Tydzień z głowy (388)

Posted on 22 lutego 2016

Mój komputer

nakedlunch

Kupiłem go jakieś dwa lata temu w Złotych Tarasach. Kierowałem się głównie wagą. Moja toshiba waży kilogram z niewielkim naddatkiem. Wtedy jeszcze mieszkałem w Kopenhadze. Bez przerwy byłem w ruchu. Powrót do Polski nie zmienił intensywności przemieszczania się. Najłatwiej zobaczyć mnie z torbą. Taka sytuacja skłania do eliminowania każdego dekagrama. Kawał chłopa ze mnie, unikam jednak podróżniczego heroizmu.

Po dwóch latach mój komputer ma ekran porysowany w kilku miejscach. Przez środek ekranu idzie szrama szeroka na pół centymetra i długa na dziesięć. Pocieszam się faktem, że widać ją tylko wtedy, gdy ekran jest zgaszony.

Prócz tego klawisz z literką „e” wypadł i zaginął. Lewy róg obok ekranu jest obtłuczony. Lewy przy klawiaturze wygląda jeszcze gorzej. Co gorsza, backspace niebezpiecznie się chwieje. Pisząc te słowa, uważam nad każdym, żeby nie musieć niczego kasować. Na klapce krzyżują się rozliczne rysy.

Pomimo tych uszkodzeń komputer służy mi doskonale. Zepsuł się tylko dwukrotnie. Za każdym razem chodziło o wiatraczek. Kiedyś miałem specjalny pokrowiec, ale już zginął. Gdy wyjeżdżam, pakuję komputer w koszulkę. To dobre rozwiązanie, bo jej kawałek mogę wsadzić pomiędzy ekran i klawiaturę. Może dzięki temu zniszczy się mniej?

W kawiarniach obserwuję ludzi z komputerami, które wyglądają jak nowe. Przyszło mi nawet do głowy, że może powinienem już kupić sobie jakiś inny. To frajda mieć lepszy komputer. Znalazłem nawet taki, który dobrze by mi służył. Ale nie. Będę pisał dalej na starym. Bardzo go lubię. Wymienię, gdy przestanie działać, nie wcześniej.

Komputer to moje narzędzie pracy. A najlepsze narzędzia są wysłużone. Przypominam sobie stół mojego ojca, na którym ciął kartony i listwy potrzebne do zrobienia obrazów. Blat jest dziurawy, jakby ktoś go dłutem dziabał, poplamiony klejem i farbami. Ciągle ma się dobrze, ten stół. Czasem przy nim siadam.

Weźmy narzędzia w rodzaju młotka czy śrubokrętu. W naszym warsztacie, w Bostonie, mieliśmy tego całe skrzynie. Szybko się zorientowałem, że należy brać te posklejane, wygięte i poplamione. Lepiej służyły. Wysłużona rączka lepiej leży w dłoni. Z komputerami też tak jest.

Zresztą powieść i tak piszę w zeszycie.