tydzień z głowy (447)
O czytaniu
Często słyszę od ludzi, że chcieliby czytać książki, tylko nie mają czasu. W ich mowie brzęczy wstyd przemieszany z dumą. Głupio im, że nie czytają, a jednocześnie chełpią się swoim bujnym życiem. Tyle w nim się dzieje, że nie ma jak czytać.
Na szczęście nie ma przymusu czytania, czytać po prostu nie trzeba. Dziewięćdziesiąt procent tego, co zalega w księgarniach, to nie są prawdziwe książki. Mało tego, dziewięćdziesiąt procent ludzi mieniących się w Polsce pisarzami nigdy nie napisało prawdziwej książki. Jeśli mam przeczytać coś, co tylko udaje książkę, wolę obejrzeć film albo pocisnąć na konsolce. Dobra gra jest więcej warta niż zła książka.
Kiedyś czytałem bardzo dużo. W podstawówce, w liceum i na studiach przerabiałem jakieś dziesięć tytułów miesięcznie, co daje stówę z okładem w skali roku. Nie zawsze trafiałem dobrze, najczęściej nie. O moim ukochanym autorze z młodości, Stephenie Kingu, mogę powiedzieć wiele złego. Pisywał książki przegadane, efekciarskie, irytujące, momentami po prostu głupie. Przynajmniej były to prawdziwe książki. Średniej jakości, ale jednak.
Potem odkryłem, że istnieją rzeczy ciekawsze od książek, na przykład życie. Lepiej jest żyć niż czytać. Powszechna dostępność dóbr, które wcześniej miałem za luksusowe – filmów, gier i Jacka Danielsa – sprawiła, że spadłem do książki tygodniowo. Potem było jeszcze gorzej.
Dziś żyję na dwa miasta, a dziecko mam w trzecim, piszę własną książkę, przygotowuję kolejne odcinki „Dezerterów”, staram się nie zaniedbywać przyjaciół i rodziny, a i „Nioh” przecież sam się nie przejdzie. Zapierdalam od rana do nocy, znajdując w tym potępieńczą radość. Mógłbym powiedzieć, że na czytanie brakuje mi czasu. Otóż nie.
Metoda czytelnicza jest prosta, do tego daję ją Państwu całkiem za darmo. Zapraszam wręcz, abyście korzystali. Późnym wieczorem kładę się do łóżka i otwieram dwie rzeczy naraz, książkę oraz piwo. Piwo ma być tylko jedno, ale za to dobre (polecam bieszczadzki browar Ursa Maior, na ten przykład), biorę łyka i zabieram się do lektury.
Jeśli książka jest dobra, piję piwo powoli, ponieważ chcę czytać dłużej. Jeśli mnie nudzi, dosłownie zalewam sobie gardziel browarem, żeby mieć już za sobą to nieprzyjemne doświadczenie czytelnicze. Gdy w butelce zaświta dno, zamykam książkę choćby i na przedostatniej stronie i idę spać. Istnieje wiele rzeczy ważniejszych od książek. Piwo z pewnością się do nich zalicza. Jestem pisarzem, więc mam rację.
„I’m a writer so I’m right.” Dobre!
Panie Łukaszu,
Określenie „idę sprać” to pomyłka czy też czynność, której jeszcze nie udało mi się poznać?
Odpowiedz
Uwielbiam Pana! Praktycznie każdy wpis z tego bloga wywołuje uśmiech na mojej twarzy (tak,wiem, że nie wszystkie wpisy mają być zabawne, ale zwyczajnie tak na mnie działaja).właśnie czytając ostatnie zdanie parsknelam że śmiechu w tramwaju.pozdrawiam
Odpowiedz
Czy mógłby Pan, na przykład w jednym z kolejnych TZG, rozwinąć temat prawdziwych i nieprawdziwych książek?
Odpowiedz
Co za głupie porównanie. Dobra rzecz zawsze jest lepsza niż zła. Poza ekstremami. Lepiej porównywać dobrą grę i dobrą książkę. Co wtedy? Wybierz jedno. Podpowiedź: odpowiedź zależy od preferencji własnych!
Odpowiedz
Dziesięć tytułów tygodniowo… Metoda „czytam, dopóki nie skończy się alkohol” powstała w czasie studiów, jak mniemam?
Odpowiedz
Po co blogi genialnemu polskiemu obserwatorowi dusz…
Odpowiedz
Kluczem do sukcesu jest nieposiadanie telewizora ale to juz jest kwestia wyboru..
Odpowiedz