tydzień z głowy (255)
Infernum est absentia Dei
Uważam, że Luter miał rację przynajmniej w jednym. Religijność jest sprawą wrodzoną, częścią naszego duchowego genomu. Niektórzy mają dar łaski, inni nie. Ja szczęśliwie zostałem tego pozbawiony.
Mógłbym zapisać całe strony, dlaczego nie lubię chrześcijaństwa (Luter, w mojej opinii, nie był chrześcijaninem), tylko właściwie po co. Moje myślenie jest proste. Lubię sprowadzać skomplikowane problemy do jednego prostego zdania. Krzyż pokonał śmierć, a jednak wszyscy umrzemy. Jezus odkupił grzechy, lecz wciąż za nie płacimy. Kochani, to się nie trzyma kupy.
Nie chodzi nawet o pytanie „czy Bóg istnieje?”. Nic we mnie ani w świecie nie prowokuje do tego, aby nawet zadać to pytanie. Jesteśmy przypadkowi. Jesteśmy pomyłką.
Prawdopodobnie nigdy nie uwierzę. Czasem wyobrażam sobie trening wiary oparty o zakład Pascala i jego metodę. Chorowity Blaise sądził, że wiarę można w sobie wytrenować, jak mięśnie, w drodze praktyk religijnych.
Więc stwierdzam: no dobra, stawką jest życie wieczne, niebo, piekło, cały ten szajs. Pilnie uczęszczam na nabożeństwa. Zaprzeczam sobie, przestrzegam przykazań i przestróg płynących z Watykanu. Uczę się modlitw. Noszę ze sobą różaniec. Teraz, gdy piszę te słowa i wyobrażam sobie siebie samego, z tym różańcem, z kieszeniami pełnymi dobrych uczynków, widzę, jak wielką niedorzecznością jest nawrócony Orbitowski. Ale jest coś jeszcze.
Mógłbym uwierzyć w Boga i go czcić, ale nigdy nie zdołałbym go pokochać. Równie dobrze moglibyście poprosić, abym zmienił się w krowę. W wielbłąda, lwa i dzieciątko. Nie będę waszą kwadraturą koła.
Myśl, aby pokochać Boga, choćby w kontekście tego, jak świat wygląda wobec naszej metafizycznej tragedii czy nawet wedle wizji, ku której skłaniają się chrześcijanie, jest tak absurdalna, że sama z siebie nie przyszłaby mi do głowy. Mogę się modlić, mogę pójść na pustynię, mogę nawet składać ofiary z ludzi, ale kochanie Boga jest w moim wypadku niemożliwe. Mógłbym być żołnierzem Boga, lecz nie jego miłośnikiem.
Tymczasem Bóg domaga się miłości bardziej niż czegokolwiek, wymierza najsurowsze kary za niekochanie. Mówi o tym pierwsze przykazanie w Starym i Nowym Testamencie. Wszystkie grzechy zostaną ci, Łukaszku, odpuszczone, poza grzechem przeciw Duchowi Świętemu. A zatem jest po ptokach.
W tej potrzebie miłości kryje się coś, co nie pasuje do boskiego majestatu. Co Boga może obchodzić miłość człowieka? Do czego jest ona potrzebna? Łaknąć miłości mogłoby jakieś potworne, pasterskie bóstwo z Bliskiego Wschodu, to zazdrosne stworzenie, zmuszone do rywalizacji z Baalem i Mardukiem. Nie Stwórca. Swoją drogą, weź pokochaj Marduka. Nie potrafię przeniknąć tej tajemnicy. Przypomina mi się karzeł odziany w purpurowy płaszcz, z koroną na głowie, czekający pokłonów gdzieś w jaskini Zaratustry.
Człowiek jest istotą naznaczoną blizną po nożu, który nigdy nie istniał.
Coś w tym jest… Coś w naszych genach zawsze będzie mówiło „uwierz”, ale to gryzie się ze wszystkim wokół nas. Być może istnieje gdzieś we Wszechświecie postać/istota, która ma moc twórczą… ale to tylko ludzie dorabiają do tego założenia otoczkę. Ludzie obmyślają rytuały i modlitwy. To my tworzymy religie, nie religia nas. I to my decydujemy w co wierzymy.
