Tydzień z głowy (483)
O rycerzu i o smoku
Rycerz mieszkał w mieście, naprzeciwko kowala. Kowal miał żonę i szóstkę dzieci, zaś rycerz był samotny. Smok mieszkał w jaskini na szczycie góry i nie potrzebował żadnego towarzystwa. Górę i miasto dzieliła rzeka.
Rycerz długo szykował swoją zbroję i ostrzył oręż, korzystając z warsztatu kowala. Trwało to do nocy. Miasto było ciemne i ciche. Tylko na podworcu dało się zauważyć mocną, przygarbioną sylwetkę szlifującą miecz w czerwonym blasku iskier. W tym samym czasie smok trwał pogrążony w śnie bez snów, czarny jak węgiel i rozgrzany od środka.
Drugiego dnia rycerz wziął udział w uczcie, urządzonej ku czci swojego imienia. Wznosił kielichy, opróżniał półmiski a na sam koniec powiódł najpiękniejsze dziewczęta do komnat udostępnionych przez księcia na tę właśnie okoliczność. Smok w tym czasie obrócił się na stosie klejnotów i kości, odsłaniając biały, guzowaty brzuch.
Trzeci dzień rycerz spędził w kaplicy, otoczony przez zeschłe relikwie błogosławionych i świętych. Na sobie miał tylko habit przepasany sznurem, a jego głęboki oddech niósł się echem po wąskich uliczkach miasta. Nawet kowal usiadł gwałtownie na łóżku, wytrącony ze snu, jakby przeczuwał, że tej nocy ważą się sprawy tego i tamtego świata. Smok wczepił pazury w zrabowane skarby i zachrapał.
O świcie rycerz osiodłał chabetę, przypasał miecz, założył hełm i ścisnął kopię w mocarnych palcach. Odprowadzany przez mieszczan (w tym kowala, jego żonę i szcześcioro dzieci) przekroczył rzekę i ruszył dalej, już samotnie, ku górze, na spotkanie swojego przeznaczenia. Bez lęku w sercu dodarł do jaskini. Uderzył kopią w tarczę, wzywając smoka do pojedynku.
Smok posłyszał chrzest stali za którymś wołaniem. Otworzył jedno oko i splunął ogniem, spalając rycerza (i jego konia) na popiół. Tylko zbroja, rozgrzana do czerwoności potoczyła się po zboczu, by z sykiem zatonąć w rzece. W tej samej chwili kowal podniósł guzowaty łeb, obrócił przekrwione oczy ku wodzie i rzekł do żony:
– Patrzaj babo, zaś dym z rzeki idzie.
Musiał to być rycerz – falsyfikat.
Odpowiedz
Super partia
Odpowiedz
Ale po co rycerz pchał się za rzekę? Przecie smok sam w sobie atrakcję był. Jeszcze taki chultajowaty…
Odpowiedz
Jeśli dziewczęta były piękne, a modlitwy szczere to rycerz odszedł jako człowiek spełniony. Wiedział, że smoka nie pokona, ale przynajmniej stanął naprzeciw nestii. Iluż to rycerzy ruszyło walczyć ze smokiem, a kres drogi znaleźli w rwących nurtach rzeki…
Odpowiedz
jak pojdziesz w prawo to usieczesz smoka, uwolnisz ksiezniczke, u. a jak pojdziesz w lewo to. nie idz w lewo bo cie pojebie.
Odpowiedz