Tydzień z głowy (490)
O zemście
Moje doświadczanie krzywdy jest spokojne i harmonijne. Krzywdziłem i byłem krzywdzony regularnie, mocno, lecz nie straszliwie. Oczywiście krzywdy, które wyrządziłem są większe niż te doświadczone. Ale mam jeszcze trochę życia przed sobą. Może ktoś mnie jeszcze skrzywdzi?
Przyjaciel twierdzi, że każdy człowiek ma swoją porcję zła do wyrządzenia. Zło i idące za nim krzywdy są jak mana w grze o czarodzieju. To określona, policzalna porcja mrocznej siły do rozfukania. Dobrego człowieka poznajesz po tym, że nie czyni więcej zła niż musi. Lubię myśleć w ten sposób, choć wiem, że pogląd mojego przyjaciela nie ma nic wspólnego z prawdą.
To wszystko bardzo mądre i zabawne, ale parę razy rzeczywiście mnie skrzywdzono, a przynajmniej czułem się skrzywdzony. Poważnie, śmiertelnie. Co z tym zrobiłem? Otóż nic. Przyjaciele namawiali mnie do zemsty, ale, mówiąc szczerze, gdyby nie ta gadanina, zemsta nie przyszłaby mi do głowy. Zemstą pogardzał nawet Nietzsche. Zemsta jest niczym więcej jak marnowaniem sił. To ogień, który spala ofiarę zemsty, ale i mściciela.
Potrafię walczyć, umiem wyprowadzać ciosy, a nawet wypowiadać wojnę, niemniej z zemstą u mnie słabo. Próbowałem myśleć o niej w kategoriach wymierzania sprawiedliwości, przywracania równowagi w świecie, odczyniania zła. To bzdura. Nie ma sprawiedliwości ani równowagi. Ludzkie uczynki nie mają znaczenia. Żadne zło nie może zostać odczynione.
Moi wrogowie są głupi, nieraz samotni, najczęściej nikomu niepotrzebni. Na spotkaniach towarzyskich mówią tylko o pieniądzach. Skąd pieniądze. Jak pieniądze. Kiedy będą? Skąd je mamy? Ile tych pieniędzy nam zostało? Życie ich skrzywdziło. Nie musiałem się fatygować.
Przywołuję w pamięci te straszne krzywdy, których doświadczyłem i średnio mi idzie. Mniej więcej wiem kto, jak, w jakim celu, o co chodziło i kiedy to było. Jakbym wspominał dawno oglądany, emocjonujący film. Moje serce pozostaje nieporuszone. Przypuszczalnie, lekko licząc, trzy czwarte krzywd wyleciało mi z głowy. Tak sobie z nimi radzę. Zapominam. Nie wybrałem zapominania. Po prostu tak mam. Nie wybaczam. Po prostu nie umiem sobie przypomnieć, co było do wybaczenia.
Krzywda jest jak rękawiczka zostawiona na poczcie. Zapomniałem o wszystkich moich wrogach. Może to też jakaś zemsta?
Wszystko co robimy zapisano w gwiazdach i to dobre i to mniej. Oby nie utracić równowagi. A Bellatrix świeci jasno każdemu bezzemstnie.
Odpowiedz
I ja mam podobnie. Mało kto rozumie brak chęci do zemsty i „wyrównywania” rachunków. Mi się zawsze to zdawało jedynie energią zmarnowaną na tego, kto został skreślony.
Odpowiedz
Coś w tym jest. Okazuje się że i ja mam podobnie.
Odpowiedz