Opona i łyżka w „Nowej Fantastyce”

Posted on 29 kwietnia 2011

Z kolegą, dawno temu, zastanawialiśmy się nad granicami poczucia humoru. Ich bezkres wydaje się pozorny. Istnieją sytuacje, kiedy o wesołość jakby trudniej, zwłaszcza, gdy śmierć puka do drzwi, uprzejmie informując, że tym razem nie zabierze chomika. Wyobrażaliśmy sobie nasze własne zgony w najróżniejszych sytuacjach, docierając w ten sposób do szczytu dowcipności. Jest on wariacją na temat końcówki „Xavrasa Wyżyna”: gdy przed oczyma pęcznieje nam grzyb atomowy, należy odnaleźć najbliższy murek, stanąć przed nim w pozie możliwie najbardziej kretyńskiej, mając nadzieję, że cień, który po sobie zostawimy będzie cholernie śmieszny.
Skoro już wyżyny poczucia humoru określiłem, mogę ujawnić co mnie nie bawi. Mianowicie, śmieszna dziwność filmowa, co, w pierwszej chwili, może wydać się i dziwne i śmieszne. Męczą mnie straszliwie te niskie budżety wytwórni Troma o zabójczych kondomach, toksycznych mścicielach i surfujących nazistach. Różnego rodzaju zabójcze owce i samochody wywołują znużenie i irytację. Rzadko bowiem osobliwy pomysł ulega sensownemu rozwinięciu. Film o zabójczych owcach będzie opowiadał o owcach zabójczych właśnie, wszystko, czego potrzebuję zdradzi mi tytuł, ewentualnie minuta trailera. Niemniej, na „Oponę” Quentina Dupieuxa czekałem z pewną nadzieją, nie tylko ze względu na analno-tarantinowskie skojarzenia imienia i nazwiska reżysera.

(…)

Oponka
[ytorbit]6G5pyFhmAqE[/ytorbit]

Łyżka i to cała. Jeden z najlepszych shortów jakie w życiu widziałem.
[ytorbit]9VDvgL58h_Y[/ytorbit]

całość w numerze majowym.