Tydzień z głowy (417)
O konwentach
Wracam sobie pociągiem z zielonogórskich Bachanaliów Fantastycznych i wspominam przemiłe popołudnie w tym uroczym mieście. Spotkałem wielu starych znajomych, przybijałem piątki i plotłem dyrdymały, popijając dobre, bajecznie tanie piwko. Poranek był jednak ciężki, tym bardziej że musiałem wracać. Robota wzywa.
To wydarzenie przypomniało mi, jak ważną rolę pełniły konwenty w moim przejebanym życiu. Był czas, gdy zaliczałem i po osiem rocznie. Środowisko fantastów było drugą – po metalowcach – społecznością, którą zasiliłem. Poznałem ludzi, którzy zostali moimi przyjaciółmi, i kobietę, która była dla mnie dobra przez bardzo długi czas.
Mam mnóstwo zabawnych historii, na przykład o taką, z wrocławskiej Leśnicy. Impreza miała miejsce na zamku, spotkanie ze mną wyznaczono bodaj na dwudziestą. Ponieważ byłem dużo, dużo młodszy, nawaliłem się jak szpak, po czym zionąc wódą, krokiem radośnie chwiejnym ruszyłem ku czytelnikom. Niestety, drogę zastąpił mi ochroniarz i rzekł, że nie może mnie wpuścić. Był miły, lecz nieustępliwy. Użyłem argumentu z grupy ostatecznych: „Przecież ja jestem na plakacie!”. A on odparł, wzdychając: „Proszę mnie zrozumieć, tam są dzieci”.
Pogodzenie się z porażką nawet nie przyszło mi do głowy. Obszedłem zameczek dookoła, sforsowałem mur i tak dotarłem na spotkanie z sobą samym. Następnego dnia poszedłem po własnych śladach. Do tej pory nie mam pojęcia, jakim cudem zdołałem przejść przez ten mur. Ma, lekko licząc, trzy metry wysokości.
Później przestałem jeździć, trochę z powodów osobistych, a bardziej ze względu na umacniające się przekonanie, że moja rola jako twórcy fantastyki dobiegła końca. W „Szczęśliwej ziemi” zawarłem wszystko, co zawsze chciałem powiedzieć, używając języka fantastyki. Nic więcej nie umiem i wątpię, bym zdołał się nauczyć. Przerwanie konwentowania uznałem za konieczność w tych okolicznościach.
Nie ma środowiska i tematu, któremu bym zawdzięczał więcej niż fantastom i fantastyce. To przekonanie umocniło zresztą moją decyzję o porzuceniu literatury tego gatunku. Pięknie bym się jej odwdzięczył, klepiąc tekściki wbrew sobie! Ludzi ani myślę się wyrzec, lecz znów – moje życie się zmienia, dochodzą nowe obowiązki.
Dlatego będę jeździł na jeden konwent w roku. Nie więcej, ale też nie mniej.