Tydzień z głowy (480)
O potworze
Nieustannie jestem pytany o ewolucję swojej twórczości. „Nieustannie” odnosi się oczywiście do sytuacji publicznego przepytywania na spotkaniu autorskim albo wywiadu. Pani w sklepie nie zapyta raczej, czemu nie piszę już fantastyki. Kanar w tramwaju chce biletu, a nie nowego horroru sygnowanego moim nazwiskiem. Naprawdę dobrze zrobiłem, zajmując się czymś tak nieważnym i niszowym jak literatura. Mam święty spokój.
Zawsze kochałem potwory i próbowałem pisać właśnie o nich. Miłość do potworów wzięła się z wczesnej nastoletniości, z książek Mastertona i Tolkiena, horrorów na VHS i okładek płyt metalowych. Potem, w późnych latach dwudziestych, kiedy nieco poważniej zaczynałem myśleć o literaturze, zdecydowałem, że będę pisał fantastykę, o potworach właśnie.
Sprawę potraktowałem poważnie. Pisałem przecież dla dorosłych. Chciałem w pierwszym rzędzie, aby każdy mój potwór coś znaczył, no i był naprawdę przerażający. Potwór powinien przerażać, prawda? Zresztą ludzkość wymyślała potwory, aby się ich bać, ale i żeby się od nich uczyć. Sfinks mówi nam o tym, że mądrość pozostaje bezradna wobec ślepego przypadku, a los zwycięzcy i zwyciężonego bywa jednakowy. Winy nie zdołamy ukryć nawet w labiryncie – oto historia Minotaura.
Nakręcałem się tymi opowieściami, próbując stworzyć potwora najstraszliwszego z możliwych. Wydawało mi się, że będzie nim byk ze „Szczęśliwej ziemi”. Padło jednak na człowieka, na Jędrka z „Innej duszy”. Byk go zapowiadał. Miał przecież ludzkie dłonie.
A potem, przy najnowszej książce zrobiłem coś, do czego wcześniej brakowało mi odwagi. Sprzątnąłem potwora, spojrzałem w grozę, którą przesłaniał, która go zrodziła.
Wgnieciony jestem w glebę ostatnim akapitem. To jest naprawdę groza. Weź, rozwiń temat. Albo spłentuj. Cokolwiek. Tylko tak nie zostawiaj.
P.S. Przepraszam za „Ty””. Nie znamy się, ale jestem z tobą od pierwszego numeru „Science Fiction”, więc sobie pozwoliłem.
Odpowiedz
Szanowny Panie Redaktorze, z ogromną przyjemnością czytam Pańskie przemyślenia, zarówno te cotygodniowe i powszednie na twarzoksiążce, jak i te bardziej pracochłonne, drukowane nakładem różnych wydawnictw. Zainspirowany Pańską młodzieńczą twórczością (genialny Cichy dom i Strzeż się gwiazd, w dymie się kryj) popełniłem kilkanaście opowiadań. We wstępie do Wigilijnych psów wspominał Pan o swoich burzliwych początkach w roli pisarza, o pomocy udzielonej Panu przez Szczepana Twardocha oraz nastepstwach tego wsparcia. Chciałem Pana prosić o odrobinę Pańskiego czasu, chwilę w pociągu pomiędzy jednym, a drugim spotkaniem autorskim. Gdyby zechciał Pan przeczytać moje prace, podzielił się uwagami na ich temat i wskazał mi dalszą drogę byłbym niezwykle zobowiązany. Pozwoliłem sobie przesłać Panu kilka z nich via Facebook i na skrzynkę blogową (o ile istnieje taki konstrukt). Mam nadzieję, że nie zmarnuję Pańskiego czasu.
Odpowiedz
Szanowny Panie Redaktorze, czytanie Pańskich przemyśleń sprawia mi ogromną przyjemność, zarówno tych cotygodniowych i bardziej powszednich (na twarzoksiążce), jak i tych bardziej zwartych, wydawanych nakłądem różnych wydawnictw. Zainspirowany Pańską młodzieńczą twórczością (genialny Cichy dom i Strzeż się gwiazd, w dymie się kryj) postanowiłem przestać pisać do szuflady i wyjść ze swoimi opowiadaniami do ludzi. Asumptem do tego była przede wszystkim Pańska przedmowa w Wigilijnych psach. Opowieść o problemach początkującego pisarza i pomocnej dłoni Pana Twardocha wydała mi się pokrzepiająca, motywująca wręcz. Chciałbym więc prosić o odrobinę Pańskiego czasu, w pociągu, między jednym, a drugim spotkaniem autorskim, gdziekolwiek. Jeśli nie uzna Pan chwil spędzonych z moją twórczością za czas bezpowrotnie stracony to byłbym wdzięczny za jakąkolwiek opinię, albo radę.
Z wyrazami szacunku,
Jakub Bielawski
A oto link do moich opowiadań:
https://drive.google.com/open?id=12b-anVCGgogF0Wiu77oPcYtzfCshDWMJ
Odpowiedz