tydzień z głowy (387)

Posted on 14 lutego 2016

Dwaj milicjanci

grob

Moja babcia leży pochowana na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Żałuję, że tak rzadko odwiedzałem ją w ostatnich latach przed śmiercią. Do niedawna również z odwiedzinami pośmiertnymi było nie najlepiej.

Wujek koleżanki leży nieopodal, na cmentarzu wojskowym. Zagadałem do niej i jakoś od wakacji chodzimy na groby wspólnie, do mojej babci i mojego wujka. Zamiatamy, przecieramy attyki, palimy świeczki i tak dalej. Na wiosnę zrobimy porządniejszy lifting tych dwóch grobów i będzie bardzo dobrze. Uważam, że powinniśmy pamiętać o zmarłych, jako nasi praojcowie.

Podczas pierwszej wizyty kupiliśmy zbyt wiele wkładów do zniczy. Zostały dwa. Postanowiliśmy je zapalić na jakichś zapuszczonych grobach. O takie akurat nietrudno. Znaleźliśmy dwa, pierwsze lepsze. Ja zapaliłem na jednym, koleżanka na drugim. Dopiero potem zobaczyliśmy, do kogo należą te groby.

Pan Józef i pan Paweł byli milicjantami. Napisy na zniszczonych attykach informują, że każdy zginął na posterunku, odpowiednio w 1945 i 1946 roku. Tak niewiele informacji, a chyba wiem o tych panach wszystko.

Nie jestem prędki w ocenianiu innych, ale dopuszczam możliwość, że pan Józef i pan Paweł to były tęgie skurwysyny. Wydaje mi się po prostu, że jeśli ktoś natychmiast po wojnie został milicjantem, to raczej nie był dobrym człowiekiem. Wiem, co wyrabiali, co robili ludziom tacy milicjanci. Oblewali lodowatą wodą, łamali palce, wpychali nogę od krzesła w dupę i tak dalej. W końcu ktoś ich kropnął. Może leśni, może ktoś inny.

Próbowałem dowiedzieć się czegoś o tych facetach, ale bez skutku. To szeregowe psy. Zostały po nich połamane nagrobki, nic więcej. Dobrze.

Od tego letniego dnia razem z koleżanką zachodzimy także do pana Pawła i pana Józefa. Zapalamy po świeczce i mówimy o nich „nasi milicjanci”. Dziś też tak zrobiliśmy. Można zapytać, dlaczego akurat im? Zdecydował przypadek, ale dlaczego się tego trzymam? Czemu nie pójdę na grób kogoś porządnego? Nie sądzę, abym musiał. Znajduję przyjemność w upominaniu się o tych, o których nikt się nie upomni. Mam swoje podejrzenia odnośnie do tych dwóch panów. Pewno nie podałbym ręki żadnemu z nich. Może nawet zasłużyli na los, który ich spotkał, ale tego do końca nie wiem. Wiem co innego.

Każdy człowiek, skurwysyn albo nie, zasłużył na świeczkę.