Tydzień z głowy (238-243)
Hello Africa
Tu narodziły się góry i są już stare jak Ziemia. Mają zmarszczki od wody i łby spłaszczone wiatrem. Niewiele można o nich powiedzieć, tak jak i o oczach antylop, które są czarne i bezmyślne. Stada tych płochliwych zwierząt zatrzymują się na poboczu, nerwowo skubią trawkę i ostrożnie schodzą ku oczkom wodnym. Młode kozły ustawione na rogatkach wypatrują niebezpieczeństwa, cętkowanych drani czających się w trawie spalonej słońcem. Przed maską naszego samochodu cwałuje młody lampart. Ogromna sowa, niby upiór wojownika, podrywa się do lotu w świetle reflektorów.
Miliony jasnych gwiazd, Księżycowi się spuchło, a mimo to jest ciemniej niż w Europie. Pobladły nieliczne okienka domów, asfalt na drodze kruszeje, aż wreszcie znika zupełnie. Busz płonie – cienka linia pomarańczowych ust śmieje się trzepotem ptasich skrzydeł i piskiem zwierząt próżno szukających ratunku. Z tej ciemności wyłaniają się twarze spóźnionych wędrowców, szczupłych mężczyzn w kolorowych ubraniach i kobiet niosących na głowach ciężkie wiązki chrustu. Ta droga też ma swój koniec, oznaczony przez trzy głazy piaskowego koloru. Należy poszukać innej.
W niewielkim mieście George zdarzył się wypadek. Policjanci blokują ruch i mówią, że jeszcze trochę to potrwa – nie znaleziono wszystkich części ciała, czy też może ciał ofiar. Nieopodal doszło do innego nieszczęścia, samochód zabił chłopaka. Trupa, ułożonego na poboczu, widzimy tylko przez ułamek sekundy. Mieszkańcy townshipu wylegli na pobocze, stoją i milczą. Nastolatek w czerwonej koszuli opiera gorącą głowę o płot. Kumpla mu zabiło. Trasa prowadzi między domami z blachy falistej, z dykty, z desek, z czegokolwiek, to miejsce, gdzie dach przytrzymują kamienie. Spod tych dachów, spod tych kamieni wychodzą cienie. Rozmawiają o zmarłych.
Kapsztad to Europa, stada białych domów rozciągniętych między górą stołową a oceanem. Przy brzegu sterczą stare silniki statków, które zatonęły tu dawno temu. Johannesburg jest miastem twierdz z targowiskiem pośrodku, każdy dom otacza mur i czupryna drutu kolczastego. Mieszkańcy kursują między twierdzami w bezpiecznych samochodach. Wiejską drogą wśród gór dzieci wracają ze szkoły, każde w mundurku. Machają do kierowców, próbują dotknąć karoserii, wchodzą pod koła, nie patrzą. Chłopak, może dwunastoletni, na przemian głaszcze się po brzuchu i wyciąga ręce. Tu ciągle są okrągłe chaty z gliny. W otwartych drzwiach widać grube kobiety oglądające telewizję.
Pawiany blokują ruch na drodze. Gonią się, żrą i pierdolą ze sobą. Stary pasterz z maczetą u pasa usiłuje zepchnąć stado krów na pobocze. Głupi Niemiec zarył samochodem w błocku, pośrodku dziczy. Z niepokojem spogląda na ciemniejące niebo, a dziesięciokilometrowy spacer do kempingu, pustą drogą, tam gdzie małpy i lwy, napawa go przerażeniem. Spotka jednak dobrych ludzi, którzy mu pomogą. Otacza go trawa spalona słońcem, krzaczory i nagie, białe drzewa. Nosorożec przypomina okręt podwodny, jest połączeniem krowy oraz diabła. Guziec pochyla łeb jak młot.
Małpy kradną chleb i chusteczki higieniczne. Nocą pod namiot podchodzą stworzenia, których nie umiem nazwać. Przypominają borsuka skrzyżowanego ze skunksem, opierają potężne pazury o blat stołu, węszą, lecz można je przepłoszyć jednym klaśnięciem. Jedzenie jest bardzo dobre i tanie, prawdziwe mięso z prawdziwych krów, owiec i kóz. Wino i papierosy pod gwiazdami. Ziemia zmienia się, jakby cały świat przesuwał mi się przed oczami. Kelnerzy są usłużni, wszyscy – bardzo serdeczni. Nastolatek zabił i zjadł swoją koleżankę ze szkoły. W ten sposób prosił Szatana o szczęście. Wietnam i Laos opłacają rzeź nosorożców, czemu strażnicy w parkach nie mogą się przeciwstawić. Jest ich zbyt mało, są źle opłacani. Hotentot zabił Buszmena. Zulus zabił Hotentota. Bur zabił Zulusa. Anglik zabił Bura. Bur zabił Zulusa. Zulus zabił Bura.
Genialne Łukasz! Świetne opisanie Afryki, poczułem przez chwilę, że tam jestem. Twoje opisy są takie „po prostu”, bez ubarwień, PRAWDZIWE! Pobudza wyobraźnię!
Odpowiedz
so many dumb ways to die
Odpowiedz
A ja się przejęłam nosorożcami. Czy chociaż jakieś organizacje próbują temu przeciwdziałać??
Odpowiedz