Tydzień z głowy (344)
Mój jedyny but
Nigdy nie przywiązywałem wagi do butów i dziwiłem się ludziom, którzy tak robią. Koledzy w ogólniaku dyskutowali o najkach i adidasach, ja nie. Moim zdaniem but musiał pasować na nogę i to wszystko. Najbardziej ukochałem trampki.
Parę lat temu zaczęły się moje problemy z lewą nogą. Odrobinkę utykam, stawiając stopę nieco na zewnątrz. Do tego mam lekkiego platfusa. Trochę platfus, ciut kuternoga, oto i ja. Większy wysiłek – na przykład gra w piłkę z synem, całodzienna marszruta – owocowały zapaleniem śródstopia. Uruchamiało to całą karuzelę. Ledwo zaleczyłem śródstopie, siadała kostka. Ozdrowienie kostki przynosiło rwący ból w łydce. Wszystko od krzywego chodzenia. W ten sposób pożegnałem się z trampkami.
W idiotycznym odruchu rozsądku poszedłem do odpowiedniego sklepu i kupiłem sobie aż dwie pary dobrych butów, jedne na siłownię, a drugie do chodzenia. Po prawdzie, w obu miałem zamiar chodzić tak, jak mi się podobało. Byłem dość podekscytowany tym skromnym wydarzeniem. Nigdy wcześniej nie kupiłem sobie dwóch par butów naraz.
Zrobiłem tak, jak zaplanowałem. Jedną parę włożyłem na nogi, drugą do torby i heja, na pakę! Jakież było moje zdziwienie, gdy wieczorem w torbie znalazłem tylko jeden but. Popędziłem zaraz z powrotem na siłkę, ale tam go nie było. Buta nie znalazły też pracujące nocą sprzątaczki.
Tego dnia akurat sprzedawałem lwią część mojej biblioteki, więc pomyślałem, że but zawieruszył się w torbach bukinisty. Tak jednak się nie stało. Sprawdziłem szafę, wszystkie szuflady, a nawet lodówkę. Pogrzebałem w łóżku i na półkach z książkami. Rozgrzebałem nawet podwórkowy kubeł na śmieci, budząc zdziwienie społeczności sąsiedzkiej. Nurkowałem w koszu nie dlatego, że potrzebowałem tego akurat buta (zawsze mogę kupić sobie nowy), ale byłem bardzo ciekaw, co się z nim, u diabła, stało.
But przeszedł trasę z mieszkania na siłkę i (ewentualnie) z powrotem. Najprościej przyjąć, że go ukradli. Tylko po co komu jeden but? Jeśli mieli kraść, to dwa naraz. Na pakę powróciłem po paru godzinach. To trochę mało jak na trwałą utratę buta. Ostatecznie mogę sobie wyobrazić jakiegoś wyjątkowo złośliwego kulturystę, który w szatni schyla się nad moim butem i myśli: „Ten szczerbaty chuj zostawił jednego buta. Zabiorę. Jak przyjdzie, będzie go szukał, nie znajdzie i będzie mu smutno, he, he, he”. No ale chyba tak nie było.
Skoro buta nie ma ani na siłowni, ani w torbie bukinisty, ani też w śmietniku, musi wciąż być w mieszkaniu. Mój apartament liczy jakieś dwadzieścia pięć metrów kwadratowych. W łazience ledwo się mieszczę. Kuchnię mam w przedpokoju. Jak, do cholery, mógł tutaj zginąć but? Poza tym sprawdziłem każdy centymetr. Nie ma sukinsyna.
Ostatecznie mój but mógł wypaść z torby, kiedy wracałem do domu. Trudno mi to sobie wyobrazić, bo torba jest pojemna i zapinana. Niemniej tak właśnie mogło być. Wymagałoby to jednak, by but uzyskał jakiś rodzaj samoświadomości i zdolność samodzielnego ruchu. Musiałby uświadomić sobie konieczność rozwodu z moją, nie najpiękniejszą przecież stopą, a następnie wyrwać się na wolność. Dziczeje teraz gdzieś w parku Morskie Oko, a nawet w Łazienkach. Straszy pawie i wiewiórki, toczy z jeżami ciężkie walki o terytorium i tak dalej. To tylko domysły, bo los mojego buta pozostanie już tajemnicą, dołączając do Śnieżnego Człowieka, Diabła z Jersey i niespokojnych wód Trójkąta Bermudzkiego.
Jakiś inwalida jednonogi buchnął. I teraz szukaj wiatru w polu…
Odpowiedz
Dlaczego? Jednodzy się rzucają w oczy, ktoś mógł go zauważyć
Odpowiedz
Zauważyć to jedno, ale złapać, to dopiero wyzwanie. Ilu ludzi ma doświadczenie w pogoni za jednonogim?
Odpowiedz
Niekoniecznie jednonogi. Starczy nietrzeźwy. któż z nas nie spotkał w autobusie nietrzeźwego w jednym bucie?
Odpowiedz
Przypuszczam, że czekał w sklepie aż nabędzie go ktoś naiwny i nieświadomy – chciał od razu zwiać. Nie wykluczam nawet, że już dotarł do krainy, w której żyją pojedyncze skarpetki i inne, bezparowe buty. Ba! Powiem więcej – jego brat (słabszy bliźniak), który został w torbie ma do wykonania tajną misję uduszenia sznurówką przypadkowego przychodnia, co ma mu ułatwić wejście do grona wybrańców i zapewnić wieczną chwałę. Tak mi się myśli.
Odpowiedz
a co w tym temacie Wanda CH:
„Był sobie pan sikorek
Miał domek istny cud
Zabawek cały worek
i lody w każdy wtorek
Lecz biedny pan sikorek
miał tylko jeden but.
Na trąbie grywał starej
i z mleczy wianki plótł
I złoty miał zegarek
i w wannie rybek pare
Lecz biedny pan sikorek
miał tylko jeden but.
W lodówce miał pingwina ,
co bardzo lubił lód
I tort na podwieczorek
i łódkę na motorek
Lecz biedny pan sikorek
miał tylko jeden but.
Aż dobra ciocia klocia
wybrawszy się do wód
Przysłała mu w prezencie
Parasol, swoje zdjęcie
i piękny nowy but.
Swój piękny nowy but
założył pan sikorek
I nosił go w sobotę
i nosił go w niedzielę
Lecz zgubił go we wtorek
I znowu pan sikorek
ma tylko jeden but.”
Odpowiedz
Znalazłem! :))
Odpowiedz