porusza i prowokuje...

komentarze

szkoda

Właśnie kolega powiedział, że Wiesław Wnęk nie żyje, miał 65 lat. W jego siłowni dawno temu zaczynałem ćwiczyć. Był kulturystą w latach sześćdziesiątych, zdobył sporo tytułów, potem działaczem w czasach, kiedy kulturystyka, sporty siłowe oznaczały raczej dbanie o kondycję i dobry wygląd, a nie narcyzm i ładowanie hormonów po kablach. Nawet zagrał u Swinarskiego. Z tego co wiem, założył pierwszą siłke w Krakowie. Teraz co drugi macha ciężarami, skacze na bieżni, są magazyny, strony, portale, suplementacja, słowem ruch który jest zjawiskiem masowym. Sam się nie zainicjował. Niewiele umiem o jego, Wieśka, pozycji w środowisku ani o kondycji siłowni na Koreckiego w ostatnich latach (ta pierwsza, na Bernardyńskiej, bez obsługi, gdzie wypożyczało się klucze aby poćwiczyć, już nie istnieje), ale dość dobrze zapamiętałem tego sympatycznego gościa i ze zdumieniem stwierdziłem, że jego śmierć nie wywołała żadnych komentarzy w prasie, ani branżowej ani lokalnej. Dziwne to, ale zgodne z duchem współczesności, więc ja tutaj pozwalam sobie na mały sentyment. Szkoda chłopa. Oby pakował i prężył się w ciele chwalebnym, jak twierdzi Urbaniuk, który też tam ćwiczył. Jako bezbożnik życzę Mu życzliwej pamięci, oddania zasług, co niewątpliwie Mu się należy.

Tydzień z głowy (7)

O nieszczęściu. Na biurku leży mi gra-marzenie, gra cud, wyczekane, wytęsknione Dead Space, które wyniosłem z redakcji Engarde. I leżeć będzie, gdyż xbox mi nieodwołalnie zdechł, pozbawiając podstawowej radości w przysłowiowe jesienne wieczorny. Spoczywa sobie teraz, niezmiennym w kształcie i barwie, a jednak pozbawiony życia, niedawny życia dawca: wyłaniał z siebie, xbox mój prześliczny, tabuny wrogów do zastrzelenia, ludziki lego, zrujnowane miasta, ulice, po których można by pędzić samochodem oraz złowrogą pustkę przestrzeni kosmicznej – był prawdziwym stwórcą na mój pokój. Tymczasem zmarł, lub przynajmniej kona, gdyż płyta DVD czasem na nim pójdzie. Gra nie. Cała nadzieja w tym, że jedynym jasnym punktem Microsofftu – oprócz samego xboxa w wersji działającej – jest ichniejszy serwis, który przywróci mojemu życiu barwy i kształty, które utraciłem.

O rozmawianiu. Na zaproszenie Roberta Ostaszewskiego odwiedziłem redakcję Dekady Literackiej, by wziąć udział w dyskusji poświęconej młodej literaturze, a raczej młodości jako takiej. W opinii Roberta, z młodością wciąż mam coś wspólnego. Więc posiedziałem, posłuchałem gadających głów i krakałem jako one – było, w gruncie rzeczy było przemiło i kształcąco, tylko nie potrafiliśmy w żaden sposób tej młodości ugryźć. Co sprawia, że młodzi są młodzi? Jak oni siebie rozpoznają, biorą za swoich, a starców, tylko ufarbowanych, słusznie odtrącą? Jakie jest ich nawet nie przeżycie pokoleniowe (nawet ja takiego nie mam), ale podstawka bycia – jak, w moim wypadku, mgnienie komuny w agonii? Można tak pytać w nieskończoność i do niczego się nie dojdzie, więcej, kategoria młodości może zmienić, nim skończą się pytania. Więc, możemy definiować młodość przez opozycję do starości, jako rzecz definicji się wymykającą, albo po prostu stwierdzić, że młody to taki jegomość, co regularnie korzysta z youtube i programów p2p. Czyżbyśmy mieli teraz Pokolenie YP2 (youtube p2p)? Jak ktoś chce używać, proszę bardzo, pod warunkiem przypisania sobie autorstwa. Żywotność takich pokoleń ma siłę muchę jednodniówki – nie mam pojęcia, gdzie teraz siedzi „pokolenie JP2” oraz „pokolenie 1200 brutto” ale z pewnością nie w tej części widzialnego wszechświata.

