dzień po premierze „Szczęśliwej ziemi”
Pojawiły się pierwsze recenzje, sztuk kilka, dlatego ogniskuję je w jednym poście.
„Czasami mówi się, że Orbitowski tworzy horror egzystencjalny i chyba dopiero postać Karola pozwoliła mi to w pełni zrozumieć. Od takiej grozy nie ma ucieczki. Byk nie istnieje, ale czy mało po świecie chodzi takich Karolów czy Staszków? I ile trzeba, żeby moje życie stało się takie, jak ich? Proza Orbitowskiego nie przynosi oczyszczenia ze złych emocji. One zostają w człowieku na długo. A wraca się do nich jak do narkotyku”
Agnieszka Brodzik, Carpenoctem
„W opisie losów każdego ze swoich protagonistów Orbitowski – choć w przekonująco oddanych realiach różnych miast – porusza zbliżone problemy. Psychiczna słabość, nieumiejętność budowania trwałych więzi z innymi ludźmi, brak woli walki o podtrzymanie cennych relacji, obojętność na sygnały nadchodzącej katastrofy. Strach przed odpowiedzialnością. Nieprawidłowo poukładane priorytety. A przede wszystkim – wyobcowanie i dojmująca samotność. Wspólne dla stróża, freelancera, pracownika korporacji i prywatnego przedsiębiorcy. Dla ludzi sukcesu i nieudaczników.”
Agnieszka Chojnowska, Fahrenheit
„W powieści Orbitowskiego dorosłe życie jest bezlitosnym przedłużeniem młodości, nie nowym etapem – wraz ze wszystkimi wcześniejszymi wyborami i ich konsekwencjami. Nawet jeśli chciałoby się o nich zapomnieć. „Szczęśliwa ziemia” to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza powieść tego autora.”
Zaginiony Almanach, pan Fenris
„Tak, z całą pewnością „Szczęśliwa ziemia” zmusza czytelnika do refleksji na tematy przyszłości i przeszłości. Do rozmyślań nad gorzką prawdą i ponurą rzeczywistością. Nad przyjaźnią i poświęceniem. Nad potrzebą miłości i samotności w tłumie ludzi. „Szczęśliwa ziemia” nie należy do powieści stricte fantastycznych i wydaje mi się, że dzięki temu zyska czytelników spoza kręgu miłośników literatury fantasy. Bowiem jest to książka, którą naprawdę warto poznać.”
efantasyka.pl, Anna Chramęga AKA Wiedźma
„Łukasz Orbitowski już niejeden raz serwował nam świetną literaturę, jednak po lekturze „Szczęśliwej ziemi” nikt chyba nie będzie miał wątpliwości, że to najlepsza powieść w jego dotychczasowym dorobku. Orbitowski oddał czytelnikom dzieło dopracowane w każdym calu, imponujące zarówno treścią, jak i formą, wzbudzające w odbiorcy całe spektrum potężnych emocji i dające mu możliwość obcowania z prozą na najwyższym poziomie. Utwór ponury i depresyjny, a jednak bez reszty wciągający, zwieńczony w sposób równie zaskakujący, co przytłaczający. Lekturę, która z pewnością nie pozwoli o sobie zapomnieć.”
Damian Bartosik AKA Naimad
„To pełnoprawna powieść z elementem nadnaturalnym, której groza nie polega na wymyślnych cudach wiankach, a na wejrzeniu w człowieka i uświadomieniem, że to, czego chcemy i pragniemy praktycznie nigdy nie okazuje się tym, co dostajemy.”
Ewa Lalik, Splay
„„Szczęśliwa ziemia” okazuje się w pewnym stopniu klasyczną, choć uwspółcześnioną historią o kupowaniu spełnienia marzeń, wzbogaconą rozważaniami nad tym, co oznacza pragnienie wyrwania się gdzieś dalej, osiągnięcia czegoś więcej, a może po prostu zdobycia chwili świętego spokoju. Umiejętnie wplecione w narrację zagadki kryminalno-obyczajowe, kwestie szemranych interesów, powtarzających się przez wiele lat gwałtów, znikających noworodków czy trudnej do znalezienia oryginalnej wersji legendy o ziemi szczęśliwej sprawiają, że lektura nie staje się nawet na chwilę nużąca. Motywy fantastyczne, choć początkowo sprawiające wrażenie nieco sztucznych, z czasem okazują się doskonale obrazować to, co robimy sami sobie i co czynimy innym. Wszyscy jesteśmy skądś, i może dopiero oddalenie pozwala bardzo jasno zobaczyć, jak głęboko siedzi w nas miejsce naszego pochodzenia. Ziemia szczęśliwa, ziemia przeklęta. Ziemia ojczysta.”
Katedra, Adam Skalski
Zresztą wszystkie elementy powieści, strona za stroną tak cierpliwie przez Orbitowskiego składane, idealnie do siebie pasują, są niczym kolejne kondygnacje jakiejś wspaniałej, gigantycznej budowli… która w onirycznym finale wali się na nas z hukiem i przygniata nas całym swoim niewyobrażalnym ciężarem. A jeśli spróbujecie się wygrzebać spod gruzów, to i tak dobije Was ostatnie zdanie – ostre, niespodziewane, wycelowane w samo serce.
Dzika Banda, Bartek Paszylk
„Odbieram tę knigę jako Twoje najbardziej osobiste dokonanie, i być może rzeczywiście najlepsze od czasu „Tracę Ciepło” (albo „Świętego Wrocławia”…whatever…). Najlepsze nie w sensie literackim czy warsztatowym (chociaż być może też), ale to nie o to chodzi. Jeżeli gdzieś w poprzednich książkach pobrzmiewał ten Orbit, opowiadał historie albo się z historią mierzył, ale nigdy chyba tak dobitnie nie szarpał się z własnymi demonami i lękami. Może to nieuprawnione i przesadzone, ale tak to czuję. Ten osobisty czynnik – choć przecież nie tylko on – czyni tę książkę wyjątkową (przepraszam za patos).”
Pan Ropień, fragment e-maila..
Nie ma co odpowiadać. Hmm. No tak. Lepsze to niż atngmeurum ad personam, ale . wie Pan co, Panie Orbitowski, to trochę jakby ktoś sformułował przeciwko Panu, pierwszy, uzasadniony zarzut, o, dajmy na to, wspf3łpracy, na przykład z Soviecką bezpieką w czasie Stanu Wojennego, i jakgdyby Pan nie zrobił nic, miast zawrzeć gniewem, odgryźć się w wyrafinowany sposf3b i dać Wszystkim natychmiast dobitnie do zrozumienia, że takie oskarżenia Panu uwłaczają.Natomiast Prom, napisany przez Pana, właśnie z tego typu sytuacjami się wielu osobom kojarzy. A propos; widział Pan film Beast of War?
Odpowiedz