Tydzień z głowy (461)
O kongresie literackim
Tego lata do trzygwiazdkowego ośrodka położonego nad sztucznym zalewem w Kutasinie Górnej zjechali literaturoznawcy, profesorowie polonistyki, eseiści i krytycy literaccy. Przybyli wszyscy, świadomi wagi rozmowy, która się odbędzie.
Ponieważ zostało sporo miejsc, dokwaterowano co bardziej prominentnych recenzentów, po trzech na pokój. Każdy otrzymał śniadanie, leżak na plaży oraz voucher na masaż.
W samo południe to szacowne grono zasiadło w sali konferencyjnej mieszczącej pół tysiąca publiczności. W toku gorącej, lecz kompetentnej dyskusji znaleziono odpowiedzi na wszystkie nierozstrzygnięte dotąd spory i zagadnienia. Wymieniono istotne trendy w polskiej literaturze współczesnej, a następnie podsunięto pisarzom zagadnienia, których podjęcie będzie zaszczytnym obowiązkiem. Wyznaczono kierunki rozwoju poezji, prozy i eseistyki na następne dekady oraz ustalono ze stuprocentową pewnością, kiedy ukaże się powieść totalna, na którą wszyscy czekają od trzydziestu lat, jeśli nie lepiej. Ujawniono też nazwisko autora tego wyjątkowego arcydzieła.
Ponieważ zostało jeszcze trochę czasu, prelegenci w sposób jasny i niebudzący wątpliwości określili, jaką postawę winien przyjąć autor wobec zagadnień społecznych i perturbacji politycznych. Dzięki temu każdy literat może żyć i tworzyć bez żadnych aksjologicznych wątpliwości.
Tego dnia w Kutasinie Górnej zabrzmiało jeszcze wiele innych rewelacji. Świat nie dowie się o żadnej z nich, albowiem na kongres, prócz prelegentów, nikt nie przyszedł.
W kontekście Kutasiny Górnej pierwsza przychodzi jej na myśl pretensjonalność i poczucie niewystarczających chęci i kompetencji do zadumanego potakiwania. Na konferencjach wśród mądrych głów nie czuje się dobrze, bo z kijem w dupie nikt normalny dobrze się nie czuje.
Ale tego dnia, ze względu na profesora Orangutana, zaryzykowała. Mimo palącego zawstydzenia weszła sama do sali mieszczącej pół tysiąca ludzi. Dyskomfort jej, mądrych głów i recenzentów wyczuwała w powietrzu i w klatce piersiowej, co wzmacniało odpytywanie prelegentów przypominające egzamin przed, bądź co bądź, skromną komisją.
Do mikrofonu padło dużo sensownych słów i sporo irytujących mlasków. Usłyszała odpowiedzi na wszystkie nierozstrzygnięte dotąd spory i zagadnienia. Wymieniono istotne trendy w polskiej literaturze współczesnej, wyznaczono kierunki rozwoju poezji, prozy i eseistyki na następne dekady oraz ustalono ze stuprocentową pewnością, kiedy ukaże się powieść totalna, na którą, jak usłyszała, powinna czekać.
Konferencyjna powierzchowność podszyta była jednak zupełnie niespodziewanymi odczuciami. Oto mądre głowy mówiły jakby tylko do niej, czasem patrząc jej w oczy. Oto czuła się coraz swobodniej, jak po dwóch piwach w nowo poznanymi osobami. Oto spontanicznie się uśmiechała na niektóre stwierdzenia i riposty.
I chociaż trzech stron jej notatek świat nigdy nie pozna, to dla niej będą ważną pamiątka tego, co się wtedy urodziło w jej głowie. Wyszła stamtąd z trzydziestoletnim sercem bijącym w nastoletnim rytmie entuzjazmu i może nawet naiwności.
Dla niej było warto.
Odpowiedz