O Polsce. Czytam Rymkiewicza, który w „Kinderschenen” wyraźnie próbuje być Mickiewiczem i pisze swoje „Księgi pielgrzymstwa polskiego”. Czytam też Twardocha, który na szczęście, w swych najśmielszych nawet zamierzeniach, planuje być Twardochem właśnie. Obaj usiłują wydestylować sens swojej, naszej tożsamości (odpowiednio, Polaka i Ślązaka), z tym, że sędziwy poeta czyni to w drodze obróbki węzłowych punktów naszej historii ze wskazaniem na powstanie warszawskie, zaś młody prozaik, publicysta oraz szermierz wychwytuje swoje sensy ogólne, ekstrakty w ważnych drobiazgach – wystarczy poczytać, jak opisuje kobiety, czekające przed kopalnią, bo walnęło coś na przodku, albo krzyże przydrożne, by wiedzieć o co chodzi. Instynktownie zwracam się przeciwko nim. Instynktownie, bo rozum, być może, pożeglowałby przyjacielsko w ich stronę. Otóż, wedle mego instynktu, nasza historia jest krwawym zamętem bez wewnętrznego porządku, otóż instynkt mi rzecze, że krzyże nikną we mgle. Zapominamy. Tym co świadczy o Polsce, co pokazuje czym Polska jest w swojej istocie jest owszem, bezsens, ale zaklęty w drobiazgu, coś zupełnie nieważnego, niepotrzebnego, zbędnego nawet, co mogłoby narodzić się chyba tylko nad Wisłą.

W moim kulawym ojcostwie (kulawym, bo dochodzącym, a jak człowiek dużo chodzi to staje się chromy) mnie właśnie przypadła rola śmigania z małym do lekarza – innymi słowy, raczej nie zbieram sobie u niego punktów, kojarząc się z igłą i opukiwaniem. Zapylam również po recepty i kiedy pani doktor raczyła mi taką wypisać, zwróciłem uwagę na pewien badziew, zdobiący ścianę. Badziew wydaje się dobrym słowem: ani to obraz, ani plakat, ani kalkomania, po prostu kawał śliskiego, kolorowego papieru, wiszący na gwoździu. Takie rzeczy widuje się w przychodniach.

Bardziew wyobraża leśną szkołę, gdzie kształcą się oszalałe ze szczęścia trolle. Trwa chyba lekcja medycyny (oznaczałoby to, że mamy do czynienia z uniwerkiem dla trolli), na pierwszy plan wysuwa się wesolutki nauczyciel w lekarskim kitlu, na tablicy za jego plecami widnieje napis: SZKIELET CZŁ, to znaczy tyle tylko widać, bo belfer zasłania resztę sobą samym. Domyślam się jednak, ze chodzi o człowieka. Obok stoi rzeczony szkielet, czyli trup (chyba, że trolle sporządzają sztuczne szkielety), będąc, zapewne, źródłem rozradowania, towarzyszącego zajęciom. Wszyscy z niego się cieszą, na białym łbie przysiadł ptaszek, u stóp kościstych zgromadziły się zajączki, zza drzewa spogląda uśmiechnięty lisek. Sama sytuacja wydaje się już bezsensowna, po co bowiem, do jasnej cholery, trollom wiedza o ludzkim kośćcu? Powinny przecież poznawać zawiłości trollowej anatomii. Ale jeśli przyjrzymy się dobrze czaszce, dostrzeżemy dziwacznie wysuniętą żuchwę oraz cofnięte czoło, wyjdzie niechybnie, że, wbrew napisowi na tablicy, mamy do czynienia ze szkieletem małpy, dokładnie, ni mniej, ni więcej – małpy jebanej.

Oczywiście, dzieci się nie połapią, choć, jak je znam, wyczują, że coś jest nie w porządku (jeśli będą chciały patrzeć, badziew ów, oprócz innych ułomności, jest bardzo brzydki), a o ile dorosłego wolno okłamać, omamić, to dziecka pod żadnym pozorem. To jeszcze nieważne. Opuściłem gabinet w dziwnym przekonaniu, że badziew, wiszący w przychodni dla dzieci, na którym trolle uczą się ludzkiej anatomii na małpim szkielecie mówi o naszym kraju coś naprawdę istotnego.

Co gorsza, to przekonanie jest we mnie do dziś.

A co jest jeszcze gorsze, napisałem te słowa i uświadomiłem sobie, że właściwie to nie jestem pewien, czy Szczepan Twardoch pisał kiedykolwiek o kobietach, czekających w napięciu na swoich bliskich przed kopalnią, w której zdarzyło się nieszczęście, albo o jakimś krzyżu, pod którym ludzie się modlą. Może tylko mówił mi o tym, albo coś mi się ubrdało. Nieważne, bo w jego prozie te kobiety, te krzyże są, nawet jeśli nie wspomniał o nich nigdy, ani jednym zdaniem.

Papierosy Gazety Wyborczej

Posted on 15 lutego 2008

Coś cudownego na dzień dobry. W dzisiejszym artykule możemy sobie przeczytać, jak grupa dzielnych, zaangażowanych społecznie dziennikarzy kurzyła sobie szlugi przy wiatach, usiłując sprowokować strażników miejskich do wlepienia im mandatu. To już kolejna – po walce z ulotkami na słupach, z „załatwiaczami kosztów” dla firm, czy z jakąs babą co handlowała oscypkami przy dworcu – akcja Gazety po to, by świat uczynić lepszym, czystszym, porządniejszym. Zabawne, że mimochodem sami dostrzegają bezsens zakazu palenia „Palimy dalej. Ludzie stojący pod wiatą nie reagują, nikt zresztą nie czeka na tyle długo na swój tramwaj, by zdenerwować się dymem papierosowym.”

Być może akcja odniesie skutek, więc jeśli paląc na przystanku – naturalnym miejscu do tej czynności – zabulicie mandat, wiecie komu podziękować.