tydzień z głowy (479)
O trasie promocyjnej
Jest ósma rano, leżę w pokoju hotelowym, jestem cholernie zmęczony i ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę jest pisanie idiotycznego bloga, czy czegoś podobnego.
Dwa tygodnie temu wyruszyłem w trasę promocyjną z okazji premiery „Exodusu”. Trójmiasto, Warszawa, Racibórz, Łódź, Wrocław, dziś Katowice i do domu. Oczywiście jeszcze sobie pojeżdżę, ale nie tak długo. Ręka zrosła mi się z walizką, dresiwo zżera pośladki.
Jestem nie tylko zmęczony, ale wzruszony i szczęśliwy. Chcę napisać coś bardzo prostego, coś w czym nie ma żadnej wielkiej myśli, głębszej refleksji, nic. Przez całe moje życie i tzw. karierę pisarską mówiłem do pustej sali. Na spotkania przychodziło parę osób. Ta niemiła sytuacja poprawiła się nieco po premierze „Innej duszy” i rejwachu jaki narobiła ta nieładna książka.
Mam świeżo w pamięci „Worek kości” nabity ludźmi z okazji premiery, długą kolejkę na targach książki, czytelnicy stawili się nawet w Empiku, ku czemu niezbyt się akurat garną. Gadałem więc bzdury, podpisywałem książki, przybijałem piątki, a nawet popijałem wódeczkę. W tym też upatruję źródła mojego zmęczenia. Bardzo chcę wrócić do domu.
Nagle dotarło do mnie, że moje życie jest życiem sensownym, a praca pisarska którą wykonuję ma sens – rezonuje z ludzkim sercem. Piszę i jestem czytany. Niewielu ludzi pióra może o sobie to powiedzieć. Więc warto się męczyć, warto jeździć i nie dosypiać.
A dzisiaj koniec, bo wracam do domu. Piszę te słowa z pewnym niemal dziecinnym wzruszeniem bo znowu mam dom, w którym jestem oczekiwany i witany z miłością. Te dwie dobroci – dom i bycie czytanym – składają się na coś, co można nazwać życiem szczęśliwym. Oczywiście boję się, że to zmiażdży mnie twórczo, połamie. Zacznę pisać wesołe książki i co wtedy?
Spotkanie w Łodzi było wyjątkowo przyjemne i miłe. Ze swojej strony cieszę sie bardzo, że przynosi to radość, ale książki to proszę nam zostawić takie jakie są, bo są dobre…bardzo dobre 😀
Odpowiedz
Łukasz, jak jesteś zmęczony to idź do pracy na kasę w biedronce lub do kopalni. Może będzie ci lżej, przynajmniej na duchu. Ponowiam prośbę o spotkanie i złojenie jakiegoś bosmanka w Szczecinie, po spotkaniu 08.12. Oczywiście wszystko przy zachowaniu najwyższej formy kultury osobistej. Bez buty, chamstwa i upijania się. Chyba że sobie życzysz, to droga wolna ale ja się upijam tylko we wtorki i środy. Proszę również o rzeczowe wypowiedzi na spotkaniu, a nie o robienie biednych ludzi w butelkę. Butelkę to my zrobimy po spotkaniu i w sumie też z biednymi ludźmi. Ja na pewno jestem biedny, bo muszę łazić po jakichś spotkaniach autorskich, słuchać tego wróżenia i podziwiać te rozkochane, tępe gęby, zamiast organizować je przy butelkowaniu bosmanka. Nie pozdrawiam Łukasz, bo się widzimy.
Ps. Ty w ogóle czytasz te komentarze czy zleciłeś cioci Basi moderację tego nudnego bloga?
Odpowiedz
Szanowny Panie Orbitowski! Po pełnym przygód rejsie dobrze jest zawinąć do portu, przeliczyć skarby, zagrzebać, co trzeba, na spokojnie popykać fajeczkę i ruszyć znowu. Drugiego takiego portu Pan nie znajdziesz, a i drugiej takiej samej książki Pan nie napiszesz. Zostaje tylko się cieszyć i winszować. O ile ma to – jak to rozmyśla czasem na głos PanSzczepan – jakiekolwiek znaczenie. Także – za ćmą! I wszystkiego najlepszego!
Odpowiedz
Uroki mainstreamu.
Odpowiedz