pesymizmu, albo realizmu właśnie, ujętej w formę fabularną argumentacji na rzecz poglądu, że jakakolwiek zmiana biegu historii zawsze okaże się pozorna i koniec końców ułomna – w tym sensie „Widma” odczytać można jako powieść anty-gdybologiczną, uspokajające zapewnienie, że nie ma się co miotać, zaklinać historii, snuć wizje i kłócić się o niedoszłe scenariusze; wszystko to na nic.</p>
<p><a href="http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=14043" title="ww"><strong>ciąg dalszy.</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/04/widmowa-esensja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tydzień z głowy (188)</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/04/tydzien-z-glowy-188/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=tydzien-z-glowy-188</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/04/tydzien-z-glowy-188/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Apr 2012 08:26:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1616</guid>
		<description><![CDATA[Siedzę nie-sobą u siebie i zastanawiam się, w jaki sposób powinienem odebrać, jak ułożyć w sobie minione trzy i pół tygodnia spędzone w Polsce. Jednocześnie towarzyszy mi niepokojąca myśl, że nie powinienem tego robić. Niech ułoży się samo. W przypatrywaniu się sobie, w koncentracji na różnych przejawach samo-bycia dostrzegam coś niegodnego. Człowiek powinien być ruchem, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Siedzę nie-sobą u siebie i zastanawiam się, w jaki sposób powinienem odebrać, jak ułożyć w sobie minione trzy i pół tygodnia spędzone w Polsce. Jednocześnie towarzyszy mi niepokojąca myśl, że nie powinienem tego robić. Niech ułoży się samo. W przypatrywaniu się sobie, w koncentracji na różnych przejawach samo-bycia dostrzegam coś niegodnego. Człowiek powinien być ruchem, powinien dążyć do szczególnego rodzaju roztopienia, gdy rozpędzony samochód zmienia się w smugę przed oczyma obserwatora. Smuga nie ma cech. Smugi nie ma. Smuga bywa. </p>
<p>Poznań, Kraków, Warszawa, nawet nie po kolei, lecz nawleczone na siebie i ze sobą przemieszane. Mógłbym teraz napisać o wielu rzeczach, napiszę więc, zaznaczając, że wcale nie piszę. O moim synu, pięcioletnim urwipołciu, który już dostrzegł metodę używania uroku celem zaspokojenia własnych, najbardziej barbarzyńskich pragnień. Jak on warczał na mnie, gdy próbowałem złączyć choć dwa klocki z hałdy klocków, którą przekształcał zgodnie z instrukcją! Jak tropił siebie samego w filmiku nagranym na komórce! Jak się ze mną siłował. Mógłbym napisać o mojej przedziwnej rodzinie. O przyjaciołach i kolegach tak różnych, że gdy przypadkiem zasiedli przy jednym stoliku, nie bardzo potrafili ze sobą rozmawiać. Na szczęście nie musieli. O pociągach i mojej wściekłości na współpasażerów. Zawinili samym swoim istnieniem, kraty ich twarzy opadły przede mną, kiedy chciałem pozostać sam ze stukotem torów i pracą. O spotkaniach sprzed lat. O „Widmach”, najważniejszej, najdłuższej mojej powieści, względem której miałem ogromne wątpliwości, chciałem skasować, odpuścić, wstydziłem się jej – teraz przepełnia mnie cudowne poczucie dumy i satysfakcji z dobrze wykonanej pracy, z tego, że wyłoniłem z siebie coś lepszego niż ja sam. O wielu innych rzeczach. Ale chciałbym napisać o łóżkach.</p>
<p>Zawsze gdy przyjeżdżam do Polski (a wcześniej gdy w Polskę wyruszałem z Warszawy), sypiam w ogromnej ilości łóżek. Zdarzył się tapczan koło stanowiska pracy kolegi po piórze, przy regaliku o ogromnym rozrzucie książek (rozrzut ten przypomina mi różnice między moimi przyjaciółmi), gdzie indziej była solidna półka nad moją głową – gdyby się zerwała, ległbym pod nawałą Janów Pawłów i Stephenów Kingów. Było łóżko w prawdziwie starokawalerskiej chałupie przysypanej przez kable, opakowania po słodyczach i paczki papierosów. Gospodarz zastrzegał, że wstawi sobie tam pisuar. Zasypiałem w towarzystwie spolegliwego jamnika z niedawno otwartym brzuchem. Zwierzę, na co dzień żwawe, zasypiało siłą bezwładu, musiałem rolować to podłużne ciało, żeby wyrwać kawałek kołdry. Piesek odpowiadał spojrzeniem bladego półślepotą oka, podkurczał łapki i dawał się turlać. Kołysało mnie jego sapanie. Jeszcze gdzieś, u przyjaciół. Budziłem się, jak zawsze, o piątej rano, wkładałem słuchawki do uszu i oglądałem odcinek serialu, czekając, aż na okno naciągnie się biały prostokąt