tydzień z głowy (418)
O nowych i starych przyjaciołach
Największym szczęściem mojego życia są ludzie. Zastanawiam się czasem jakim cudem doszło do tego, że mam wokół siebie tak wiele dobrych, życzliwych mi osób. Mowa o ludziach, którzy dla mnie kradli, pożyczali pieniądze, załatwiali robotę, dawali dach nad głową. Mówiąc górnolotnie, gdybym w tej chwili stracił wszystko co mam – pisarstwo, program w telewizji, zdrowie, pieniądze – wciąż byłbym bogatym człowiekiem.
Przyjaciele to bracia w pogańskim sensie terminu, druhowie, towarzysze, członkowie drużyny. Ktoś niedawno zwrócił mi uwagę na językowe znaczenie terminu. Przyjaciel to ktoś przy jaźni, osobnik nieustannie przebywający w bezpośrednim sąsiedztwie duszy, z tą duszą złączony. Innymi słowy, z przyjacielem nie zawsze odpierdalam rzeczy koleżeńskie. Nie musimy chodzić na piwo co weekend. Niekiedy starcza jedno spotkanie w roku. Ale codziennie, przed zaśnięciem, dyskutuję w głowie z moimi przyjaciółmi.
Istnieje jednak jeden, bardzo szczególny rodzaj przyjaciela, a mianowicie były przyjaciel. To człowiek z którym przyjaźniłem się kiedyś, a teraz, powiedzmy, już się nie przyjaźnię. Koniec przyjaźni nie zawsze następuje w wyniku konfliktu. Najczęściej dzieje się inaczej. Coś po prostu ulega wypaleniu. Zmienia się życie jego albo moje, przestaje nam być po drodze i cześć.
Co wtedy zostaje? Po pierwsze, poczucie lojalności, powidok przyjaźni. Nie zdradzam sekretów byłego przyjaciela i pomagam jeśli się dowiem, że wylądował w tarapatach. Nie dzwonię jednak z życzeniami świątecznymi i nie piszę „no co tam” na messengerze.
Przyjaźń która przeminęła pozostaje ważną przyjaźnią. Przeszedłem z kimś kawałek drogi, która doprowadziła mnie do miejsca w którym jestem. Taka osoba nie powinna zostać zapomniana. Rozmowy i hece, które przeżyliśmy wspólnie wciąż mają ogromne znaczenie, którego ani myślę przekreślać. Dlatego ciepło myślę o byłych przyjaciołach i życzę im jak najlepiej. Fajna przyjaźń była – to za mało powiedzieć.
Były przyjaciel jest ciągle przyjacielem.