tydzień z głowy (237)
Polska leży nad możem Bałtyckim
Jak, bracie mój, skończysz studia, to może znajdziesz robotę. Twoja kobieta, być może, również znajdzie robotę, wówczas może wam zapłacą i może zdołacie się utrzymać. Może litościwy bank da wam kredyt na mieszkanie. Może go spłacicie i może ocalicie dom. Jeśli zrobicie dziecko, kraj da wam gówno, to akurat pewne jak amen i trumna, ale może załapiecie się na miejsce w żłobku i przedszkolu, może nawet zdarzy się szkoła, a wy, być może, będziecie mieli na podręczniki i obiadek z cateringu. Może wam nawet tego dziecka nie odbiorą.
Idziesz, kolego sympatyczny, na pocztę. Na poczcie może będą mieli koperty albo nie będą mieli tych kopert. Przesyłka może nawet dojdzie pod wskazany adres, choć może zabierze ją sobie listonosz, który przecież też nie ma lekko i próbuje przeżyć. Czekasz na peronie, pociąg może przyjedzie o czasie, może spóźniony, może nawet zawiezie cię tam, gdzie chcesz, kumplu mój, a może zmieni się w autobus. W urzędzie może załatwią twoją sprawę. W szpitalu może cię przyjmą i może nie umrzesz. Może twoje dziecko nie umrze. Mięso w dyskoncie może okaże się mięsem, ser serem, a srajtaśma, być może, będzie uczyniona z papieru. Może będzie droga na Olkusz. Może nie.
Może kiedyś, wracając do domu po trzech żywcach, na które masz osobny budżet, natkniesz się na mnie i mi się nie spodobasz, może będzie to akurat ten jedyny dzień, kiedy coś we mnie pęknie i straszliwie ci wpierdolę, tak bez powodu, złe miejsce, zły czas, zły pisarz w okropnym zaułku. Więc słuchaj dalej, będę cię lał, może przyjedzie policja, może ktoś zadzwoni po karetkę, może doczołgasz się po pomoc o własnych siłach. A ja, być może, wywinę się z całej sytuacji, choćby zgarnięto mnie w chwili, gdy skaczę ci po gardle, miły kolego, może zdołam się z tego wyłgać, bo jestem w miarę znany, mam forsę, możliwości i doskonale wiem, w którym akurat kościele mieszka sobie Bóg. Może potraktują mnie łagodnie. Łagodniej niż ja ciebie – to jedno akurat jest pewne.
To nie jest niczyja wina. Może Bałtyckie po prostu jest, tak jak Wisła i Tatry. Zawsze było – być może. Wyobraźcie sobie ścianę wody wysoką jak dom, w którym mieszkamy my wszyscy, przyjrzyjcie się. Gówno, szczochy, plwociny. Wszystko jest tutaj na może, cały kraj poklejony butaprenem czy może raczej guma arabską, posklejany z kawałków pięknej historii, chciwości sąsiada, naszej własnej małości, jakiegoś potwornego, niczym nieuzasadnionego kompleksu, zapchany watą i słabnącym sercem. Pływamy sobie, mój przyjacielu, i ja także sobie pływam, choć jestem daleko stąd.
Może nie powinienem pisać tego tekstu. Może to durny tekst jest, nietrafiony, ordynarny i może kogoś obraża, a już na pewno jest tekstem niepełnym, gdyż teraz w tym miejscu powinienem wyłożyć jakąś receptę na osuszenie moża Bałtyckiego, na zmianę potencjalności w pewność, moża w siur (sure). Tylko że nie wiem. Wychodziłem z siebie, żeby coś wymyślić, i nie mam pojęcia, co powinno się tu zrobić. Jest jeszcze gorzej. Wyobrażam sobie, że jestem władcą świata, mam nieograniczone środki finansowe i mogę każdego człowieka zmusić do czegokolwiek – dalej nic nie przychodzi mi do głowy, bo nawet prezydent Obama nie zamieni Zatoki Meksykańskiej w Apallachy.
To zrobi tylko czas. Za tysiące lat może nie będzie już moża Bałtyckiego, tylko coś zupełnie innego, na co nie znamy nawet nazwy. Kłopot w tym, mój przyjacielu, że czego jak czego, ale my już czasu nie mamy. Nasze dzieci, obawiam się, również nie.
Demotywacja poranna według Orbitowskiego. Z drugiej strony, co możesz zrobić, oprócz zagryzienia zębów i robienia swojego? Czasu życia nie zmienisz. Jeszcze… (czekam na hibernację :>)
Odpowiedz
Bo Polska panie Orbitowski to kraj chaosu, tu niczego pewien nie jesteś i nie będziesz póki siedem pokoleń nie minie a ludziska zrozumieją, że życie ma sens i do czegoś trzeba perspektywicznie dążyć. Bo taka jest myślę praprzyczyna – poczucie beznadziei i tymczasowości które sprawia, że wszystko jest na może tak, a może nie – ganz egal.
Odpowiedz
Jak powiedział kiedyś pewien kabareciarz „Ja to się codziennie rano budzę z ciekawości. Ciekawe co będzie…..” i tak sobie myślę, że w tym naszym kraju prędko się to nie zmieni. Bo nie zmieni się prędko nasz sposób myślenia.
Odpowiedz
„Orbitowskiego. Z drugiej strony, co możesz zrobić, oprócz zagryzienia zębów i robienia swojego?”
Rzucić to w diabły i szukać lepszego miejsca. Zawsze przecież można wrócić z podkulonym ogonem.
Odpowiedz
Wszyscy widzą Panie Orbitowski, podzielają i oczekują na wielki bum. Nie rozumiem jedynie tego celowego moża Bałtyckiego…nie trafia do mnie i drażni.
Odpowiedz
Tak, właśnie. Wszyscy czekają i oczekują. Tylko z czekania jeszcze nic nigdy nie powstało a na oczekiwaniach jeszcze niczego nie zbudowano, ale może jeśli poczekamy jeszcze trochę, to coś takiego w końcu się wydarzy.
Odpowiedz
Dzień, w którym przelała się czara goryczy… Smutny wpis, Panie, ale – jak mniemam – każdy ma żółwi moment przypieprzenia komuś w mordę. Ale diagnoza celna.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
What you said made a lot of sense. However, what about this?
suppose you added a little content? I ain’t saying your content is not solid,
however what if you added a title that makes people want
more? I mean tydzień z głowy (237) | orbitowski.pl
is kinda boring. You could peek at Yahoo’s home page and see
how they create news headlines to grab viewers to open the links.
You might add a video or a related picture or two to get people interested
about everything’ve got to say. Just my opinion, it could bring your
posts a little bit more interesting.
Odpowiedz