Tydzień z głowy (39)
39
Pamiętam, jak byłem bardzo młody, wydawało mi się, że życie jest nieskończone. Perspektywa sześćdziesięciu lat oznacza tyle co wieczność. Wszystko możesz zrobić. To jak podróż Santa Marią do Indii.
Teraz wiem – mam nadzieję – że mam przed sobą kawał życia, lecz perspektywa uległa zmianie. Zdołam napisać dziesięć, może piętnaście książek i tyle, po Łukaszku. To dobra perspektywa, narzuca reżim, uczy oddzielania rzeczy ważnych od nieważnych, wiem też, że książki wcale nie są najważniejsze.
Jeszcze niedawno tak właśnie sądziłem. Wszystko dla książek. Chciałem być największym pisarzem w Polce. Cóż za niedorzeczna ambicja!
Wrzuciłem na luz, bo osiągnąłem to, co zawsze próbowałem. „Inna dusza” odniosła ogromny sukces, w skutek czego znienawidziłem ją szczerze. Nie chce mi się o niej gadać. Zapomniałem o Jędrku, Bydgoszczy, morderstwach i latach dziewięćdziesiątych. Piszę nową książkę, w której nie będzie żadnych morderstw, duchów czy innych oniryzmów i o niej właśnie myślę.
Dostąpiłem artystycznego i społecznego wyniesienia. Dawali nagrody, wybierali do składów jurorskich i klepali po plecach. Mój portfel spuchł od tego wszystkiego, ale dusza, mam nadzieję, pozostała nie zmieniona. Cały establishment mam głęboko w dupie, nie chcę być częścią elit, pierdolę bywanie na salonach. Jestem apostołem pracy, odpowiedzialności za bliskich i dobrej zabawy. Pogodziłem się ze sobą i światem.
Z wszystkich wydarzeń ostatniego roku największą niespodzianką są „Dezerterzy”, mój maleńki program autorski. Nie chodzi o fakt występowania w telewizji, bo to umiarkowanie mnie kręci. W wieku trzydziestu dziewięciu lat okazało się, że coś umiem, że jestem dobry w czymś jeszcze. Jak wielu może to o sobie powiedzieć?
Nie chcę być młodszy i za niczym nie tęsknię. Byłem koszmarnym dwudziestolatkiem, trzydziestolatek chyba był jeszcze gorszy. Cieszę się z tych trzydziestu dziewięciu lat. Wiem co jest grane, co mogę, a czego nie. Moje lata są ograniczone, siły – jeszcze nie.
Żyję w skłóconym kraju, który zmaga się z biedą, tymczasem mam wszystko. Nie chcę też mieć więcej. Wyższe piętra dają trupem. Wiem też, jak ludzie reagują na sukces. Ponoć tam, na szczycie każdy jest samotny. Ja mam poczucie, że mam wokół siebie więcej bliskich, że jestem bardziej kochany niż kiedykolwiek wcześniej.
Wyczuwam spełnienie i odzyskanie spokoju wewnętrznego :). Szybko zdemaskował Pan iluzję szczęścia – sławę i bycie celebrytą :). Też o tym marzyłam będąc początkującą tancerką. Teraz ta potrzeba kompletnie zanikła, „wyzdrowiałam” z chęci zaistnienia i bycia popularną. Wystarczy robić to, do czego jesteśmy przeznaczeni i dzielić się tym dziełem z innymi
Odpowiedz