tydzień z głowy (346)
Długi weekend z synem
Z Julkiem jedziemy z Rykusmyku do Oławy, można powiedzieć – przestrzeliliśmy sobie przez Wrocław. Mały wyluzowany, radosny, co cieszy. Bardzo często zamyka się w sobie, w czym widzę przeciwieństwo siebie. Dla małych ludzi tajemnice to amulety. Z nimi czuje się bezpiecznej.
Osiem lat to taki wiek, kiedy już wiemy, jaki malec będzie, gdy dorośnie. Wszystko, co ważne, zostało ujawnione. Jeszcze nie ustaliły się proporcje, mieszają się priorytety, coś urośnie, coś innego znajdzie się w zaniku, niemniej doskonale wyobrażam sobie trzydziestoletniego Julka. To wyobrażenie zatrzymam jednak dla siebie.
Na razie jest mały, skupiony i uśmiechnięty. Nocujemy u dobrych ludzi w Oławie – odległość pomiędzy Warszawą a Rykusmyku bardzo utrudnia spotykanie się u mnie. Jeśli Julek polubił wujka i ciocię, to nie przesadza z wylewnością. Zna umiar, że tak powiem.
Pluskamy się w aquaparku przez bite trzy godziny. Sztuczna rzeka, zjeżdżalnie, fale, brodziki, w sumie to niewiele w tym Wrocławiu mają, ale Julek i tak utrzymuje, że mógłby przyjeżdżać codziennie. Cieszę się, bo wiem, jak sprawić mu radość. Jestem wściekły, gdyż lud napiera – babom obwisłe cyce wypadają z tanich kostiumów kąpielowych, chłopy obwieszone srebrem próbują się na to nie gapić, wszędzie dokazują brzdące, miesza się to razem, odi profanum vulgus.
Idziemy do muzeum, gdyż miecze. Jemy obiad na zewnątrz, gdyż słońce. Jemy żelki, gdyż żelki. Wlokący się autobus złości jego i mnie. Zazdroszczę Julkowi, że ma osiem lat i może pieklić się do woli.
Aby sięgnąć po te wszystkie atrakcje (a także autobus), muszę zwalczyć ogromną przeszkodę, którą jest mój własny syn, oszalały na punkcie Minecrafta, którą to grę nieopatrznie zainstalowałem na swoim komputerze. Julek oddycha Minecraftem. Jego maleńka, niewinna dusza jest kwadratowa. Mówi tylko o Minecrafcie i jestem pewien, że pluskając się w aquaparku, nie porzucił myśli o swoich budowlach. Moje zdanie o grach jest zdaniem człowieka rozsądnego. Wszystko z umiarem. Ale cieszę się, że Julek polubił akurat tę grę. Przecież to zwyczajne klocki, tylko na ekranie. Dla niego, dla młodych, ekran nie jest okienkiem do innego świata, ale logicznym przedłużeniem normalnego.
Przypominam sobie, że w jego wieku byłem taki sam. Nie miałem komputera, nie śnił mi się komputer. Czytałem książki. Nagrywałem własne audycje na magnetofon szpulowy i słuchałem bajek z winyla. Nie chciało mi się wychodzić z domu.
Zastanawiam się, w jaki sposób odkładają się we mnie te spotkania. Jakoś muszą się odkładać. Ale nie wiem jak.
Mamooo, powiedzieć ci coś? Nadstawiam ucha, w końcu siedmiolatek chce się ze mną podzielić czymś istotnym. I zawsze, ale to zawsze dowiaduję się o nowych i ciekawych, ważnych i przejmujących detalach z GRY. Dlatego lubię jak moje dziecko zagra sobie z rana. Inaczej myśli tylko o tym, kiedy już będzie mógł zagrać.
wczoraj postanowił, że będzie grać co drugi dzień. Takie ćwiczenie silnej woli (i chyba Pani ich postraszyła utratą wzroku). nie zgadniecie co zrobił pierwsza rzecz po przyjściu do domu. well. The only thing I can’t resist is temptation, right?
Odpowiedz