Tydzień z głowy (398)
W światło
Z ciemności nie da się wyjść, gdy człowiek pragnie tego wyjścia. Przynajmniej mnie to się nie udało. Mrok jest zresztą w jakiś sposób przyjemny. To dom o czarnych ścianach, ale jednak dom. Muzyka wszechświata najmilej gra niewidomym.
To kwestia przyzwyczajenia i nauki reguł świata, w którym oczy tylko przeszkadzają. Znałem zwyczaje generowane przez smutek i bawiłem się poczuciem beznadziei, nawet jeśli życie nie bywało smutne i beznadziejne.
Raz poszedłem do psychiatry, na czyjąś wyraźną prośbę, ale też przejęty narastającymi problemami ze snem. Odmówiłem prochów (ręka doktorka od głowy nieodmiennie ciąży ku receptom) i dowiedziałem się, że mam subdepresję. Taką depresję, tylko malutką. Kurwa mać, to ja już nawet normalnej deprechy nie mogę dostać, tylko taką niedorozwiniętą, niedorobioną? Potem pomyślałem jednak, że są ludzie, którzy zmagają się z dramatami większymi niż ja, syty pisarz przed czterdziestką.
Znalazłem w sobie jakąś gotowość na zmianę. Nie była ona specjalnie uświadomiona, niemniej czułem jej obecność, czułem, że jeśli zdarzy się coś dobrego, znajdę w sobie odpowiedź. Przyjmowanie rzeczy dobrych to trudna sprawa, przynajmniej w moim przypadku.
Niewiele pomogła ta cała gotowość. Nieoczekiwanie, błądząc po ciemnych korytarzach, wygramoliłem się na światło (ewentualnie ciemność znudziła się takim patafianem jak ja i wypluła mnie ze swych trzewi). Stanąłem w blasku, nie wiedząc, co i jak. Naprawdę, światło na początku dawało ciepło i nowy rodzaj ślepoty.
Potem przez długie miesiące odzyskiwałem wzrok. Uczyłem się reagowania smutkiem na rzeczy smutne i radością na te sprawy, które winny nieść radość. Poznawałem alfabet świata, po raz pierwszy w swoim życiu. Nie jestem szczęśliwym człowiekiem, bo w tym wieku nikt chyba nie jest, ale znalazłem, mówiąc Arystotelesem, stałą predyspozycję do szczęścia. Gdy zdarza się po temu sposobność, umiem być szczęśliwy. No i jestem, macie państwo, ecce rhinoseros. Ciekawi mnie strasznie, ile to potrwa.
Nie wierzę w zen wyjebki, całą tę autarkię można sobie w dupę wsadzić. Wyszedłem z ciemności także dlatego, że w moim życiu dzieje się wiele dobrych rzeczy. Gdyby działy się złe, w żadnym razie bym się nie wygramolił. Bieda, choroba, bliskość śmierci wpychają z powrotem w ciemność i nie ma na to żadnej rady.
Tylko jedno mąci, drażni: jak teraz pisać, jak teraz pisać?
Obyś Panie Łukaszu nie stal się zwiędła piersia jak Big Cyc. Kiedys „Pieśn o Solidarności”, a potem Makumba. Ale nie – zło za głęboko w Panu siedzi. Nie wyrwiesz korzeni.
Odpowiedz
Szczęściarz mimo wszystko…
Odpowiedz
Może było nadużyć prochów pana Szrinka? Może tam jest podpowiedź…
Odpowiedz
Mam nadzieję, że nie będziesz jak zwiędła pierś. Big Cyc kiedyś był podniecający: „Pieść o Solidarności”, „Nie wierzcie Elektrykom” – w tych i innych piosenkach z tamtego okresy było widać, że ich autorzy bacznie obserwują, są głodni i wkurwieni. Potem zespół w czasach Makumb, Żeniących się rudych – spsiał, że aż żal. Mam nadzieję, że zło i rozpacz pozostaną na zawsze w twoim pisaniu. Nie ma nic gorszego niż literatura od zadowolonych dla zadowolonych. Ja w każdym razie tego nie „zniesę”.
