tydzień z głowy (281)
Bajka o jednym oku
Dawno temu w pewnym miasteczku urodził się chłopiec, który miał tylko jedno oko umieszczone pośrodku głowy. Przezwano go Cyklopem. Rósł zdrowo i wkrótce stał się obiektem żartów wszystkich w okolicy. Nieustannie się wywracał. Rzeczy leciały mu z rąk. Ryby omijały jego przynęty. Strzała Cyklopa nigdy nie sięgnęła zwierzęcia. Dom, który zbudował Cyklop runął jeszcze pierwszej nocy. Drwiono z nieszczęśnika, lecz nikt nie zrobił mu krzywdy. Mówiono: głupiec to, ale nasz głupiec.
Pewnego razu do miasteczka zajechał kapitan z oddziałem wojska. Szukali zbiega, bladego przestępcy. Ten jednak nie pojawił się w miasteczku. Kapitan już chciał odjechać, gdy wyrósł przed nim Cyklop i rzekł, że blady przestępca ukrywa się w leśnej jaskini, na południowy wschód od miasta. Poprosił też kapitana, by ten uważał: nie będzie miał już do czynienia ze zbiegiem, tylko z domownikiem.
Kapitan nie posłuchał przestrogi. Jaskinia znajdowała się na dnie głębokiego jaru. Żołnierze rozpalili pochodnie i weszli w ciemność. Niedaleko wejścia, natrafili rozszarpane truchło bladego przestępcy. Już chcieli się wycofać, gdy runął na nich niedźwiedź, który właśnie w tym miejscu urządził sobie matecznik. Nim padł, zabrał wielu dzielnych mężczyzn ze sobą. Kapitan kazał pogrzebać zmarłych, odszukał Cyklopa i zapytał go, skąd wiedział o niedźwiedziu i losie bladego przestępcy. Cyklop odpowiedział, że zobaczył swoim jedynym okiem. Oko to, jego zdaniem, widziało rzeczy dalekie, niedostępne dla innych.
Kapitan zabrał Cyklopa do zamku i przedstawił królowi. Król nie wierzył w cuda ani gusła, niemniej opowieść o niedźwiedziu wzbudziła jego ciekawość. Zwierzył się Cyklopowi, że trafi go smutek, lecz nie potrafi rozpoznać jego przyczyny. Cyklop zgodził się pomóc, poprosił tylko o dzień w królewskim towarzystwie. Towarzyszył władcy podczas posiłków i narad, zajrzał do alkowy. Wieczorem powiedział, że król wszystko robi aż za dobrze i bez reszty poświęca się innym. Królowa woli towarzystwo pazia, nałożnice radują się błyskotkami, nie królewskim towarzystwem. Poradził królowi znalezienie nowej nałożnicy, zdolnej rozproszyć wszelkie smutki. Król posłuchał Cyklopa. Tej samej nocy upił się straszliwie i rozkazał ściąć pazia. Cyklop ubłagał kata, by ten wstrzymał się do świtu. Rano, król odzyskał trzeźwość osądu i zmienił zdanie. Paź został przepędzony, lecz ocalił życie.
I tak, Cyklop został na królewskim dworze. Obecny przy przyjmowaniu posłów, szeptał w królewskie ucho ich prawdziwe intencje. Gdy u granic królestwa stanęła wroga armia, bezbłędnie rozpoznał jej ruchy, doprowadzając do wielkiego zwycięstwa. Wskazywał oszustów i obłudnych kapłanów. W rękawie potrafił dostrzec nóż skrytobójcy. Król nie pozostał niewdzięcznikiem. Cyklop otrzymał komnaty, szaty, złoto i miłe towarzystwo. Luksus nie zdołał go odmienić – Cyklop był skałą obojętną na wiatr i wodę. Otoczony przez przyjaciół wydawał się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. W królestwie panował dostatek.
Zdarzyło się jednak tak, że król postanowił odwiedzić Cyklopa. To, co zastał w komnatach napełniło go głębokim smutkiem. Cyklop rozmawiał z szambelanem, wyjawiając mu różne sekrety, które dostrzegł. Oczy szambelana były zimne. W tym czasie, cyklopia nałożnica obściskiwała się ze skarbnikiem. Kapitan – pogromca niedźwiedzi przetrząsał szuflady w poszukiwaniu kosztowności. Przyjaciele śmiali się z tego, że Cyklop jest taki niezdarny – rzeczy wciąż leciały mu z rąk. Rozjuszony król przepędził całe to towarzystwo i zapytał Cyklopa czemu pozwala na to wszystko. Czemu nie pilnujesz kobiety? Dlaczego pozwalasz by cię okradano? Jedyne oko Cyklopa rozwarło się w zdziwieniu. Cyklop nie uwierzył królowi. Powiedział, że jego przyjaciele są prawdziwymi przyjaciółmi i nigdy nie pozwoliliby sobie na kradzież. Nie chciał słyszeć choćby złego słowa na nałożnicę. W ten sposób, król zrozumiał, że Cyklop widzi tylko to, co dalekie. Nie dostrzeże niczego, co znajduje się w zasięgu jego ręki, choćby to był nóż.
Król postanowił uratować Cyklopa. Kierując się miłością, ale i racją stanu zamknął go w wieży, bez żadnego towarzystwa. Dostarczał tylko jedzenie i książki. Raz w tygodniu przychodził po radę. Mieszkańcy podzamcza wspominali, że w jedynym okienku widywali czasem wielkie, nieruchome oko, patrzące w przestrzeń. Z miesiąca na miesiąc robiło się coraz mniejsze aż zgasło zupełnie.
bardzo dobry tekst
Odpowiedz
Genialny tekst. Na początku myślałem, że to bajka o chłopcu z jednym okiem czarnym, bo podobnie się zaczyna
Odpowiedz