Tydzień z głowy (414-415)

O mojej runie

20160902_080833

Czwartkowy wieczór spędzam z bandą ludzi mądrych i dobrych, do tego zamieszkujących piękne wnętrza. Mowa o starej kamienicy przesyconej duchem nieżyjącej już gospodyni, o starych meblach i półkach pełnych książek, z którymi kontrastują gołe baby powieszone w kuchni i Chrystus w rękawicach bokserskich ustawiony gdzieś w kącie. Towarzystwo hołduje najlepszym tradycjom polskiego punka. Pijemy wódkę i wpieprzamy czipsy, przerzucając się bon motami ze znanych literatów.

W pewnej chwili – gdy mam już trochę w czubie – gospodyni zaczyna opowiadać o swoich fascynacjach ezoteryką. Zainteresowania mamy raczej podobne, jak i zbliżony pogląd na istotę rzeczy. Rozmawiamy o tarocie i tym, do czego może służyć. Gospodyni, najwyraźniej rozradowana spotkaniem bratniej duszy, mówi mi o swoich runach wróżebnych. Przyznaję, że nigdy o czymś takim nie słyszałem.

Runy rzeczywiście są bardzo ładne, precyzyjnie wyryte na gładkich kamyczkach. To prezent od ukochanego. Mam wybrać trzy, na ślepo, co czynię, rozważając, jak bardzo ów ukochany musiał się narypać nad tym podarkiem. I już. Gospodyni odczytuje runy (według nich jestem pewnym siebie, mocno osadzonym w rzeczywistości facetem z pewnymi ciągotami do fantazjowania. Kto by pomyślał?) i proponuje, że ułoży trzy w jedną, taką superrunę, mój własny symbol, który będę mógł sobie wytatuować czy coś.

Niebawem rysunek jest gotowy. Siedzę przy stoliku, jem czipsy, piję tę wódkę i gapię się na swoją własną, prywatną runę Jest całkiem w porządku, tylko czegoś mi brakuje. Czego? Nie wiem za cholerę. Wkręciłem się w tę zabawę i naprawdę zaczęło mi zależeć. Pomysł posiadana superruny był naprawdę fantastyczny, tylko to nie była moja runa. Nie czułem z nią żadnego związku. Ezoteryka stanowi w moim życiu przyjemną ornamentykę, nic więcej. Niemniej, byłoby nie od parady, gdyby superruna mi odpowiadała, gdybym czuł z nią jakiś związek.

Olśnienie przychodzi nagle. Porywam flamaster, pytam gospodynię, czy mi wolno, i nanoszę dwie krótkie, pionowe kreski w odpowiednie miejsca superruny, co diametralnie zmienia jej charakter i przydaje uroku. Wszystko natychmiast zaczyna się zgadzać, wiem już, że z runą jesteśmy sobie przypisani jak matka i córka, jak kordelas ze szkorbutem. Takie akty magiczne to ja rozumiem.

A potem zalałem i siebie, i runę.