metal na dziś (34)

Posted on 15 listopada 2010


O Helloween już pisałem. Ocaleli z zamętu mojej młodości i teraz, każda ich płyta, z jednej strony pozbawiona większej wartości muzycznej, z drugiej wesoła i energetyczna towarzyszy mi przez kilka tygodni. Potem nieodmiennie o niej zapominam, tak będzie tez z „7 sinners”, choć krążek to wyjątkowo udany. Muzyka ma tę dziwną właściwość wpisywania się w określone życiowe momenty i na upartego mógłbym dopisać jakieś dźwięki do wszystkich kawałków literackich, które, przez te wszystkie lata, naknociłem. Tu jeszcze inaczej. Nie zawsze budzę się wesoły czy skory do zadań związanych z kolejnym dniem. Ani w głowie mi się tu użalać, zwyczajnie, pisanie książki dzień w dzień, często od świtu może człowieka umęczyć, do tego dochodzą inne obowiązki, w tym tygodniu szczególnie nagromadzone. Wiec wstaję z łóżka, wlokę się z kawą do wyczekującego komputera. Tam ludzie, wydarzenia które przywołałem i teraz wymagają mojej uwagi. Przepalony wrzask Andy’ego Derisa o poranku działa jak szpryca i gęba sama mi się śmieje, co nie przeszkadza w smutnym pisaniu. Słowa popłyną z głowy przez serce do palców, na klawiaturę. W końcu do was. „Are you metal?” O yeah!
[ytorbit]XdF00aAgH6o[/ytorbit]