i będę mógł rejwachem ogłosić początek dnia. Raz przed zaśnięciem słyszałem, jak przyjaciele się kłócą. Była to zwyczajna kłótnia, nieniosąca ze sobą żadnego większego niebezpieczeństwa. Ludzie niekiedy się sprzeczają. Zasypiałem z trudem, zasłuchany w nerwowe szepty, w głosy dochodzące z bliska. Poprosiłem moje własne głosy, aby raczyły się odezwać. Akurat milczały, więc powiedziałem im: „Rozgadajcie się proszę, a tamtych dwoje niech załatwi sobie sprawy bez mojego udziału”. Posłuchały. Jeszcze kiedyś obudziłem się wcześnie i zdumiony patrzyłem po ścianach. Obraz paskudny, wąskie drzwi łazienki, obojętne żaluzje – „Gdzie ja jestem?”, zapytałem siebie, „skąd się tutaj wziąłem?”. Zaraz przypomniałem sobie, jeszcze-sobie, że jestem w hotelu. Liczy się co innego. Dlaczego zadałem to pytanie? Czemu uznałem je za ważne? Kiedyś nie uznawałem.</p>
<p>Więc siedzę nie-sobą u siebie, ale już sobą nasiąkam na powrót. Łukasz Orbitowski wypełza z kątów, ściany wypluwają jego kruszyny, wiruje w pyle za oknem i wwierca się w nos. Unosi się w kocich kłakach, jego drobne cząstki gromadzą się w zaczyn brudu za paznokciem, zmieniony w obłok pary wiruje nad lurą zalewajką, jak zawsze to robił, te drobiny pędzą, by ułożyć się w sferę wokół mojego własnego ducha.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/04/tydzien-z-glowy-188/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Reflektor na &#8222;Widma&#8221;</title>
		<link>http://orbitowski.pl/2012/04/reflektor-na-widma/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=reflektor-na-widma</link>
		<comments>http://orbitowski.pl/2012/04/reflektor-na-widma/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Apr 2012 04:48:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>orbitowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://orbitowski.pl/?p=1613</guid>
		<description><![CDATA[W wywiadzie dla Rzeczpospolitej Łukasz Orbitowski powiedział: Chciałem napisać opowieść o wielkiej miłości, pomyślałem, czemu nie Krzysztof Kamil Baczyński z Basią Drapczyńską? Tylko że musieliby żyć dłużej, a nie zginąć w powstaniu warszawskim. Tak narodził się pomysł, by ono w ogóle nie wybuchło. I właśnie taki jest początek historii opisanej w jego najnowszej powieści „Widma”. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W wywiadzie dla Rzeczpospolitej Łukasz Orbitowski powiedział: Chciałem napisać opowieść o wielkiej miłości, pomyślałem, czemu nie Krzysztof Kamil Baczyński z Basią Drapczyńską? Tylko że musieliby żyć dłużej, a nie zginąć w powstaniu warszawskim. Tak narodził się pomysł, by ono w ogóle nie wybuchło.</p>
<p>I właśnie taki jest początek historii opisanej w jego najnowszej powieści „Widma”. Ale już wydawca kuszący z okładki, że są to alternatywne dzieje powojennej Polski, z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim w roli głównej, nieco rozmija się z rzeczywistością.</p>
<p>To prawda: 1. sierpnia 1944 roku nie wybucha powstanie. Wszak wymaga ono broni, a ta w okupowanym mieście staje się naraz bezużyteczna, i to po obu stronach – a pięści i kamienie to jednak za mało. Walka gaśnie więc, zanim została rozniecona. Ale nad miastem toczy się inna bitwa, ważniejsza. Ścierają się apokaliptyczni wojownicy, mrowie skrzydlatych białych jeźdźców dosiadających rumaków, gryfów i smoków z mroczną armią pełną zdeformowanych, piekielnych stworzeń. A nieświadomi niczego Warszawiacy, którzy mieli rzucić się w odmęty straceńczej walki, spoglądają niepewnie na ocalone miasto i zachowanych przy życiu ludzi.Krzyś Baczyński nie zginął. Nie straciła życia także jego żona Basia. Ale tuż przed godziną W spotkała nieznajomego, który poprosił ją o przechowanie dziwnej, choć niepozornej paczki. W zamian co roku ma otrzymywać pięćset dolarów w złocie. Jedyne, o co ma zadbać, to aby nikt do niej nie zajrzał. Dalej pozornie wszystko toczy się znanym torem: pojawia się Armia Czerwona (z bronią działającą jak należy), a za nią komunizm w Polsce. Warszawa rozrasta się, pnie się w górę, rozpełza, zagarniając okoliczne wioski.</p>
<p>(&#8230;)</p>
<p><a href="http://www.rozswietlamykulture.pl/reflektor/2012/04/16/pozorne-ocalenie-%E2%80%9Ewidma-lukasza-orbitowskiego/" title="bp"><strong>całość</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://orbitowski.pl/2012/04/reflektor-na-widma/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
