tydzień z głowy (345)

Posted on 3 maja 2015

Moja duchowa ojczyzna

olau

Jestem nomadem. Lubię niewiele mieć i nie przywiązuję się do miejsc. Mogę za nimi tęsknić, ale nie będę się przywiązywał. Na dłuższą metę miejsca przynoszą rozczarowanie.

Zazdroszczę tym, którzy mają z pradziadami wspólne ścieżki i zaułki, widzą duchy kamienic w budynkach nowoczesnych hoteli i wiedzą, czyje kości bieleją pod fundamentami Aquaparku. Zazdroszczę, tak jak zazdroszczę młodym czystej ciekawości życia, starym pięknych syntez myśli, a gołębiom nakręcanej głowy – to ciekawe doświadczenie, lecz go nie chcę. Mam swoje własne, ciekawe doświadczenia. Niemniej przydałaby się jakaś mała ojczyzna.

Kraków zupełnie się nie nadaje. Po pierwsze, tam się urodziłem, co odbiera konieczną finezję idei małoojczyźnianej. Po drugie, głupio nawet powiedzieć „jestem z Krakowa”. Otóż nie jestem. Mam nadzieję, że nie ma we mnie nic krakowskiego. Kiedyś spierałem się z tym miastem. Teraz Kraków nie jest dla mnie punktem odniesienia.

W Bostonie mieszkałem za krótko, znam Dorchester Avenue, parę ulic w centrum, księgarnie na Harvardzie i panoramę miasta. Kiedy jechałem przez Stany, planowałem tam zajrzeć, czego nie zrobiłem. To już o czymś świadczy. Poza tym żyłem tam dekadę temu. Odmieniła mi się dusza. W moim ciele nie ma jednej komórki z tamtego okresu.

O Kopenhadze nawet nie chce mi się pisać. To jedyne miejsce na świecie, któremu nie zdołałem nawet zajrzeć pod powłokę.

Mieszkam w Warszawie, ale nie jestem z Warszawy, bo nikt nie jest z Warszawy, i nie chodzi mi nawet o to, że prawdziwi Warszawiacy leżą teraz, być może, pod moim blokiem na Mokotowie. To miasto jest niczym więcej jak kotłem na ludzi o odmiennych, wzajemnie sprzecznych celach. Jest narzędziem, nie miejscem, wehikułem, nie domem. Bardzo je kocham, ale nazywajmy rzeczy po imieniu.

Jestem Europejczykiem. Znów – idiotycznie brzmi.

Na swoją małą ojczyznę wybieram Oławę niedaleko Wrocławia. Bywam tam już od dwudziestu lat przynajmniej kilka razy w roku. Żyją tam dobrzy ludzie, moi przyjaciele. Oława jest nieduża i niezbyt atrakcyjna, wolna też od specjalnych tradycji literackich, więc może tam się przydam. Jest kilka miłych knajp. Otworzyli kino i miejscowy browar. Mieli nawet lokalnego mistyka, pana Domańskiego. Maryja Panna przemówiła doń na działce. Naprawdę, niczego więcej nie potrzebuję, więc zwracam się z uprzejmą prośbą do autorów haseł encyklopedycznych i notek na okładkach książek – piszcie, że jestem Oławianinem.