o „monsters” w nowej fantastyce

[ytorbit]njeofv4dr9Q[/ytorbit]

„Monsters” Garetha Edwardsa to najlepiej wydane 15 000 dolarów na świecie.
Wyobrażam sobie, że w tej chwili otrzymuję sumę, którą widzicie powyżej. Piętnaście tysięcy dolców. Radość mą zapewne szybko zgasiłyby wątpliwości. Co można z taką kwotą uczynić? Zakup samochodu oznacza dodatkowy komplet trosk, oraz zapowiedź wydatków przekraczających darowaną kwotę; zresztą, kiedy był czas na robienie prawka, ja robiłem długi. Remontować mieszkanie mógłbym, gdybym takowe posiadał; zresztą, grzyb, smród i ubóstwo zjadłyby moje dolce, pozostawiając mnie w bolesnym poczuciu utraty. Inwestycja, ale w co? Zgodnie z zasadą zachowania pecha, wrzucenie tej kasy w przemysł zbrojeniowy niezawodnie doprowadziłoby do ustania wszelkich wojen na świecie. Otworzyć zakład pogrzebowy? Wówczas niezawodnie wymyślono by lekarstwo na raka i starość. Natychmiast wprowadzone do obrotu miałoby cenę zupek chińskich. Może więc powinienem pójść za głosem serca i wyżej wymienioną kwotę przepić? Znów: za dużo i za mało. Za dużo, gdyż puszczając kolejne tysiące roztrzaskałbym własne ciało do szczętu przed rzuceniem barmanowi ostatniego centa. Za mało, bo koszta leczenia po takim balowaniu znacznie przekroczyłoby dotychczasowe benefity i musiałbym, z suchą wątrobą w dłoniach, żebrać u niedawnych dobroczyńców o jeszcze.
Co robić? Ano, nakręcić film.

całość w numerze grudniowym