tydzień z głowy (336)
Wielki Hannibal (wyobrażenie)
Wielki Hannibal nie żarł Xanaxu. Nawet wtedy, gdy słonie wyzdychały mu podczas przeprawy przez Alpy.
Kiedy Wielkiego Hannibala opuściła ulubiona kochanka, nie poddał się rozpaczy, lecz natychmiast znalazł sobie nową, ładniejszą. Starą odnalazł wielkim nakładem sił i środków. Wyjął jej serce, lecząc w ten sposób swoje, złamane.
Wielki Hannibal nie narzekał na to, że rodzice poświęcali mu za mało uwagi i czułości. Po prostu ich pochował i poszedł w swoją stronę. Ojcu okazał szacunek, przerastając go pod każdym względem.
Wielki Hannibal nie martwił się niechęcią ze strony kolegów. Po prostu kazał ich wszystkich zamordować.
Wielki Hannibal, poniósłszy klęskę, nie zastanawiał się nad sobą, nie szukał też pomocy u coachów i terapeutów. Gromadził kolejną armię, większą od poprzedniej, i wyruszał na wroga. Palił jego domy i porywał dzieci, aby wychować je na swoje podobieństwo.
Wielki Hannibal nie trapił się tym, że jest niechciany i nieakceptowany. Wszystkich w swoim kraju zmusił, by kochali i akceptowali Wielkiego Hannibala.
Wielki Hannibal nie przejmował się swoją cerą, stanem muskulatury ani strojem. Swoją brzydotę, swój brud i zęby popsute uszlachetnił i uczynił wzorcem. Był bowiem Wielkim Hannibalem.
Wielki Hannibal nie troszczył się o to, by inni go szanowali, szanował bowiem samego siebie, i to mu wystarczało. Nie martwił się też o pieniądze, gdyż uważał, że każda moneta na całym świecie należy właśnie do Wielkiego Hannibala.
Wielki Hannibal nie przejmował się faktem, że musi umrzeć. Szedł w nicość, pozostawiając światu budzące grozę imię. Cieszył się nawet perspektywą samobójstwa, do którego go zmuszono. Rozumiał, że wciąż przeraża swoich zwycięskich przeciwników, nawet stary i bezbronny.
Siedzę z przyjacielem w dobrej kawiarni. Jemy dobre jedzenie. Pijemy dobre wino. Mówię przyjacielowi to, co mówię, a on się śmieje i pyta:
– A co my, dwaj debile, mamy wspólnego z Wielkim Hannibalem?