Anioły i demony
Wóda, Stasiu, to jest coś wspaniałego. Normalnie nie dałbym rady bez wódy, mówię ci. Siadasz sobie z kolegami, albo i z kobitą, jak żeś umiał sobie jakąś sensowną gwiazdkę przygarnąć, walisz z zimnego szkła i wszystko, co cię tam szarpało w bebechach, pomaluchu usypia. Po maluchu pomaluchu se w sen wpada, dobre nie? Ale weź też sobie do serca, że z wódą nie tak prosto znowu jest, ja żem widział i takiego pijaka, co go trzeba było odciąć, a zimny był. Z innej beczki, przypomnij se Mamałygę. To wiemy. Ale nie każdy wie, nie każdy ma w czachę wbite, że wóda miesza w serduchu, na ważne mówi nieważne i odwrotnie, ty tego nawet nie wiesz i będziesz w to szedł jak te Eskimosy w Rosji, co po bimbrze w śnieg lecą i w mrok. Jak se staniesz, to zapytasz: „Co jest grane?”, tylko może być już po ptokach. Obróć się wtedy, Stasiu, i popatrz za siebie. Widzisz światła domu czy nie?
Z babami, Stasiu, to wiesz jak jest, albo może miarkujesz, że wiesz, tylko naprawdę nie wiesz. Jakby szło o to, żeby wsadzić, to byśmy na kurwy chodzili, Mamałyga chodzi dziesiąty rok i donikąd nie doszedł. Baba będzie cię wkurwiać i męczyć, aż nie spojrzysz i będziesz lepszym człowiekiem od tego wkurwiania i mękolenia, jakoś tak cię weźmie, delikatnie, porusza rączką i ulepi nieco nowego, jakbyś brudny był wcześniej czy coś takiego. Nadążasz, Stasiu? Nawet kilka kobiet się nada. Tylko wiesz, jak za bardzo się rozkręcisz, jak na babie zawiśniesz, to się baba pod tobą urwie i tyle będzie z tego. A jak zaczniesz skakać z kwiatka na kwiatek, to znowu gorzej, tam wszystko zabija, jeśli weźmiesz sprawę, że tak powiem, w dłuższym oglądzie. To rosiczki są. Wyjmą ci serducho, albo rozkroją, ty nawet się nie połapiesz, boś głupi okropnie, Stasiu mój. Jak będziesz od baby do baby latał, w końcu babę od baby przestaniesz odróżniać i zostaniesz przy najgorszej, najbardziej podłej, bo te najgorsze i najbardziej podłe są też, kurwa, najsprytniejsze. Weź przywołaj, com przed chwilą powiedział. Baby nas układają. Naprawdę chcesz, żeby układała cię najgorsza i najbardziej podła baba?
Bez kumpli, Stasiu, bylibyśmy nikim. Ja, ty i nawet Mamałyga. Kumpel wysłucha, kumpel pomoże i chce dla ciebie jak najlepiej, dla ciebie właśnie. Inaczej niż rodzina, bo rodzinka zawsze o sobie myśli, jak pszczółka myśli o ulu. A kumpel o tobie. Kumpel chce, żebyś był szczęśliwy. Nadążasz? Żaden uścisk dłoni nie jest tak mocny jak uścisk przyjaciela. Ja sobie nawet myślę, że to dobrze, że na świecie coraz mniej rodzin, a coraz więcej zdrowego koleżeństwa. Popatrz jednak na naszego Mamałygę, jaki on zazdrosny, jak wścieka się, gdy ktoś mu odmówi, gdy nie ma dla niego czasu czy coś. Jak odrzucisz, to się zmieni w monstera, jak nie odrzucisz, będzie cię szarpał jak kurwa miękkiego chuja normalnie. Wiesz czemu? Bo kumpelstwo i przyjaźnienie to wolna amerykanka jest, nikt tego nie obmyślił, tak jak Żydzi wymyślili księdza, kumasz, nie, bo tu nie ma reguł, nikt ci nie powie, kiedy kumpel podchodzi za blisko, kiedy jest zbyt daleko, a kiedy trzeba drania przepędzić. Tego nie wiemy. Zazdrość kumpla jest dzika.
No i jesteś jeszcze ty, Stasiu kochany. Nawet Mamałyga nie radzi sobie tak dobrze z kłopotami jak ty. Dzielny chłop z ciebie. Nie kręć głową, mówię, jak jest, i ty też wiesz, jak jest. Padniesz i wstaniesz, zbierzesz strzała, to się otrzepiesz i przypierdolisz, można cię miąć, można cię deptać, a ciebie i tak do góry poderwie, boś taka lalka w swoich własnych rękach. Nie wiem, z czego cię Bóg polepił, ale dajcie mi trochę tego stuffu. Dziecko se z niego posklejam. Jeszcze masz, Stasiu, uśmiech dla innych i jeszcze pomożesz. Mamałyga by nie pomógł, tylko wiesz, pierdolniesz Mamałygę, a Mamałyga nawet się nie połapie. On po prostu idzie, tacy ludzie też są, co tylko idą. Ale ja, Stasiu, boję się, że ty bez swoich nieszczęść normalnie nie potrafisz żyć, bo zawsze było ich od cholery, zawsze są, a jak się skończą, to staniesz jak ten ciul w woderach i powiesz sobie: „O kurwa, co teraz?”. Ja ci powiem, co teraz. Własną chałupę podpalisz i zaraz polecisz po wiadra z wodą. Przeglądasz się w pożarach. Gdy je gasisz, czujesz się potrzebny. Poza normalnym życiem, wszystko jest dla ciebie do zniesienia.