tydzień z głowy (489)

Posted on 5 lutego 2018

O odtrącaniu

 sumatran-rhino-2

Przeraża mnie moja zdolność od odtrącania ludzi. Mowa o kończeniu znajomości, które trwały lata, nieraz dziesięciolecia i nieraz stanowiły o treści życia. Były tym, co w życiu najpiękniejsze i najbardziej bolesne.

Mój ojciec też miał tę umiejętność. Przerażała mnie ona, widziałem w niej coś nieludzkiego, bo najbardziej na świecie chciałem żeby było dobrze i żeby jeszcze kochali mnie wszyscy.

Teraz rozumiem ojca. Wiem, że nigdy nie będzie dobrze. Chcę, aby kochali mnie nieliczni.

Kobiety, przyjaciele, ludzie najbliżsi, ludzie z którymi szedłem przez życie i których przecież kochałem zostali gdzieś tam w tyle, nie wiem co robią, jak żyją i czy są szczęśliwi. Niekiedy taka znajomość kończy się w kłótni, w awanturze, czy nawet mordobiciu. Czasem gaśnie jak starzec. Węgle ogniska syczą w deszczu. Przejmują chłód mokrej ziemi.

Nie potrzebuję. Nie tęsknię. Pamiętam i boję się siebie, bo umiem to robić. Umiem przekreślić przyjaźń i zabić tę miłość. Do widzenia.

Rozumiem jednak, że taka jest właśnie cena jakiejkolwiek bliskości. Aby być blisko z ludźmi, muszę umieć ich odtrącać, zawsze z ważnego powodu. Istnieją bliskości długo i krótkodystansowe i biada każdemu, kto się pomyli.

Nie potrzebuję. Nie tęsknię. Pamiętam i pamięć jest ważna. Pamiętam każdą była kobietę i każdego byłego przyjaciela. Kiedyś rozmawiałem z nimi przez długie bezsenne noce. Leżałem w pustym łóżku, a oni szeptali wewnątrz mojej czaszki. Już zamilkli więc i ja ich nie odzywam. Niosę ich w sobie, te ciała pamięci tak jak niesiono martwych świętych ku klasztorom, gdzie czekało miejsce wiecznego spoczynku. Nie kocham tych ludzi. Kocham pamięć o odrzuconych.

Nie chcę wybaczenia. W zamian wybaczę każdemu, kto mnie opuści.