Tydzień z głowy (398)

Posted on 2 maja 2016

W światło

light

Z ciemności nie da się wyjść, gdy człowiek pragnie tego wyjścia. Przynajmniej mnie to się nie udało. Mrok jest zresztą w jakiś sposób przyjemny. To dom o czarnych ścianach, ale jednak dom. Muzyka wszechświata najmilej gra niewidomym.

To kwestia przyzwyczajenia i nauki reguł świata, w którym oczy tylko przeszkadzają. Znałem zwyczaje generowane przez smutek i bawiłem się poczuciem beznadziei, nawet jeśli życie nie bywało smutne i beznadziejne.

Raz poszedłem do psychiatry, na czyjąś wyraźną prośbę, ale też przejęty narastającymi problemami ze snem. Odmówiłem prochów (ręka doktorka od głowy nieodmiennie ciąży ku receptom) i dowiedziałem się, że mam subdepresję. Taką depresję, tylko malutką. Kurwa mać, to ja już nawet normalnej deprechy nie mogę dostać, tylko taką niedorozwiniętą, niedorobioną? Potem pomyślałem jednak, że są ludzie, którzy zmagają się z dramatami większymi niż ja, syty pisarz przed czterdziestką.

Znalazłem w sobie jakąś gotowość na zmianę. Nie była ona specjalnie uświadomiona, niemniej czułem jej obecność, czułem, że jeśli zdarzy się coś dobrego, znajdę w sobie odpowiedź. Przyjmowanie rzeczy dobrych to trudna sprawa, przynajmniej w moim przypadku.

Niewiele pomogła ta cała gotowość. Nieoczekiwanie, błądząc po ciemnych korytarzach, wygramoliłem się na światło (ewentualnie ciemność znudziła się takim patafianem jak ja i wypluła mnie ze swych trzewi). Stanąłem w blasku, nie wiedząc, co i jak. Naprawdę, światło na początku dawało ciepło i nowy rodzaj ślepoty.

Potem przez długie miesiące odzyskiwałem wzrok. Uczyłem się reagowania smutkiem na rzeczy smutne i radością na te sprawy, które winny nieść radość. Poznawałem alfabet świata, po raz pierwszy w swoim życiu. Nie jestem szczęśliwym człowiekiem, bo w tym wieku nikt chyba nie jest, ale znalazłem, mówiąc Arystotelesem, stałą predyspozycję do szczęścia. Gdy zdarza się po temu sposobność, umiem być szczęśliwy. No i jestem, macie państwo, ecce rhinoseros. Ciekawi mnie strasznie, ile to potrwa.

Nie wierzę w zen wyjebki, całą tę autarkię można sobie w dupę wsadzić. Wyszedłem z ciemności także dlatego, że w moim życiu dzieje się wiele dobrych rzeczy. Gdyby działy się złe, w żadnym razie bym się nie wygramolił. Bieda, choroba, bliskość śmierci wpychają z powrotem w ciemność i nie ma na to żadnej rady.

Tylko jedno mąci, drażni: jak teraz pisać, jak teraz pisać?