Odpowiedz
„Bóg nie nakazuje nam kochać, bo cóż to za miłość byłaby, gdyby była narzucona, nakazana. Przykazanie miłości nie jest już nakazem kochania Boga i ludzi, jak było to w Starym Testamencie. Przykazanie miłości nie jest przykazaniem. Jest zaproszeniem do doświadczenia miłości. Jeśli ktoś doświadczy czyjejś miłości, to zdolny jest nawet góry przenosić i kocha nie z nakazu lecz dlatego, że lubi kochać. „
Odpowiedz
Gdybanie osoby, która chyba nic nie próbowała dowiedzieć się poza to co na lekcji religii
.
*1*. Z prostszych „wyjaśnień” to polecam autorowi posłuchać coś z Fabiana Błaszkiewicza.
90% tego co jest w w/w artykule to lekkie rozmijanie się z sensem tego co uczą (powinni uczyć).
*2*. Chrześcijaństwo to nie to samo co Katolicyzm. Tak patrząc to: każdy Protestant to Katolik… albo każdy Katolik to Żyd (w końcu religia judeo-chrześcijańska, a Jezus to żyd z Egiptu).
*3*. Jeśli mowa o „byciu z Bogiem” i karaniu – warto przeczytać „u źródła” co się komentuje. Sens całej treści (a nie wyciętego zdania) jest taka, że albo stawiasz na rozwój, miłość, pokój i inne błogosławieństwa (synonimy Boga) albo skazujesz się na nieszczęścia (synonimy Szatana).
*4*. Wiara w nagrodę i karę „odgórną” jest praktyczna. Jeśli każdy żyłby według WŁASNEGO sumienia to … co z pedofilami, co z mordercami itd No bo jak – jeśli sumienie ich nie męczy to „nic się nie stało”.
*5*. Końcowe pytanie. Bóg wcale nie potrzebuje Twojej miłości. Chodzi o to co opisałem w ptk 3. ALBO „obstawiasz” miłość, pokój, rozwój ALBO synonimy Szatana. Sens jest taki że albo się rozwijasz albo się cofasz – nie ma nic pośrodku.
Odpowiedz
>nebuso
Poruszył Pan tak wiele kwestii, że trudno mi się szczegółowo odnieść. Mój tekst miał byc swoistym wyznaniem niewiary, nieintelektualnym, emocjonalnym. Nie jestem intelektualistą.
). Poza tym chciałbym Panu przypomnieć, że życia pozgardobowego ani Boga nie ma, więc trudno, bym sie tym kierował.
1. Fabiasza posłucham, być może. tak. Lubie sp[rowadzac rzeczy do prostego wymiaru. doskonale wiem, że można udowodnić wszystko.
2. tu nie mam żadnych wątpliwości. Protestantyzm nie jest chrześcijaństwem. Lubie protestantyzm.
3. Bez problemu mogę postawić na rozwój, miłość i pokój bez pomocy Bożej, mówiąc nieco ogólnikowo – wszystko zależy od woli, która mną kieruję.
4. Mordercy i pedofile powinni siedzieć w więzieniu. To zapewnia nam prawo i aparat jego funkcjonowania. Te rozwiązania znali rzymianie (zgoda, z pedofilią gorzej
5. Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tymi synonimami Szatana. w perspektywie doczesnej zaniedbanie życia wiecznego nie ma żadnego znaczenia. Szatan reprezentuje własnie cele ziemskie, koncentrację na nich.
Odpowiedz
Mogę zapytać, jakim cudem przyjaźnicie się z Twardochem?
Odpowiedz
>Hoaxx
Wydaje mi się, że przy obopólnym szacunku przyjaźń między ludźmi o różnych poglądach jest możliwa, a nawet piękna. ale szczegóły zmilczę. Szanujmy swoją prywatność
Odpowiedz
„Człowiek jest istotą naznaczoną blizną po nożu, który nigdy nie istniał.”
Jeśli nóż nigdy nie istniał to skąd blizna?
Odpowiedz
Po prostu, jestesmy paradoksalnymi stworzeniami.
Odpowiedz
Nie ma paradoksów, są tajemnice. Jesteśmy stworzeniami więc jest Stwórca. Nie ma niewierzących. Ten wierzy w Boga, tamtemu się wydaje, że Boga nie ma, więc wierzy w coś innego. Pan też wierzy.
Odpowiedz
Ładnie napisane, ale co z tego? I tak, są tajemnice. Pozostaną tajemnicami na zawsze.
Odpowiedz