porusza i prowokuje...

książki

początek „Szczęśliwej ziemi”

1
Moja matka nazywała się Wściekłość. Mieszkaliśmy razem, gdy zacząłem słyszeć.
Długo prosiłem, żeby zabrała mnie do lekarza. Sama zanurzyła palec w małżowinach. Powiedziała, że wszystko jest w porządku i muszę być dzielny. Mały mężczyzna ciągle jest mężczyzną. Potem wykręciła mi ucho.
– Lekarz wsadzi ci tam igłę – usłyszałem. – To dopiero zaboli.

2
Powiadają, że prawda i szanse są tylko w wielkich miastach, ale ja bardzo długo nie wyobrażałem sobie życia gdzie indziej niż w Rykusmyku. Mama toby chciała wyjechać. W Legnicy przerażały mnie długie rzędy potężnych kamienic. Będąc tam, wypatrywałem olbrzymów żyjących w ich wnętrzach. Wrocław – gdzie bywaliśmy rzadko – składał się z ZOO, okazjonalnego lunaparku, lodów przy Rynku Głównym i kina ze starymi kreskówkami Disneya. Po seansie wsiadałem w autobus i cieszyłem się, że wracam do domu. Z tego też powodu nie jeździłem na wakacje. Rykusmyku dawało wszystko, czego potrzebowałem. Prócz ciszy.

Na Placu Zamkowym, za przystankiem, mieścił się targ, gdzie każdego dnia sprzedawano coś innego. W poniedziałek kwiaty, we wtorek zwierzęta, w środę ubrania, w czwartek samochody, i tak aż do niedzieli, kiedy upłynniano szmelc: kolorowe zapalniczki z Niemiec, rosyjskie gry elektroniczne o wilku lub łodzi podwodnej, koszule dla robotników i T-shirty z Sandrą. Najbardziej na świecie chciałem mieć kalkulatorek, okrągły i biało-czerwony, taki jak piłka do nogi. Mama dała mi nawet pieniądze, które niezwłocznie przepuściłem na automatach. Kalkulatorek narysowałem sobie sam, w zeszycie do matematyki.

Rynek był wtedy bardzo zniszczony, a najgorzej wyglądał budynek rady miejskiej, wzniesiony po wojnie. Zdawał się rozpadać z żalu nad losem kamienic, poobijanych jak te łotry balujące od rana do nocy w Ratuszowej. Wysoko nad łysiejącymi dachami sterczała Baszta Strzegomska, przy której stał nasz dom. Obok biegła Staromiejska z fryzjerem i sklepem z zabawkami, jej wylot zamykało nieczynne kino i dom kultury, miejsce pracy mamy. Maszerując prosto, wkrótce dotarłbym na pola, poza Rykusmyku, i miałbym przed sobą leśną czapę skrywającą zalany kamieniołom. Na prawo żwirowa droga z topolami po obu stronach wiodła do Zakładów Kuzienniczych, skręt w stronę przeciwną prowadził do parku ze stawem pełnym kaczek o benzynowych główkach. Był tam też niewielki plac zabaw. Huśtawki zrobiono z bali i opon połączonych łańcuchami. Nieco dalej biegł strumień, a przed nim, na niewielkim wzniesieniu, stał szkielet betonowego bunkra, zapraszający do zabawy w wojnę. Po drugiej stronie rzeczki rozrastały się nowe osiedla. Ludzie, którzy tam mieszkali, zdawali się obcy, jak barbarzyńcy wkręcający sobie kości przeciwników głęboko w wytatuowane twarze.

czytaj więcej

Szczęśliwa ziemia

Szczęśliwa ziemia

Blog uzyskał nowy wygląd. Bardzo lubiłem starą skórkę (jeszcze raz dziękuję Mikołajowi z Mgła/Kriegsmaschine za jej przygotowanie), ale mój wydawca przekonał mnie, by postawić na czytelność.

Skoro wydawca, to i książka. Już 23 października, nakładem wydawnictwa Sine Qua Non ukaże się moja nowa powieść, „Szczęśliwa ziemia”, bynajmniej nie o parzeniu się na łące. Poniżej znajduje się okładka, moim zdaniem udana, trafnie oddająca treść tego, tak zwanego, majstersztyku.

Nie do mnie należy ocena, czy napisałem najlepszą książkę w swojej karierze. Mam takie wrażenie przy każdej kolejnej, tak samo jak czuję, że każda kolejna jest tą najważniejszą. Ostateczna ocena należy do czytelników. Traktuję ich poważnie i oczekuję w zamian poważnego traktowania.

czytaj więcej