tydzień z głowy (316)
Puch
Lubię ten numer. Pochodzi z nieistotnej płyty nieistotnego zespołu.
Gwiazdy na wodzie. Słuchałem tego kawałka, idąc do pracy Dorchester Avenue. Miałem na sobie kurteczkę z puchatym kołnierzem, buty kontraktorki i wełnianą czapkę. Mogłem podjechać przystanek metrem, ale chciałem oszczędzić dwa dolary i drałowałem piechtą. Boston był jeszcze ciemny, lśnił słaby lód. Myślałem o tym, co muszę zrobić, o tym, co było do przepracowania, a także o przyjaciołach, książkach i dziewczynie po drugiej stronie Atlantyku.
Gwiazdy na wodzie. Słuchałem tego kawałka w Kopenhadze, w samotne wieczory, bardzo pijany. Myślałem o moim synu, o moich rodzicach i przyjaciołach, i tak właśnie gasiłem wieczór. Ta piosenka jest jak walenie głową w mur.
Gwiazdy, hen tam, na wodzie. Ale tu są duchy moje.
Moje duchy to zima i martwe niemowlę w śmietniku. Jak w piosence, bo o tym opowiada ta piosenka, o martwych noworodkach.
Moje duchy to szósta rano i papieros na balkonie. To próba wytłumaczenia sobie, że ten dzień jednak się uda i nie będę czuł się źle, a przynajmniej nie najgorzej. To chleb z wędliną i pomidorem, kawa z kawiarki i śmieci, które wyrzucam do kubła wyselekcjonowanego dla nieselekcjonowanych odpadów.
Moje duchy to kawa w południe odbębniona w narożnej knajpce, to kelnerka rozczarowana tym, że przyszedłem i zamawiam jedynie kawę, choć posiedzę trzy godziny, klepiąc w laptopa. To zamożne mordy o zadbanych włosach i ich trajkotanie obok, to baba przesycona botoksem i jej pusty śmiech. Ale też to przyjaciele dzwoniący z pytaniem, czy przyjdę, czy mogą przyjść.
Moje duchy to Kraków, miasto, w którym mylę buty, wychodzę w cudzych, nie widząc różnicy. To noc, gdy odstawiam przyjaciela, mojego kochanego przyjaciela, pod drzwi, dzwonię i uciekam, nim żona otworzy. To Huta, Prądnik, Urzędnicza. To wódka i przyjacielski pies.
Moje duchy to Rykusmyku, Oława i Wrocław, ten nie całkiem czarny Śląsk, z Julkiem, który pędzi do nosorożców, choć wolałby grać na PlayStation, to busik, knajpki pod nasypem i dobrzy ludzie, ich dom, mój dom.
Moje duchy to nie książki, nie filmy i gry; piszę o życiu, ale pisanie nie jest życiem.
Czarny kruk już w locie?