dzień po premierze „Szczęśliwej ziemi”

Posted on 24 października 2013

Pojawiły się pierwsze recenzje, sztuk kilka, dlatego ogniskuję je w jednym poście.

„Cza­sami mówi się, że Orbi­tow­ski two­rzy hor­ror egzy­sten­cjalny i chyba dopiero postać Karola pozwo­liła mi to w pełni zro­zu­mieć. Od takiej grozy nie ma ucieczki. Byk nie ist­nieje, ale czy mało po świe­cie cho­dzi takich Karo­lów czy Stasz­ków? I ile trzeba, żeby moje życie stało się takie, jak ich? Proza Orbi­tow­skiego nie przy­nosi oczysz­cze­nia ze złych emo­cji. One zostają w czło­wieku na długo. A wraca się do nich jak do narkotyku”

Agnieszka Brodzik, Carpenoctem

całość

„W opisie losów każdego ze swoich protagonistów Orbitowski – choć w przekonująco oddanych realiach różnych miast – porusza zbliżone problemy. Psychiczna słabość, nieumiejętność budowania trwałych więzi z innymi ludźmi, brak woli walki o podtrzymanie cennych relacji, obojętność na sygnały nadchodzącej katastrofy. Strach przed odpowiedzialnością. Nieprawidłowo poukładane priorytety. A przede wszystkim – wyobcowanie i dojmująca samotność. Wspólne dla stróża, freelancera, pracownika korporacji i prywatnego przedsiębiorcy. Dla ludzi sukcesu i nieudaczników.”

Agnieszka Chojnowska, Fahrenheit

całość

„W powieści Orbitowskiego dorosłe życie jest bezlitosnym przedłużeniem młodości, nie nowym etapem – wraz ze wszystkimi wcześniejszymi wyborami i ich konsekwencjami. Nawet jeśli chciałoby się o nich zapomnieć. „Szczęśliwa ziemia” to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza powieść tego autora.”

Zaginiony Almanach, pan Fenris

całość

„Tak, z całą pewnością „Szczęśliwa ziemia” zmusza czytelnika do refleksji na tematy przyszłości i przeszłości. Do rozmyślań nad gorzką prawdą i ponurą rzeczywistością. Nad przyjaźnią i poświęceniem. Nad potrzebą miłości i samotności w tłumie ludzi. „Szczęśliwa ziemia” nie należy do powieści stricte fantastycznych i wydaje mi się, że dzięki temu zyska czytelników spoza kręgu miłośników literatury fantasy. Bowiem jest to książka, którą naprawdę warto poznać.”

efantasyka.pl, Anna Chramęga AKA Wiedźma

całość

„Łukasz Orbitowski już niejeden raz serwował nam świetną literaturę, jednak po lekturze „Szczęśliwej ziemi” nikt chyba nie będzie miał wątpliwości, że to najlepsza powieść w jego dotychczasowym dorobku. Orbitowski oddał czytelnikom dzieło dopracowane w każdym calu, imponujące zarówno treścią, jak i formą, wzbudzające w odbiorcy całe spektrum potężnych emocji i dające mu możliwość obcowania z prozą na najwyższym poziomie. Utwór ponury i depresyjny, a jednak bez reszty wciągający, zwieńczony w sposób równie zaskakujący, co przytłaczający. Lekturę, która z pewnością nie pozwoli o sobie zapomnieć.”

Damian Bartosik AKA Naimad

całość

„To pełnoprawna powieść z elementem nadnaturalnym, której groza nie polega na wymyślnych cudach wiankach, a na wejrzeniu w człowieka i uświadomieniem, że to, czego chcemy i pragniemy praktycznie nigdy nie okazuje się tym, co dostajemy.”

Ewa Lalik, Splay

całość

„„Szczęśliwa ziemia” okazuje się w pewnym stopniu klasyczną, choć uwspółcześnioną historią o kupowaniu spełnienia marzeń, wzbogaconą rozważaniami nad tym, co oznacza pragnienie wyrwania się gdzieś dalej, osiągnięcia czegoś więcej, a może po prostu zdobycia chwili świętego spokoju. Umiejętnie wplecione w narrację zagadki kryminalno-obyczajowe, kwestie szemranych interesów, powtarzających się przez wiele lat gwałtów, znikających noworodków czy trudnej do znalezienia oryginalnej wersji legendy o ziemi szczęśliwej sprawiają, że lektura nie staje się nawet na chwilę nużąca. Motywy fantastyczne, choć początkowo sprawiające wrażenie nieco sztucznych, z czasem okazują się doskonale obrazować to, co robimy sami sobie i co czynimy innym. Wszyscy jesteśmy skądś, i może dopiero oddalenie pozwala bardzo jasno zobaczyć, jak głęboko siedzi w nas miejsce naszego pochodzenia. Ziemia szczęśliwa, ziemia przeklęta. Ziemia ojczysta.”

Katedra, Adam Skalski

całość

Zresztą wszystkie elementy powieści, strona za stroną tak cierpliwie przez Orbitowskiego składane, idealnie do siebie pasują, są niczym kolejne kondygnacje jakiejś wspaniałej, gigantycznej budowli… która w onirycznym finale wali się na nas z hukiem i przygniata nas całym swoim niewyobrażalnym ciężarem. A jeśli spróbujecie się wygrzebać spod gruzów, to i tak dobije Was ostatnie zdanie – ostre, niespodziewane, wycelowane w samo serce.

Dzika Banda, Bartek Paszylk

całość

„Odbieram tę knigę jako Twoje najbardziej osobiste dokonanie, i być może rzeczywiście najlepsze od czasu „Tracę Ciepło” (albo „Świętego Wrocławia”…whatever…). Najlepsze nie w sensie literackim czy warsztatowym (chociaż być może też), ale to nie o to chodzi. Jeżeli gdzieś w poprzednich książkach pobrzmiewał ten Orbit, opowiadał historie albo się z historią mierzył, ale nigdy chyba tak dobitnie nie szarpał się z własnymi demonami i lękami. Może to nieuprawnione i przesadzone, ale tak to czuję. Ten osobisty czynnik – choć przecież nie tylko on – czyni tę książkę wyjątkową (przepraszam za patos).”

Pan Ropień, fragment e-maila..