Odpowiedz
Bardzo ciężko mi jest rozdzielić Ciebie-osobę i Ciebie-pisarza. Więc pomimo że to blog osobisty, to jednak czytam bardziej jak dzieło literackie. Z tej racji zamiast jakiegoś ludzkiego odruchu mam pytanie: czytałeś „Marbles: Mania, Depression, Michelangelo, and Me”
(http://www.amazon.com/Marbles-Depression-Michelangelo-Graphic-Memoir/dp/1592407323/). Tak mi się skojarzyło. Książka wciągająca i bardzo ciekawa, jedna z niewielu książek graficznych, z którymi się zetknęłam.
Odpowiedz
Panie Orbitowski…. jak ja się cieszę , że na pańską ” pisaninę” trafiłem . Jestem trochę starszy ale i trochę głupszy. Mam swoją ” ciemność” swój ” mrok” choć trójka dzieci , to też cudzysłów bo jedno pełnoletnie a wybitne. A ja ciągle nastolatek z pociągiem do zabawy, a i mrok mnie korci , podnieca , fascynuje.Uważam , że powinienem mieć teraz 20 lat i czystą kartę . Czy ja mam subdepresję? A pragnąłbym prawdziwej depresjiiii abym mógł się usprawiedliwić ze wszelakich błędów i porażek życiowych. Nawet z tego ,że mnie ciągnie do wody ognistej a nawet przeognistej.
Odpowiedz
Piszę jeszcze raz … ku …… mać . Ta technologia mnie kiedyś wykończy, zabije ? Nic to . Panie Orbitowski jak ja się cieszę , że na pana trafiłem . Nie cztyałem pańskiej prozy , czyli ignorant jestem. Nie bój ,coś przeczytam. Tej Twojej „pisaniny”, panie to fanem jestem.Trafiłem przez Szczepana Twardocha . Choć nazwisko i opis twórczości przybliżył w Trójce pan Nogaś. K.,.,..a ją też mam swą ciemność , swój mrok , mimo czterdziestki i trójki dzieci. Wspaniałych, nadmienić pragnę . Jedna już dorosła, mogłaby tatę w wielu kwestiach pouczać. Ja..w głowie dwudziestolatek z czystą kartą. Czy ja mam subdepresję , czy kryzys wieku średniego? Czy potrzebuję terapeuty, taaabbbbllleeeeeteeeek? Czy mi to przejdzie?
Odpowiedz
Skaranie boskie z tymi pisarzami…
Odpowiedz
Odpowiedz nasuwa się sama, optymistycznie, z optymistycznym akcentem, optymistycznym przesłaniem :))
Odpowiedz
Deprecha, depresja, depresjunia. Chyba za często szturchał Pan tą ciemność w swoich książkach i dlatego się Panem zainteresowała
Odpowiedz
Ciemność nie dość, że często staje się pewnego rodzaju (jakkolwiek paradoksalnie to brzmi) schronieniem – upojeniem wręcz – to jeszcze jest twórcza. Najlepsze słowa wyrzucam z siebie, kiedy jest ciemno, brudno, pusto i smutno. Mój egzystencjalny paradoks, który kocham i nienawidzę zarazem; za którym tęsknie, kiedy go nie ma, i którego próbuję się pozbyć, kiedy mam go w nadmiarze.
Teraz jest ciemno. Jutro na pewno nie będzie jasno. Pojutrze, ta sama sytuacja; ale może znowu przyjdą takie dni, kiedy ktoś skieruje (albo raczej sama to zrobię) tę lampę w moją stronę i znów będzie… jasno.
Wtedy słowa nie będą przychodzić już tak łatwo. Światło mnie oślepia, nie potrafię przy nim pisać; pisać sobą.
Zawsze powtarzam sobie: Cierpienie uszlachetnia.
I dochodzę do wniosku, że lubię cierpieć.
Odpowiedz
Fajny z Ciebie gość:):):):) a szczególnie na wizji:):):) w TVP Kultura….Love it:)
Odpowiedz
Predyspozycja do szczęścia to dobra rzecz. Łatwiej zajrzeć w ciemność, niż wyjść z niej na światło. Lepiej stać na plaży i móc w dowolnym momencie wskoczyć do rzeki czy morza, niż obijać się o rzeczne czy morskie dno.
Odpowiedz